czwartek, 10 stycznia 2019

Zwykły zimowy dzień w górach

Z okna w niebieskiej kuchni widać już tylko zaspę.

Budzi mnie zaskakująca jasność za oknem. Wstaję z przeświadczeniem, że jest już stosunkowo późno. Jeszcze zaspana wchodzę do kotłowni sprawdzić ogień w piecu i zmienić ustawienia temperatury. W korytarzu stoją już wszystkie domowe zwierzęta. 4 pary oczy wpatrują się we mnie z niemą prośbą (no nie zupełnie niemą, bo Frida swoje niezadowolenie z braku śniadania wyraża głośnym miauczeniem). Do wszystkich miseczek wkładam porcję jedzenia. Koty na zmianę mruczą, miauczą i warczą, wyrywając sobie co lepsze kąski.

Dlaczego tak jasno?!


Otwieram drzwi do kuchni, zapalam światło. Zegar dalej stoi wskazując niezmiennie od kilku dni godzinę szóstą. Włączam ekspres i słucham cudownej melodii młynka do kawy. W oczekiwaniu na pobudzający napój snuję się po domu. Zapalam światło w izbie, spoglądam na zegar... 5.43... Mrugam oczami zaskoczona, ale jak? Przecież na dworze jest jasno! Jeszcze raz wyglądam przez okno. Jest podejrzanie biało. Bardzo biało... Dopiero teraz dociera do mnie, że widzę śnieg i zalegającą wokoło mgłę, w której jaśnieje rozproszone światło księżyca i poblask naszych lampek choinkowych. 
Karnawał, więc musza być faworki do kawy
Z kuchni dociera do mnie aromat świeżo zaparzonych ziaren kawy. Nie ma sensu wracać do sypialni. Powoli piję kawę, czytam książkę. Potem przeglądam aktualności internetowe. Wyglądam na dwór, by dokładniej przyjrzeć się temu, co zdarzyło się w nocy. Przed sobą widzę górę śniegu sięgającą okna. Dopiero za nią pojawia się pokryte grubą warstwą puchu podwórze.

Co wydarzyło sie przed koziarnią?

Ubieram się, łapię łopatę do śniegu i zaczynam szuflować. Muszę się przecież dostać do koziarni. Odkopuję drzwi do stajenki i furtkę do woliery- tam oprócz warstwy świeżego puchu jest jeszcze spora kupka śniegu, który zjechał przed chwilą z dachu. Gdy w końcu udaje mi się otworzyć furtkę, odgrzebuję całkiem zasypaną miskę na kurze jedzenie i przygotowuję kurom wybieg. Drzwiczki oczywiście nie chcą się otworzyć, a za nimi kury już niecierpliwie gdaczą. Kozy też już wstały. Wystarczy tylko otworzyć drzwi... Ta... klucz mam, zamek niby też jest... ale dziurki od klucza nie uświadczysz! 
Tu gdzies powinna być droga
Cała zasypana śniegiem i zamarznięta. Kozy meczą, kury gdaczą, pies skacze na drzwi, zdezorientowany, a ja... wracam do domu po zapalarkę do gazu i... świeczkę. Tak uzbrojona zaczynam odmrażać zamek, który w końcu daje się otworzyć. To jednak nie koniec. Bo drzwi też przymarzły i trzeba je czymś podważyć. Używam do tego stalowego pręta, który jakimś zrządzeniem losu nie został schowany do środka. Ufff... Pies skacze na kurzą klatkę, płosząc ptaki, kozy nadal meczą głodne i spragnione codziennej dawki czułości. Wchodzę do kurnika, kury zlatują z drążków prosto na moją głowę (jak dobrze, że wściekły kogut skończył jakiś czas temu w rosole!) Teraz tylko walnąć w kurze drzwiczki i szczęśliwe ptaki z ogromnym rumorem wybiegają i wylatują na śnieg.
Biało, wszędzie biało
 Obserwuję ich zdumienie na widok góry piętrzącej się tuż za drzwiami.
Głaszczę kozy, karmię je i mogę wracać do domu na śniadanie.

Kawa z mężem

Ku wielkiemu zaskoczeniu Ślubny już nie śpi i szykuje sobie kawę, ja za chwilę wypiję drugą. W filiżance pachnie etiopska Djimmah z Etnocafe. Moje śniadanie składa się z kaszy jaglanej z czekogruszką, Ślubny chrupie faworki.
Ustalamy plan dnia- on odśnieży ścieżki do domu, ja idę pobiegać na nartach.

Nieprzetarte szlaki

Przy czym bieganie na nartach jest tu zupełnie umowne. Wszak nie mieszkam w Jakuszycach i się do nich nie wybieram! Zatem po zapięciu nart czeka mnie „wydeptanie” sobie śladu. Kółko wokół Kufla liczy sobie około 500m i przez najbliższa godzinę będę je robić kilkakrotnie, przewracając się za każdym razem, gdy Gringo stanie mi na nartach wybijając mnie z rytmu lub odwrotnie nie odskoczy, gdy nadjeżdżam. Hamowanie nadal nie jest moją mocną stroną.



Na dziewiczym śniegu
 Po piątym kółku ślad powinien być już dobrze wyjeżdżony, ale tak nie jest, bo po pierwsze stale padający śnieg je zasypuje, a po drugie, Gringo lubi bieg tym samym śladem co ja, więc pełno tu śladów jego łap! I gdy tak biegam wokół Kufla żałuję trochę, że nie pomyślałam, by zaopatrzyć się w narty skiturowe, które sprawdzałyby się w tych warunkach znacznie lepiej niż moje wysłużone, kupione na allegro biegówki. 
Nic to! Ja i tak jestem szczęśliwa. Na razie jeszcze kocham tę piękną zimę z wszystkimi jej niedogodnościami i przyjemnościami takimi jak godzinne bieganie na nartach, podziwianie zimowych widoków i delektowanie się lipową herbata z malinami, imbirem i pomarańczą. 
P.S.Zakupy robimy raz w miesiącu, a ich termin ustalamy po sprawdzeniu tygodniowej prognozy pogody.


Herbata z niespodzianką

40 komentarzy:

  1. No to was zasypało. Ale jak jest zima to musi być zimno i śnieżnie. Lato było upalne, woda się przyda. Masz fajnie nie musząc o 5 do pracy. Dobrowolne wstawanie przed 6 rano to inna sprawa.Miłego biegania Anno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiesz, Andrzeju, jak bardzo się ciesze z tej zimy! A że mam fajnie, to fakt!

      Usuń
  2. Ho, ho, ho, zima wreszcie pokazuje swoje prawdziwe oblicze, ale przecież takie zimy bywały; kiedy budowaliśmy dom, psy i zające chodziły wierzchem przez siatkę ogrodzeniową; a Pogórze było odcięte od świata przez tydzień, żołnierze dowozili pieczywo, dobrze, że były wtedy ferie zimowe; patrzę za okno, sypie dalej:-) chcemy jutro na wędrówkę, ale tam, gdzie drogi boczne, na łąkach za dużo śniegu; pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie takie zimy pamiętam, więc nie jestem zaskoczona. Obecnie nie tylko śnieży ale też mocno wieje, więc droga jest systematycznie zawiewana. A w pensjpnacie mają dziś wielu gości, więc pług będzie jeździł kilka razy.

      Usuń
  3. masz wszystko to, za co mieszczuchy płacą 100 zł za dobę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Zima w górach tak!
    Ale w mieście jej nie lubię. Czekam aż wszystko stopnieje...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale białooo! Wrzucałaś jakieś zdjęcia ostatnio, na którym nie widać było auta - parkujecie pod Leśnym Kurortem, czy bywa czasem i tak, że auto zostawiacie gdzieś przy kościółku na dole? Bez napędu 4x4 wjazd czy nawet zjazd do Was w tę pogodę to chyba dość karkołomna sprawa, prawda? Tym bardziej, jak z naprzeciwka wyskoczy inne auto, droga jest wąska, a śniegu dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samochód stoi na parkingu prz pensjonacie (robimy tak co roku)I wyjeżdżamy raz w tygodniu albo rzadziej. 4*4 to podstawa, Darek już kilka razy pomagał wyciągać kogoś z zaspy. Nasza droga pod dom nie istnieje( jest tam prawie metr śniegu)

      Usuń
  6. ,,Włączam ekspres i słucham cudownej melodii młynka do kawy.'' Pięknie napisane :)

