-W tym roku grzyby rodzą się stare.- Stwierdziła Marysia,
wskazując na wielkie niekształtne jasnobrązowe bryły
przypominające kamienie. Spojrzałam na nią zdziwiona i dopiero
teraz w szaro-burych grudach rozpoznałam prawdziwki. Daleko było im
do borowików z wiersza Brzechwy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przymierze z Górą. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przymierze z Górą. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 października 2017
O starych grzybach
-W tym roku grzyby rodzą się stare.- Stwierdziła Marysia,
wskazując na wielkie niekształtne jasnobrązowe bryły
przypominające kamienie. Spojrzałam na nią zdziwiona i dopiero
teraz w szaro-burych grudach rozpoznałam prawdziwki. Daleko było im
do borowików z wiersza Brzechwy.środa, 27 lipca 2016
Cisza na Górze- izerskie slow
Pobyt w wiejskim domu w górach nieuchronnie dobiega końca. Owoce zebrane i zawekowane, zioła ususzone, sprzed domu znikają krzesła ogrodowe, to oznaka, że się pakujemy. Ja jednak idę w odwiedziny do Góry. Jest ciepło, wręcz parno. Za kilka godzin nad Izerami przejdzie nawałnica, na razie jednak upajam się cudowna pogodą. Wdycham gorące żywiczne powietrze. Jego leśny zapach nie ma sobie równych. To połączenie gorzkiego aromatu igliwia i esencjalnej, balsamicznej woni żywicy. Tak pachnie tylko las w upalny dzień. Na mojej ścieżce leży zwalone drzewo, wcześniej więc skręcam w górę do wysokiego lasu. Woła mnie także chęć znalezienia choć kilku grzybów na obiad. Jako niedługo napotykam na pierwszy podgrzybek, jest jednak cały podziurawiony.
sobota, 13 lutego 2016
Tak trudno pożegnać Izery
Lekko oprószona śniegiem ścieżka pnie się do góry. Puchu jest niewiele, nocą spadło odrobinę, ale lutowe ostre słońce sprawia, że biel niknie w oczach. Jak na luty jest ciepło i po pięciu dniach porywistego wiatru nareszcie spokojnie.W przejrzystym powietrzu widać odległe pagórki pokryte lasami, łąki i rozsypane po Pogórzu miejscowości. Idę odwiedzić Górę. Obserwuję zwierzęce tropy- sarny, jelenie i ... pies (mój własny). Bo przecież moją ścieżką rzadko kto podąża.wtorek, 29 grudnia 2015
Między mgłą a szadzią
Noc długo nie chciała się skończyć. Wydawało się, że na dobre rozpanoszyła się nad Izerami, że oto słońce skapitulowało i będziemy mieli noc polarną. Wreszcie po niewiarygodnie długim czasie ciemność powoli łagodniała, ale na wschodzie nie pojawiła się charakterystyczna łuna wschodu, tylko gęsta szarość stawała się coraz jaśniejsza aż zbielała całkowicie, ukazując widzowi tylko najbliższe elementy pejzażu- drzewo, krzew, kawałek łąki. Resztę spowiła gęsta niczym wiejska śmietana mgła. Z różnym natężeniem mgła utrzymywała się cały dzień, dzięki czemu mogłam wczesnym popołudniem wyjść na swoją Górę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



