Cisza poranka... ze Ślubnym umówiliśmy
się, że niedzielne śniadanie, czyli jajecznica z kurkami będzie
dopiero po 9.00, aby Ślubny mógł odpocząć po całym tygodniu
malowania dachu.
Mam zatem mnóstwo czasu. Idę
odwiedzić Górę. Jeszcze na niej nie byłam, więc pora na
odwiedziny. Trochę się zmieniła. Tu i ówdzie wycięto drzewa i
jest widniej, chwilami pojawia się nawet widok na Pogórze. Droga ze
względu na rozjeżdżenie jej w c zasie robót leśnych też jest
bardziej widoczna. W ulubionym miejscu schodzę z leśnego duktu i
już sarnimi ścieżkami podążam ku szczytowi. Gałęzie wczepiają
się mi we włosy, głaszczą, jakby chciały zapytać : „Czy to
naprawdę ty?”. „Dawno Cię tu nie było.”- szepczą.