sobota, 10 listopada 2018

Czym zaskczyła mnie wyciskarka do soku Hurom?

Pamiętam, gdy kilka lat temu w czasie poprzedniego nadurodzaju owoców i warzyw postanowiłam robić świeże soki. Pierwsza próba skończyła się wybiciem korków, bo moja prawie 20-letnia sokowirówka po prostu padła (o innym wspomnieniu związanym z soowirówka czytaliśćie tu). Reanimacja była bezsensowna. Mój smutek trwał zaledwie dwa dni, bo... właśnie wtedy w Biedronce pojawiła się wyciskarka wolnoobrotowa. Nie była tania, ale cena nie zwalała z nóg i zamiast zwykłej sokowirówki przyjechałam z marketu z pierwszą swoją wyciskarką.

piątek, 9 listopada 2018

Zastępując Mikołaja w wyborze prezentów pod choinkę

Pamiętacie, jak poprzednim razem gorączkowo szukałam prezentów i nijak nie mogłam się zdecydować? W tym roku poszłam po rozum o głowy kompletuję upominki świąteczne już od końca października. Ma to sporo zalet. Po pierwsze czas do namysłu, po drugie pewność, że wszystkie paczki dojdą na czas, po trzecie rozłożenie wydatków na kilka miesięcy, dzięki czemu pod koniec grudnia nie zobaczę zera na koncie bankowym.

wtorek, 6 listopada 2018

Włóczęga po mglistych pagórkach.

Dzień wstała dziwny... Mglisty świt powoli zamieniał się w pogodny poranek, jednak stojące nisko słońce rzucało tylko żółte rozproszone światło nadając krajobrazowi odrealnioną poświatę. Nad Pogórzem wisiały niskie chmury, jednak nad Kuflem i Blizborem niebo było pogodne. O dziwo, Sępia Góra tonęła we mgle. Zapięłam kozy na łące, obserwując zmiany w układzie mgieł i żałując, że nie zabrałam z domu telefonu.

niedziela, 4 listopada 2018

Dlaczego nie używam cytryny? Owocowe bomby witaminowe

Stali bywalcy bloga zauważyli zapewne, że moje przepisy  zazwyczaj różnią się od tych spotykanych w książkach kulinarnych. Główną różnicą jest korzystanie z warzyw, owoców i ziół dostępnych w mojej okolicy. Owszem mam swoją słabość w postaci ziaren kawy oraz kakao w proszku i póki co nie piję naparu z prażonych żołędzi, ale kawę zbożową czasem stosuję.

czwartek, 1 listopada 2018

Krajobraz po wichurze - Kowalówka i Dłużec

wschód słońca
Dzień wstał spektakularnie. Niebo zaczerwieniło się i rozpaliło świat za górą. Wyszłam przed dom i spojrzałam z zachwytem, ale i lekkim rozczarowaniem- wiało. Nawet mocno wiało, a ja miałam rowerowe plany. Na szczęście, gdy słońce wyszło już poza granicę drzew wiatr ustał i zgodnie z planem mogłam pojechać w góry.