Idziemy raźno przez Świnoujście. Mamy takie same maratonowe koszulki, zaśmiewamy się z czegoś do rozpuku, poszukując kawiarenki, gdzie będą miejsca siedzące na zewnątrz - szkoda marnować słońce. Zachowujemy się jak trzy przyjaciółki, którymi przecież jesteśmy - ja, Ruda i Marzenka. Dwie siostry i ich mama, wyglądająca na trzecią z sióstr.
Nasza przyjaźń rozkwitać zaczęła wcale nie tak dawno. Człowieka, autorytet i przyjaciółkę dostrzegłam w mojej mamie, dopiero będąc w liceum, wcześniej była po prostu mamą. Z Marzenką przyjaźnić zaczęłam się jeszcze później - jako dwie nastolatki dzielące ze sobą pokój niejednokrotnie pałałyśmy do siebie nieskrywaną niechęcią co najmniej. Sytuacja zmieniła się, gdy wyjechałam do Szczecina na studia i widywałyśmy się znacznie rzadziej. Wprawdzie do dziś, gdy mamy spędzić ze sobą więcej niż kilka dni, najprawdopodobniej dojdzie do jakiegoś spięcia, ale większość czasu, który możemy spędzić wspólnie, spędzamy w zgodzie.
Nierzadko spotykamy się z sytuacją, gdy nowo poznani znajomi nie potrafią uwierzyć, że Ruda jest naszą mamą, nie siostrą. Wciąż bowiem wygląda bardzo młodo i odznacza się ogromnym dystansem do siebie oraz radością życia, które pozwalają jej głośno śmiać się razem z nami, spacerować, trzymając się za ręce, głośno rozmawiać nad ciastkiem i filiżanką kawy.
Niemniej nie wszystko Jej już wypada, więc niejednokrotnie przynosimy jej z Marzenką nieco wstydu, gdy jesteśmy wszystkie trzy, a ja wraz z młodszą siostrą dostaję "małpiego rozumu". Nasze wygłupy kilkakrotnie zostały już udokumentowane na zdjęciach, co nie przeszkadza wydurniać się nam dalej.
Cieszy mnie niezmiernie, że moja mama i młodsza siostra są zarazem moimi najlepszymi przyjaciółkami.I mam nadzieję, że się to już nie zmieni.