Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dożynki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dożynki. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 września 2018

Targ w Siedlęcinie, dożynki w Grudzy i zakup na lata, czyli co robiłam w sobotę

Wieża mieszkalna i targ
 Lubicie ludowe, klimatyczne imprezy? Targi, kiermasze, potańcówki i nne okazje do zaobserwowania lokalnej społecznośći? Ja uwielbiam, zwłaszcza te robione nie na pokaz a codzienne, takie, gdzie można spotkać się z autentycznym folklorem danego miejsca, a nie sztuczną cepelią. Zapraszam na relację z takich właśnie miejsc i imprez z klimatem Tak się jakoś złożyło, że w jedną sobotę odiwedziliśmy Siedlęcin i Grudzę, a w dodatkowo jeszcze dokonali mega zakupu.

piątek, 15 września 2017

Gminne dożynki w Gajówce

O dożynkach w Gajówce dowiedziałam sie przypadkiem, przeglądając zdjęcia na fb. Program imprezy poznałam dzięki zaproszeniu, jakie dostali moi sąsiedzi. Interesująca mnie część uroczystości, czyli prezentacja wieńcow zaplanowana była na popołudnie, dzięki czemu mogłam połączyć wizytę w Lwówku z obejrzeniem wieńców w Gajówce.

niedziela, 10 września 2017

Dożynki, Brodka i dużo dobrego jedzenia ;)

Moja kolejna wizyta w Wielkopolsce zapowiadała się bardzo aktywnie - i taka też była. W niedzielny poranek wsiadłam do samochodu i ruszyłam w stronę Krotoszyna. Droga była pusta, pogoda w miarę ok, więc jechało się dobrze i po niecałych dwóch godzinach byłam na miejscu. 

Wraz z Krzysiem najpierw w planach mieliśmy powiatowe dożynki w Lutogniew, na których mój chłopak pojawić się musiał ze względów oficjalnych, więc ubraliśmy się elegancko i ruszyliśmy do pobliskiej miejscowości. Pogoda tego dnia niestety nie sprzyjała - było zimno i wietrznie, wobec tego wróciliśmy do Krotoszyna niedługo po zakończeniu oficjalnej części obrzędów. 

Na wieczór zaplanowaliśmy koncert Moniki Brodki odbywający się w ramach cyklu Więc Wiec na krotoszyńskim rynku. Zanim jednak tam dotarliśmy postanowiliśmy uzupełnić cukier w uroczej knajpce Antrejka przy Małym Rynku (byliśmy tam już w styczniu). Przepyszne ciasta i desery, gorąca czekolada, odpowiednie towarzystwo - więcej do szczęścia nie potrzebowaliśmy. ;) 

Po słodkiej rozgrzewce dotarliśmy na rynek, gdzie trwał jeszcze koncert grupy Bisquit, który wysłuchaliśmy do końca. W przerwie przed występem Brodki poszliśmy jeszcze na herbatę z malinami i zapiekanki do krotoszyńskiego Loftu, z którymi wróciliśmy pod ratusz, by poczekać na koncert. 

Bardzo lubię "Grandę" Moniki Brodki - w Krotoszynie można było usłyszeć kilka utworów z tej płyty, większość jednak w innych aranżacjach. Dużo było także utworów nowych, które mniej przypadły mi do gustu - muzycznie są ok, ale zdecydowanie wolę słuchać wokalistki śpiewającej po polsku. Niemniej - cały koncert bardzo na plus. Podobnie jak pozostałe elementy dnia i wieczoru.

W poniedziałek rano po śniadaniu zaliczyliśmy godzinę na basenie, później marszobieg po mieście w celu załatwienia kilku ważnych dla Krzysia spraw. Wiedziałam, że ten dzień spędzimy raczej w biegu, gdyż mój chłopak miał bardzo napięty grafik z zaplanowaną dużą ilością wydarzeń. Kilka osób poznałam, niektórzy stwierdzili, że już mnie przecież znają...ze zdjęć, z innymi miałam możliwość trochę porozmawiać. Wieczorem znów odwiedziliśmy Antrejkę, tym razem jednak postawiliśmy na tosty. Lokal ma przepiękny wystrój i bardzo ciekawe menu - dość zróżnicowane, ale mimo to bardzo spójne i mogące zadowolić posiadaczy różnych gustów kulinarnych. 

Wieczorem spakowałam się z powrotem do golfa, zabrałam ze sobą Kubusia - balon z helem - i ruszyłam do Wrocławia. Trochę zmęczona, ale szczęśliwa i z głową pełną kolejnych pozytywnych wspomnień. 

sobota, 7 września 2013

Dożynki w Chomętowie

Dzień zaplanowaliśmy sobie bardzo ambitnie. Najpierw poranny wypad do lasu z zbieraniem grzybów i borówek (wpis o borówkach ciągle czeka na lepsze czasy), a po obiedzie zdecydowaliśmy się odwiedzić pobliską wieś- Chomętowo. Okazja była nie byle  jaka- powiatowe dożynki.


Wjechaliśmy akurat w chwili, gdy włodarze powiatu zaczynali dzielić się chlebem zebranymi gośćmi. Nam tez udało się owego wielkiego pięknego chleba z rąk samego starosty spróbować. 


Potem zaczęliśmy zwiedzać stoiska przygotowane przez poszczególne sołectwa i gminy. A było co oglądać. Gmina Rewal pokazała wyplecione z słomy gospodarstwo, w namiocie gminy Płoty raczono dziwnymi napojami, Karnice serwowały domowej roboty pasty na chlebie i wystawiły stoliczek na tle zdjęcia niszczejącego pałacu w Dreżewie. Sołectwa trzebiatowskie, najbliższe naszemu sercu wystawiły się niezwykle bogato. Smaczne ciasta, wędliny własnego wyrobu, grill z kiełbaską i kaszanką, herbata. Wszystko w stylowym wystroju. Dalej było nadziewane prosię- chyba należące do sołectw gryfickich i uczniowie z ZSP w Trzebiatowie, którzy szykowali jakąś niespodziankę.

Pod scena ustawiono dożynkowe wieńce, to one zawsze przyciągają moją uwagę i są najważniejszym elementem tego dnia. Fascynują mnie misternie układane, wyplatane, wiązane i klejone dary natury układane w niepowtarzalne wzory.

Występujące na scenie okoliczne zespoły ludowe dopełniały atmosfery ludowego święta.
Wędrując z talerzykiem pełnym smakołyków co i rusz spotykałyśmy znajomych i rodzinę. Tu kilka słów, tam kilka. Kilka serdecznych powitań parę uśmiechów. Zabawa trwała w najlepsze, a przed biesiadnikami wystąpić miało jeszcze wielu wykonawców. My jednak na wieczór mieliśmy jeszcze inne plany, więc zdecydowaliśmy się na powrót do domu. Przed samym wyjazdem jeszcze miłe panie reprezentujące bank BGŻ wręczyły nam rowerowe upominki i mogliśmy ruszyć do domu.
A teraz szykuję się na koncert: