21 marca w Szczecinie był zimny, mokry i nieprzyjemny - zupełnie nie przypominał tak długo wyczekiwanej wiosny. Robert był cały dzień w trasie (240 km na rowerze), ja spędziłam więc dzień w kuchni - upiekłam chleb i ciastka zbożowe, zrobiłam naleśniki na niedzielny obiad. Czekając na jego powrót obejrzałam jeszcze "Czarownicę" z Angeliną Jolie.
Niedziela za to przywitała mnie promieniami słońca o 7 rano uniemożliwiającymi dalszy sen (do spółki z zapachem gotowanej kapusty - Robert zaczyna już przygotowywać wielkanocny bigos). Już rano podjęliśmy decyzję o wyjściu na spacer, zjedliśmy więc wczesny obiad i ruszyliśmy.