W ramach majówki w tym roku zostałam w domu z postanowieniem posiania warzyw i pojeżdżenia rowerem. Ale z planami tak już jest, że je życie weryfikuje. W moim przypadku- pogoda. Wstałam o 4.45, ale za oknem było całkowicie ciemno, a niebo zasnuły ciężkie, niskie chmury, z których padał równy rzęsisty deszcz. Psu to oczywiście nie przeszkadzało, więc ze spaceru wróciłam mokra. I tak zamiast oglądać wschód słońca nad Bałtykiem zasiadłam do... kręcenia papierowej wikliny. Postanowiłam, że się nauczę, to się nauczę. Potem zdobiłam naczynia (pudełka na biżuterię i buteleczki na syrop) metodą decoupage. Deszcz nadal siąpił. Przed dziesiątą ustał, ale wtedy należało się spakować na Basztę Kaszaną.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odtwórstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odtwórstwo. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 maja 2015
sobota, 6 grudnia 2014
O tym, jak słowiańską suknię szyłam...
- Pani Aniu, jak to
się stało, że pani też została Słowianką? - takim pytaniem
przywitał mnie mój dawny wychowanek ( jeden z tych, którzy
sprawiają, że kocham swój zawód).
- Widzisz, czasem jest
tak, że przekazujemy swoje pasje dzieciom, ale czasem trzeba zrobić
odwrotnie- jeśli chce się mieć bliski kontakt z dziećmi,
uczestniczyć w ich życiu, trzeba też mieć udział w ich pasjach.
Tak właśnie jest ze mną . Zazwyczaj to dzieci podążają za
rodzicami, czasem jednak to rodzice idą za dziećmi.
czwartek, 10 października 2013
Integracja terenowa, czyli co czeka śmiałka, który odwiedzi Chełm Gryficki
Powiedzieć, że sobotnie popołudnie i wieczór spędziliśmy
aktywnie, to zdecydowanie za mało, bo przecież my zazwyczaj aktywnie spędzamy
weekendy. Tym razem chyba przeszliśmy sami siebie.
Stowarzyszenie Przyjaciół Dwójki, którego jesteśmy członkami
organizowało imprezę integracyjną w Parku Rozrywki Aktywnej na ChełmieGryfickim. Park położony jest zaledwie 2 km od Trzebiatowa, więc stanowi alternatywę dla plaży w pochmurny dzień. Ponieważ już kilkakrotnie zamierzałam odwiedzić to miejsce, nawet się
nie zastanawiałam i zgłosiłam rodzinkę do zabawy. Każde z nas trochę inaczej
podeszło do tego przedsięwzięcia. Ślubny był w swoim żywiole-na co dzień żołnierz
teraz też mógł dowodzić, tylko jego drużyna była chyba mniej zdyscyplinowana.
Chuda w Parku pracowała w czasie wakacji, więc teraz miała okazje pobyć uczestnikiem
zabawy, a nie jej animatorem.
Dla mnie była to
zupełnie nowa forma aktywności.
Na dobry początek rozdano nam kamizelki maskujące, choć w
wypadku naszych rażąco zielonych i niebieskich kurtek na niewiele się owe
kamizelki zdały. Potem, nim się obejrzałam i zdążyłam zaprotestować zostałam
pomalowana w barwy wojenne, Chuda i reszta uczestników z resztą też.
A potem było już coraz ciekawiej. Wspinaliśmy się po ściance
wspinaczkowej na drzewo ( ja i mój lęk przestrzeni mają się teraz znacznie
lepiej), właziliśmy po chybotliwej drabince, wciągano nas na drzewo i spuszczano
po linie- tzw. kolejka tyrolska (przy czym w moim wypadku współbiesiadnicy postanowili
chyba pobić rekord prędkości w wciąganiu człowieka na drzewo i w efekcie mam kilka
siniaków i zadrapań po spotkaniu z korą)
Ale doznania w czasie zjazdu- bezcenne.
Kolejną atrakcją był tor przeszkód składający się z tunelu,
czołgania pod drutem kolczastym, przeskakiwania przez rów z woda, skakania po
oponach i nie wiem z czego jeszcze, bo dużo tego było. Gdy jedni bawili się we współczesne
wojsko, inna drużyna wcielała się w średniowiecznych wojów.
Oj, gdy my dotarłyśmy do tego miejsca, było mnóstwo śmiechu,
ponieważ animator w stroju woja włożył nam na głowy… hełmofony i… kazał walczyć
na kije na równoważni. Stanęłyśmy z Chudą na przeciw siebie i… zaczęłyśmy chichotać-
ona z hełmofonem na głowie i ja z takimż samym spadającym na oczy. Łzy nam
siekły, składałyśmy się w pól i oczywiście bez potrzeby spychania się z
równoważni – z niej pospadałyśmy. Całe towarzystwo tez się z nami rechotało.
Zupełnie innym typem atrakcji był żyroskop. Urządzenie dla
kosmonautów. Z zewnątrz wygląda dość groźnie i początkowo brakowało ochotników
do wypróbowania machiny. Gdy już jednak znalazł się pierwszy odważny, reszta
poszła za nim. Doznania są… mhm… ciekawe. I chociaż bałam się, że będzie mi się
kręciło w głowie, lub co gorsza zrobi mi się słabo- nic takiego się nie stało,
ubawiłam się tylko i wyśmiałam.
Można by długo jeszcze opowiadać o wszelkich atrakcjach,
jakie czekają na spragnionego zabawy człowieka w opisywanym miejscu. Dodam
tylko, że właściciele dbają także o nasze podniebienia- szykują wyborne wędliny
i potrawy z grilla.
Nasze szkolne dzieciaki wiosna odwiedzają Park i wracają
stamtąd niesamowicie podekscytowane, a ich opowieściom nie ma końca. Jest więc
to miejsce, gdzie zarówno dzieci , jak i dorośli mogą się rewelacyjnie bawić i
ciekawie spędzić czas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






