Lato płynie swoim ciepłym rytmem. Po
niezbyt upalnym lipcu niepostrzeżenie nadszedł sierpień, a wraz z
nim zaskakujące letnie upały i ciepłe noce. Chyba trzeba mi ich
było, bo nagle do późna siedzimy pod orzechem, a potem ja już
bladym świtem biegnę z kawą na Kufel, by obejrzeć wschód słońca.
A w Domku pod Orzechem dzieje się magia.
Niesamowite są te przedświąteczne
dni. Temperatura powietrza przekracza 10 stopni powyżej zera, a w
powietrzu czuje się... wiosnę. I gdyby nie długość dnia, można
by się pomylić. Słońce pojawia się późno, ale wschodzi
spektakularnie. Zachodom też nic nie brakuje, choć u nas niewiele
widać, bo zachód widziany z Kufla następuje kilka minut po piętnastej, gdy
słońce chowa się za Barwną. Godziny, zwłaszcza wieczorne, płyną wolno i nigdzie się nie spieszę. Teraz też piję herbatę z imbirem, czekając aż dopieką się ciasteczka imbirowe. A Was zapraszam na niespieszna opowieść z Domku pod Orzechem.
Odkąd zamieszkałam na stałe w Domku
pod Orzechem, przejechałam i przeszłam więcej izerskich ścieżek
niż przez całe swoje życie. Poznałam miejsca, o których nie
miałam pojęcia. Podsumowując ten rok w Domku, chcę Wam przedstawić
subiektywny ranking miejsc, z których mamy widoki pozostające w
pamięci. Mam nadzieję, że z przyjemnością obejrzycie panoramy z moich ulubionych miejsc i wspólnie ze mną jeszcze raz przejdziecie się izerskimi ścieżkami. Zapraszam na wycieczkę!
Był sobie dom… wybudowano go na stoku Góry. Wokół wybudowano
inne domy, ale z czasem tamte popadły w ruinę. Ten też pewnie zamieniłby się w
kupę gruzu, gdyby pewnego zimowego dnia na początku lat siedemdziesiatych ubiegłego wieku mój ojciec nie przyjechał w Góry Izerskie i nie zajrzał do wystawionej na sprzedaż starej chałupy. Nie wiem, czym go ten dom zachwycił. Widokiem sprzed domu? Ciszą? A moze była to jego chwilowa fantazja. Faktem pozostaje, że dom został kupiony przez mojego ojca. I tak
rozpoczęła się nasza przygoda z Domkiem pod Orzechem.
Pod koniec września odbyłam długo planowaną podróż. Podróż tę niemal wokół Polski i tę wgłąb samej siebie.
Zaczęło się w Iławie, o której Ruda pisała już TU. Trzy dni nad magicznym Jeziorakiem, rowery, rodzinne spacery i nasze 4M - 4 materace, których nie sposób pomylić z innymi - tylko my wprowadzamy wokół siebie taki chaos.
Z Iławy ruszyłam wraz z Marzenką do Wrocławia, gdzie dotarłyśmy, dzięki uprzejmości naszych znajomych, bardzo komfortowo. Mogłam zobaczyć, jak mieszka moja siostrzyczka, spojrzeć na Wrocław z jej perspektywy. Były muzea (Muzeum Architektury, Muzeum Współczesne, Muzeum Narodowe i Panorama Racławicka), galerie (tym razem handlowe), spacery po mieście. Wiele rozmów przerywanych krótkimi "A to jest budynek poczty" "To most grunwaldzki"... Dwa wrocławskie dni minęły jednak jak mgnienie oka i zanim się spostrzegłam siedziałam już w pociągu, wiozącym mnie do Domku pod Orzechem.
Dojechałam do najbliższej stacji, skąd czekał mnie jeszcze ośmiokilometrowy marsz, zanim wreszcie stanęłam przed upragnionymi drzwiami. Półtora dnia spędziłam w Domku sama, taki był też mój zamiar, miałam taką potrzebę. Czas ten spędziłam na lekturze, próbie sforsowania Góry rowerem, spacerach, odwiedzaniu sąsiadów. Później zjechała się rodzina i rodzina rodziny, zrobiło się tłoczno, gwarno i wesoło.
Jednak i ten czas minął nadspodziewanie szybko. Znów siedziałam w pociągu, tym razem do Wrocławia, skąd miałam wracać do Szczecina. Z powodu opóźnienia jednego pociągu, drugi mi uciekł i moja wyprawa wydłużyła się o kilka godzin spędzonych w Poznaniu u Przyjaciela.
Ale opis mojej małej-wielkiej wyprawy ma stać się tylko pretekstem, dla krótkich rozważań o domu. O tym co ten dom tworzy. Bowiem podczas tak licznych zmian miejsca, w przeciągu tygodnia o domu mówiłam wielokrotnie, niemal zawsze w odniesieniu do innego z miejsc. Wzdychałam z ulgą "nareszcie w domu" wchodząc zarówno do wrocławskiego mieszkania Marzenki, otwierając drzwi Domku pod Orzechem, jak i wdrapując się schodami do mieszkania w Szczecinie, a także podczas rozmowy z Rudą "Będę w tygodniu w domu", mając na myśli Trzebiatów. I sprawdza się w moim przypadku powiedzenie, że dom twój tam, gdzie serce twoje.