Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ogród. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2025

W moim ogródeczku…

 


W tym roku podjęliśmy trudną i jedynie słuszną decyzję o całkowitej reorganizacji warzywniaka i dodaniu kilku elementów do kwietnika. Efekty widać od razu.

Zapraszam na wirtualny spacer po ogrodzie.

niedziela, 21 lipca 2024

Otwarte Ogrody Pogórza Izerskiego w Domku pod Orzechem

 


Otwarte Ogrody Pogórza Izerskiego to cykliczna impreza organizowana od trzech lat. My co roku uczestniczymy w niej zarówno jako odwiedzający jak i organizatorzy. W tym roku także nie mogło nas zabraknąć.

poniedziałek, 29 maja 2023

Poranki przy kawie w ogrodzie

 


Wreszcie naszedł ten czas, gdy kawę pije się w ogrodzie. Można przysiąść przy jednym z wielu stoliczków ustawionych w kawowych zakątkach. Bo też kawowych zakątków, kącików ze stolikiem i krzesełkami jest u nas bez liku: pod czereśnią, pod orzechem, pod modrzewiem… lub w pełnym słońcu… jak kto woli…

poniedziałek, 20 marca 2023

Wiosenne aktywności

 




Wiosna! Ach nareszcie! Lubię śnieg i zimę, ale zima trochę mnie wymęczyła w tym roku, więc cieplejsze dni, wcześniejsze wschody słońca i pierwsze kwiaty przywitałam z radością.

wtorek, 26 lipca 2022

Otwarte Ogrody Pogórza Izerskiego

 


Lubię inicjatywy oddolne, to chyba wszyscy wiedzą. Niejedną sama inicjowałam, często kosztem stresu i zarwanych nocek. Tym razem pomysłodawcą był ktoś inny, a ja nie mogłam przejść obojętnie obok takiego pomysłu!

wtorek, 16 marca 2021

Jak urządzić piękny ogród? - książkowe inspiracje


 Połowa marca jest idealnym czasem, by zająć się ogrodem. Chciałoby się napisać, że u nas praca wre w najlepsze, ale ze względu na pogodę, aktywność ogrodowa została wstrzymana, co nie znaczy jednak, że o ogrodzie nie myślę.

wtorek, 14 kwietnia 2020

Huśtawka brazylijska DIY


Ładna pogoda skłania do aktywności przed domem. Praktycznie całe nasze wiejskie życie przeniosło się na podwórze. Tu pijemy poranną kawę na tarasiku, który kilka dni temu skończyliśmy robić. Tu piszę posty, recenzje i obrabiam filmy. I siedząc tak w tej mojej zielonej przestrzeni, mam coraz to nowe i bardziej szalone pomysły dotyczące zagospodarowania najbliższej okolicy. Póki co wymyśliłam dwie różne huśtawki, do przygotowania których potrzeba tylko tego, co mam w domu, trochę pracy i sporo wyobraźni. Jeden z pomysłów już wcieliłam w życie, drugim musi zająć się Ślubny, bo ja nie potrafię spawać ;)

środa, 18 marca 2020

Marcowe wieści z ogrodu


Marzec podarował nam kilka dni cudownie ciepłej pogody, dzięki czemu nasze wiejskie życie nabiera jeszcze lepszych kolorów. Nie tylko poranną kawę pije się teraz obserwując rozkwitające żonkile, ale całe domowe życie przenosi się przed dom. Prace wokół obejścia i w Domku pod Orzechem idą zatem pełną parą. Remont strychu ma się coraz lepiej (całe poddasze mamy już ocieplone), a i ogród nabiera rumieńców. 

poniedziałek, 24 lutego 2020

Sekrety ogrodu. Rozważania o książce i ogrodziew przedwiosennej aurze


Przedwiosenna aura sprawia, że choć mamy dopiero drugą połowę lutego, coraz częściej myślę o ogrodzie. Patrząc na rozkwitłe przebiśniegi i prymulkę zastanawiam się nad nowa koncepcją mojego zielonego obejścia, a kilka inspiracji z blogów oraz z książek zamierzam wprowadzić w życie. Marzę, by mój dom na wsi wyglądał pięknie i oryginalnie.

niedziela, 27 stycznia 2019

Zima w ogrodzie- czas planowania

Mamy drugą połowę stycznia. Za oknem metrowe zaspy, zawieja i zadymka. W miejscu, gdzie jeszcze latem rosły dorodne rzodkiewki, koper czy fasolka, teraz spod śniegu wystają smutne kikuty brukselki i jarmużu. Ale to właśnie teraz mamy najlepszy czas na dokładnie zaplanowanie wiosennych działań i zakupów nasion, sadzonek i narzędzi.

wtorek, 26 września 2017

Co zrobić z miechunki pomidorowej?