    OdpowiedzUsuń
  7. wow! jak tam u was pięknie i biało :) przydałaby mi się chwila w takim otoczeniu

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo tych wszystkich niedogodności, to chyba udany poranek? Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo udany, a do tego wszystkiego podchodzę z ogromnym dystansem. Dziękuję :)

      Usuń
  9. Aniu, Ty naprawdę budzisz się sama, bez budzika, w środku nocy?
    No właśnie: jak hamować jadąc na nartach, skoro one nie mają hamulców?
    Zakupy raz na miesiąc… Ja robię je raz na tydzień, przy rzadszych chyba nie obędzie się bez sporządzenia listy.
    Prawdziwa zima u was. W Lesznie aura nie może się zdecydować, czy wybrać deszcz, czy śnieg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krzysiu, jak daleko sięgam pamięmięcią, zawsze się tak budziłam. Przecież nawet pracując w szkole wynegocjowałam pracę od 6.30, by nie marnować popołudnia! Zakupy oczywiście robię z listą, bo nigdy nie wiadkomo, kiedy będzie można bezpiecznie zjechać. Zima cudowna!

      Usuń
  10. Zazdroszczę Wam tego śniegu i magicznego klimatu. U nas śniegu zero, ostatni raz synek jeździł na sankach dwa lata temu. Takie uroki mieszkania w centrum Polski... ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie zazdroszczę, zwłaszcza, że dzięki codziennemu odkopywaniu ścieżki zaliczam poranny aerobik.

      Usuń
  11. Ależ pięknie u Was! I choć wiem, że taki śnieg to też wiele niedogodności i pracy, to zazdraszczam. U mnie to nawet nie ma opcji śniegu. Jak tu jestem 15 lat, tak śnieg widziałam ze 3 razy i to może z 5 cm. A mnie tęskno do takiej zimy z białym śniegiem. Cudownie tam u Was... I ta kawka z rana i herbatka na rozgrzewkę! Super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można mieć wszystkiego. ALbo ma się całoroczne ciepełko, albo zimę ze śniegiem.

      Usuń
  12. Zima może i piękna ale co zrobicie jak Was tak całkiem zasypie. Mieszkanie na uboczu to fajna rzecz jednak czasem trudna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anszpi, zapasy mamy na miesiąc, da się żyć :) Odkąd pamiętam przysiólek odcinało od świata i ajkoś ludzie dawali radę.

      Usuń
  13. Lubie krajobraz zimy ale nieniekoniecznie ten mróz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, na razie mróz jest tylko kilkustopniowy, więc nie zamarzają rury od wody, a na dworze jest przyjemnie.

      Usuń
  14. Oj cudna taka zima. Faktycznie może być trochę niedogodności z nią, ale jednak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niedogodności można się przyzwyczaić, a nawet je polubić- jest o czym opowiadać ;)

      Usuń
  15. Nieźle tam u Ciebie! Zazdroszczę nawet tak troszeczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś się nie dziwię, ja sobie sama zazdroszczę ;)

      Usuń
  16. Dziś Perłową łodzią przypłynęła do mnie Antonina Krzysztoń. Może utwory wszystkie oderwą Cię od myśli o zamarzających rurach. Swoja drogą po pierwszej zimie w Gołdapi koleżanka która pojechała za mężem kiedy dostał tam przydział wiosną wróciła do rodziców w Rzuchowie. Zamarzło wszystko łącznie z osiedlową kotłownią. Dobrze że nie ma wielkich mrozów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Przy Antoninie można odpłynąć. To dobry pomysł na zimową aurę :) A do mrozów też można się przyzwyczaić ;)

      Usuń
  17. U Mnie raz odwilz a jak sie budze to jestem zasypana bialym puchem u ciebie widze ze podobie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dziś znów odwilż, a od jutra mróz, ale będzie lodowisko!

      Usuń
  18. Wiesz co...taki poranek może i ma swoje dobre strony ale...trochę współczuję! Zasypało na maxa i co teraz... Pozostaje tylko napić się dobrej herbaty;D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jak masz dystans do tego, gdzie mieszkasz i co robisz, to nawet machanie łopatą do śniegu jest dobrą rozrywką.

      Usuń
  19. Mi się marzy takie otoczenie! Nawet to machanie łopatą.

    OdpowiedzUsuń