Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dom. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 sierpnia 2020

Co słychać w Domku pod Orzechem?

 


Lato płynie swoim ciepłym rytmem. Po niezbyt upalnym lipcu niepostrzeżenie nadszedł sierpień, a wraz z nim zaskakujące letnie upały i ciepłe noce. Chyba trzeba mi ich było, bo nagle do późna siedzimy pod orzechem, a potem ja już bladym świtem biegnę z kawą na Kufel, by obejrzeć wschód słońca. A w Domku pod Orzechem dzieje się magia.

piątek, 20 grudnia 2019

Świąteczne przygotowania w Domku pod Orzechem



Niesamowite są te przedświąteczne dni. Temperatura powietrza przekracza 10 stopni powyżej zera, a w powietrzu czuje się... wiosnę. I gdyby nie długość dnia, można by się pomylić. Słońce pojawia się późno, ale wschodzi spektakularnie. Zachodom też nic nie brakuje, choć u nas niewiele widać, bo  zachód widziany z Kufla następuje kilka minut po piętnastej, gdy słońce chowa się za Barwną. Godziny, zwłaszcza wieczorne, płyną wolno i nigdzie się nie spieszę. Teraz też piję herbatę z imbirem, czekając aż dopieką się ciasteczka imbirowe. A Was zapraszam na niespieszna opowieść z Domku pod Orzechem.

wtorek, 23 października 2018

Punkty widokowe na Grzbiecie Kamienickim Gór Izerskich

Odkąd zamieszkałam na stałe w Domku pod Orzechem, przejechałam i przeszłam więcej izerskich ścieżek niż przez całe swoje życie. Poznałam miejsca, o których nie miałam pojęcia. Podsumowując ten rok w Domku, chcę Wam przedstawić subiektywny ranking miejsc, z których mamy widoki pozostające w pamięci. Mam nadzieję, że z przyjemnością obejrzycie panoramy z moich ulubionych miejsc i wspólnie ze mną jeszcze raz przejdziecie się izerskimi ścieżkami. Zapraszam na wycieczkę!

środa, 1 stycznia 2014

O Domku pod Orzechem


Był sobie dom… wybudowano go na stoku Góry. Wokół wybudowano inne domy, ale z czasem tamte popadły w ruinę. Ten też pewnie zamieniłby się w kupę gruzu, gdyby pewnego zimowego dnia na początku lat siedemdziesiatych ubiegłego wieku mój ojciec nie przyjechał w Góry Izerskie i nie zajrzał do wystawionej na sprzedaż starej chałupy. Nie wiem, czym go ten dom zachwycił. Widokiem sprzed domu? Ciszą? A moze była to jego chwilowa fantazja. Faktem pozostaje, że dom został kupiony przez mojego ojca. I tak rozpoczęła się nasza przygoda z Domkiem pod Orzechem. 

poniedziałek, 21 października 2013

Dom

 

Pod koniec września odbyłam długo planowaną podróż. Podróż tę niemal wokół Polski i tę wgłąb samej siebie.
Zaczęło się w Iławie, o której Ruda pisała już TU. Trzy dni nad magicznym Jeziorakiem, rowery, rodzinne spacery i nasze 4M - 4 materace, których nie sposób pomylić z innymi - tylko my wprowadzamy wokół siebie taki chaos.
Z Iławy ruszyłam wraz z Marzenką do Wrocławia, gdzie dotarłyśmy, dzięki uprzejmości naszych znajomych, bardzo komfortowo. Mogłam zobaczyć, jak mieszka moja siostrzyczka, spojrzeć na Wrocław z jej perspektywy. Były muzea (Muzeum Architektury, Muzeum Współczesne, Muzeum Narodowe i Panorama Racławicka), galerie (tym razem handlowe), spacery po mieście. Wiele rozmów przerywanych krótkimi "A to jest budynek poczty" "To most grunwaldzki"... Dwa wrocławskie dni minęły jednak jak mgnienie oka i zanim się spostrzegłam siedziałam już w pociągu, wiozącym mnie do Domku pod Orzechem.
Dojechałam do najbliższej stacji, skąd czekał mnie jeszcze ośmiokilometrowy marsz, zanim wreszcie stanęłam przed upragnionymi drzwiami. Półtora dnia spędziłam w Domku sama, taki był też mój zamiar, miałam taką potrzebę. Czas ten spędziłam na lekturze, próbie sforsowania Góry rowerem, spacerach, odwiedzaniu sąsiadów. Później zjechała się rodzina i rodzina rodziny, zrobiło się tłoczno, gwarno i wesoło. 
Jednak i ten czas minął nadspodziewanie szybko. Znów siedziałam w pociągu, tym razem do Wrocławia, skąd miałam wracać do Szczecina. Z powodu opóźnienia jednego pociągu, drugi mi uciekł i moja wyprawa wydłużyła się o kilka godzin spędzonych w Poznaniu u Przyjaciela.

Ale opis mojej małej-wielkiej wyprawy ma stać się tylko pretekstem, dla krótkich rozważań o domu. O tym co ten dom tworzy. Bowiem podczas tak licznych zmian miejsca, w przeciągu tygodnia o domu mówiłam wielokrotnie, niemal zawsze w odniesieniu do innego z miejsc. Wzdychałam z ulgą "nareszcie w domu" wchodząc zarówno do wrocławskiego mieszkania Marzenki, otwierając drzwi Domku pod Orzechem, jak i wdrapując się schodami do mieszkania w Szczecinie, a także podczas rozmowy z Rudą "Będę w tygodniu w domu", mając na myśli Trzebiatów. I sprawdza się w moim przypadku powiedzenie, że dom twój tam, gdzie serce twoje.