-Wiesz, mamo, mogłabyś posiać phisalis.- stwierdził któregoś dnia Syn.- popatrz, w supermarkecie jest bardzo drogi, a przecież ludzie to wyrzucają , gdy przekwitnie, bo nie wiedzą, że się je owoce.
Popatrzyłam na Syna z zainteresowaniem, no... w sumie ma rację. Skoro te pomarańczowe "lampioniki" skrywają w środku super jagodę, to czemu nie spróbować jej wyhodować we własnym ogrodzie.

piątek, 7 sierpnia 2015

Co wyrosło w moim ogrodzie?- zupa ogrodniczki.

Zaglądam na swoją działeczkę.Roślinki jak były, tak są.Niektóre,bo niektórych nie widać zza zasłony z chwastów. Taka cebulka schowała się między koprem i innym zielem.W ogórkach ogórecznik, w marchewce szpinak nowozelandzki. Dziki ten mój ogródek.Trzeba wiedzieć, gdzie czego szukać.

środa, 2 lipca 2014

Krótkie radlińskie wakacje

Pomysł, by początek wakacji świętować w Radlinie zakiełkował w naszych głowach już jakiś czas temu. Pretekstem do przyjazdu był maraton rowerowy, ale o nim w następnym wpisie. Na Śląsk jechałyśmy różnymi pociągami w rożnych godzinach i gdy Chuda wysiadała na Obszarach, Gui wsiadała do pociągu we Wrocławiu, a ja byłam gdzieś w okolicach Poznania.
Sobotni poranek spędziłyśmy już wspólnie. Ach, jakże przyjemnie było przytulić się do dziewcząt, gdy wymęczona całonocną podróżą w końcu mogłam głowę ułożyć na poduszce. Chwilę poleżałyśmy, chyba nawet przysnęłam, ale miałyśmy zaplanowane sporo różnych spotkań, więc ok. 9.00 piłyśmy już kawę na tarasie mojego rodzinnego domu. Patrzyłyśmy na zieleń ogrodu, barwne kwiaty. Snuła się leniwa rozmowa, kontynuowana w czasie spaceru po sadzie i ogrodzie. Niewiele już z nich zostało, gdyż niedługo dom i ogród przestaną istnieć. Czasami odchodzą nie tylko ludzie, ale i domy z ogrodami. dobrze, że ma się czas na pożegnania.

Potem szybkie zakupy, rozmowa telefoniczna z kuzynką i podejmujemy decyzję, że jedziemy odwiedzić nestorkę rodu, która co drugi dzień jeździ na dializy i czekając na samochód, siedzi na ławeczce przed domem. Ciocia nawet nie zdziwiła się za bardzo naszym widokiem, ale była niesamowicie ucieszona. Przez następne pół godziny rozmawiałyśmy o planach na najbliższe tygodnie i miesiące. Dziewczyny kolejny raz były pod ogromnym wrażeniem spokoju i pogody ducha, jaka bije od starszej siostry mojego taty. Mimo słabego zdrowia i uciążliwych dializ ciocia pozostała osobą niesamowicie pogodną, wielu mogłoby się od niej uczyć, jak godzić się na to, co niesie los.
Prosto od cioci pojechałyśmy do biura zawodów po odbiór numerów startowych, a ponieważ było bardzo ciepło, nie odmówiłyśmy sobie przejazdu przez środek radlińskiej fontanny. Roześmiane i dowcipkujące wróciłyśmy do domu, gdzie umówione byłyśmy z siostrą i siostrzenicą. żadnej z nas nie chciało się gotować obiadu, więc poszłyśmy do pobliskiej restauracji. Wybór potraw był tak bogaty, że Chuda, jak zwykle , nie wiedziała, na co się zdecydować. Wreszcie zamówienie zostało złożone i w loży zasiadło pięć hałaśliwych kobiet w różnym wieku (możecie się domyślić, że obiad trwał dosyć długo, bo każda z nas miała mnóstwo do opowiadania). Po południu czekało nas jeszcze miłe, acz krótkie spotkanie z bratem i bratanicą. O 16.00 zasiadłyśmy w Domu Kultury na odprawie technicznej (ale to też nie należy do tej opowieści) Po 17.00 powtórnie zakotwiczyłyśmy w restauracji, tym razem na lodach i pogaduchach z naszym bliskim znajomym, z którym nie widziałyśmy się od roku.

Wieczorem, leżąc już w łóżku, stwierdziłyśmy, że ilość pozytywnych wzruszeń i emocji była tego dnia niesamowita. W dobrym nastroju, podekscytowane następnym dniem, zasnęłyśmy.
Niedzielę spędziłyśmy najpierw na maratonie, a późne popołudnie w niesamowicie kobiecym gronie na pizzy. Moja śląska rodzina to właśnie przede wszystkim kobiety: ciocia- nestorka rodu, kuzynka, siostra i siostrzenica, bratowa i bratanica. Jedynym mężczyzną, z którym jesteśmy bardzo emocjonalnie związane jest mój brat.


