Zwracam uwagę na różnice w konstrukcji, umiejscowieniu lub zachwycam się po prostu.
Gdy nadarzyła się więc okazja, by wziąć udział w prelekcji na temat kapliczek naszego województwa,nie mogłam z niej nie skorzystać.
Tym razem czasu było bardzo mało, a plany miałyśmy z Chuda ambitne, o czym zaraz będzie się można przekonać. Pierwszego dnia mojego spotkania z Chudą w górach (ona o swoich wojażach kwietniowo-majowych dopiero będzie pisać) zdecydowałyśmy się na przejażdżkę po Pogórzu. Do południa odwiedziłyśmy targowisku w Mirsku (to już pewien rytuał, że sąsiadkę na targ wozimy) W ulubionym komisie znalazłam filiżankę dla kogoś, kogo miałyśmy po południu odwiedzić, zrobiłyśmy zakupy na obiad i wróciły do domku. Zaraz po obiedzie wsiadłyśmy na rowery. W planach miałyśmy odwiedziny w pobliskiej wiosce, ale przecież nie pojedziemy tam bezpośrednio, bo za blisko. Ruszyłyśmy więc w stronę Starej Kamienicy, gdzie rok temu zaopatrzyłam się w kilka ciekawych map. Nim tam jednak dotarłyśmy, zatrzymałyśmy się w Małej Kamienicy , bo przy drodze na zakręcie zafascynowały nas brzozowe rzeźby. Uprzejmy pan rzeźbiarz pozwolił je sfotografować, opowiedział o swojej pracy, a nawet przedstawił nam swoja córeczkę.
Na mapie Grudza wygląda jak miejsce kalwaryjskie, gdyż znaczków "kapliczka" jest tam mnóstwo. Na miejscu okazuje się jednak, że to nie droga krzyżowa, lecz wielkanocne (prawdopodobnie) fundacje różnych rodzin. Datowanie kapliczek to cały XIX w, najmłodsza powstała przed II wojną. Dominującym motywem jest Baranek, stąd przypuszczenie, że to fundacje wielkanocne.
Zastanawiałyśmy się, dlaczego wszystkie wybudowano w tej właśnie wsi. Mieszkaniec Grudzy uświadomił nam, że była to jedyna całkowicie katolicka wieś w okolicy- pozostałe były albo ewangelickie, albo, jak Gierczyn, mieszane.