Mamo, kup Belriso... ta prośba wypowiadana przed laty przez moje maleńkie pociechy w czasie zakupów sprawiały że żołądek mi się kurczył i było mi potwornie źle... Bo przecież, jak wytłumaczyć Maluchowi, że na taką drobnostkę nas po prostu nie stać, że nie mogę kupić jednego, bo dzieci jest troje, a cena jednego deseru miała równowartość obiadu dla całej rodziny. Łamałam się rzadko i tylko dlatego, że kolorowe pudełka po deserze służyły mi później za kamuflaż dla zwykłego ryżu na mleku. Myślę, że dzieci w końcu orientowały się w tym moim oszustwie, ale z czasem rozumiały też prawa ekonomii. Szybko nauczyły się, że trzeba dokonywać mądrych wyborów- swoje kieszonkowe wydawały z rozsądnie, nieraz ciułając na wymarzone zabawki.