W poniedziałkowy poranek pożegnałam Gui, która wracała już do Wrocławia, odwiedziłam rodziców na cmentarzu, a potem wspólnie z Chudą pojechałyśmy do brata. Przemokłyśmy przy tym całkowicie. Dzień minął nam na zabawie z bratanicą, rozmowach z bratową i bratem, odpoczywaniu. Przy okazji omówiliśmy resztę wakacyjnych planów. W wtorkowy poranek nasze krótkie wakacje dobiegły końca, pociąg TLK Kossak zawiózł nas na Pomorze. 
P.S. 1.Jak podoba Wam się nowa odsłona bloga?
P.S. 2. Bierzemy udział w konkursie na najsympatyczniejszą mamę i córkę. Można na nas zagłosować  wysyłając sms o treści NMC.2 na numer 71321 ( koszt smsa: 1,23 zł) 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Z wizytą w magicznym ogrodzie

Zgodnie z planem Chuda postanowiła wracać do Szczecina rowerem, a że nie miałam sprecyzowanych planów na niedzielę- Ślubny był w pracy- postanowiłam więc ją trochę "odprowadzić". Google maps podpowiedziało nam drogę przez Nowogard, zatem zdecydowałyśmy się tę drogę obrać. Przy okazji chciałam odwiedzić przyjaciółkę w pewnym niezwykłym ogrodzie.


 No i okazało się, że przyjaciółka nie przyjmuje do wiadomości, że chcemy zjeść obiad w jakiej pizzerii w Nowogardzie- zostałyśmy zaproszone na obiad. 
Gdy zaplanowana była już i trasa i postój, mogłyśmy ruszyć przed siebie. O 12.00 wyjechałyśmy spod bloku. Grzało mocno, ale my po pierwsze lubimy ciepełko, a po drugie używamy bardzo wysokich filtrów przeciwsłonecznych. Do Gryfic jechałyśmy drogą główna, która była dosyć ruchliwa, więc nie pogadałyśmy sobie. Jednak po skręcie na Trzygłów mogłyśmy już nie tylko rozkoszować się pięknymi pejzażami, zapachami, ale także swoim towarzystwem. Słońce, pachnący igliwiem las, zieleń pól, czerwony maki i niebieskie chabry wprawiały nas w zachwyt bliski euforii.


 Dojazd do Nowogardu zajął nam dwie i pół godziny. Przyjaciółka i jej mąż przyjęli nas po królewsku: czekał na nas pyszny obiad z deserem, kawa i ciasto. Chuda odpoczęła trochę i ruszyła w dalszą drogę, ja jeszcze zostałam, gdyż w magicznym ogrodzie moje przyjaciółki i w jej towarzystwie czuję się doskonale i trudno było mi się z nią rozstać. 


Dopiero przed 17.00 zdecydowałam się na powrót do domu. Nie wybrałam jednak najkrótszej trasy, gdyż chciałam jeszcze zajrzeć nad Bałtyk. I tak kolejne 4 godziny spędziłam na rowerze. Po drodze mijałam wioski, miasteczka, łąki, las. Dojechałam najpierw do Kamienia Pomorskiego, a potem przez Pobierowo do Trzęsacza. 


Na Bałtyku już rozwijała się burza, która kilka godzin później nadciągnęła nad Trzebiatów.

I jeszcze drogowa refleksja na koniec:


Przed Golczewem zobaczyłam łąkę. Nie było w niej nic nadzwyczajnego. Ot, kwitnące trawy. A jednak zatrzymałam się, by ja sfotografować. ściągnęłam rower na trawę, weszłam między kwitnące źdźbła. Nagle usłyszałam potworny, głośny świst. Tuż obok w ogromnym pędzie, hacząc prawymi kołami o pobocze przemknął tir. Mam bujną wyobraźnie. Nie chcę wiedzieć, czy gdybym była na drodze, wyprzedziłby mnie z zachowaniem bezpiecznej odległości, czy w podmuchu, jaki się za nim wytworzył , utrzymałabym rower...



niedziela, 6 kwietnia 2014

Co zrobić z jarmużu?

Gdy większość społeczeństwa ulega pokusie zakupu nowalijek, ja z uporem maniak bojkotuję holenderską sałatę, rzodkiewki czy kapustę pekińską. Wyjątek robię od czasu do czasu dla pomidorków koktajlowych i ogórka. Korzystam za to z tego, co rośnie na mojej działce. Sąsiedzi dawno przekopali swoje zagony, a ja wydzielam miejsca, których nie należy jeszcze przekopać, bo pory, bo zielona pietruszka, rukola, roszponka czy... jarmuż. I o jarmużu dziś będzie.