Lubię biżuterię. Gdy codziennie
chodziłam do pracy, dbałam, by w mój strój wkomponowane były
kolczyki, korale, bransoletka bądź broszka. Wszystko pod kolor, idealnie dobrane. Pamiętam, że któregoś roku dzieci na Dzień Nauczyciela malowały portret swojej pani, a potem trzeba było odgadnąć, czyj to portret. Mnie poznano po biżuterii. Mam kolekcję biżuterii
codziennej, często robionej przez Chudą oraz odświętnej z
jablonexu, będącej pamiątką po mamie. Teraz rzadziej zdarza mi
się nosić świecidełka, bo też kozy mogłyby nie zrozumieć idei
i próbować zjeść wiszące kolorowe kolczyki czy wisiorki.Jeśli jednak wybieram się do
znajomych,to najczęściej zakładam choćby delikatne kolczyki. A już sprzed witryny u jubilera albo
stoiska z biżuterią (np. na „Lecie Agatowym” w Lwówku) trudno
mnie odciągnąć.