Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczecin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczecin. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 maja 2017
Chuda przewodnik, czyli krótkie wizyty w Stargardzie i Szczecinie
niedziela, 23 października 2016
Urodzinowe popołudnie w Szczecinie
Zazwyczaj urodzinowy weekend spędzamy
w jakimś ciekawym mieście. Tym razem, ze względu na zaduszkowy
wyjazd na Śląsk zmieniliśmy tradycję i zostaliśmy w domu, choć
nie do końca. Moje urodziny wypadły w tym roku w sobotę.
Postanowiliśmy więc pojechać do Szczecina i w rodzinny gronie
zjeść obiad i obejrzeć film. Uzgodniliśmy, że przyjedziemy
wczesnym popołudniem, skorzystamy z zaproszenia Syna, który już
jakiś czas temu proponowałam, abyśmy odwiedzili go w jego
wynajętej kawalerce. Potem wspólnie pojedziemy do centrum
handlowego, zrobimy zakupy. Potem obiad i kino.
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Noc Kupały w Szczecinie
Dziś chętnie wracamy do dawnych słowiańskich świąt i obrzędów - zwykle ciekawi widowiska historycznego. Coraz częściej też szukamy informacji na temat dawnych wierzeń i uroczystości. Wówczas z pomocą przyjść może nam np. Słowiański Bestiariusz - miejsce, które dostarcza odpowiedzi na przynajmniej część pytań o słowiańską wiarę. :)
niedziela, 8 maja 2016
Weekend w Szczecinie
Ze Szczecinem jest jeden zasadniczy problem: że nie do końca wiadomo, czy jest najbrzydszym z pięknych miast, czy najpiękniejszym z brzydkich. Takie właśnie myśli towarzyszyły mi w ten weekend, gdy spacerowaliśmy z mężem ulicami miasta.
sobota, 7 listopada 2015
Szczeciński poranek
Powoli wchodzę w dzień. Wypijam kawę, rozmawiając z Chudą i Robertem w ich przytulnej kuchni z widokiem na rusztowania. Jest mgliście i deszczowo. Listopadowa aura w wielkim mieście. Nie lubię dużych miast z ich szumem, zgiełkiem, ciągłym światłem, nieprzerwanym sznurem aut jadących we wszelkich możliwych kierunkach. Czasem jednak muszę takie miasto odwiedzić.
wtorek, 31 marca 2015
Szczecińskie wschody i zachody
Z Szczecinem związana jestem od niecałych pięciu lat, kiedy to przyjechałam tu na studia. Robiłam to niechętnie, ale wygoda zwyciężyła i nie wybrałam oddalonego od domu Wrocławia czy Krakowa. Mój związek ze Szczecinem z początku nie zapowiadał się najlepiej - nie zdążyłam przekonać się do niego w czasie szkolnych wycieczek z malutkiego Trzebiatowa do, jak wtedy myślałam, Wielkiego Miasta. Niewiele Szczecina zresztą wówczas zobaczyłam - największe wówczas istniejące centrum handlowe było głównym celem takich wypraw. Kino czy teatr? To tylko przy okazji, ważniejsza była świątynia konsumpcjonizmu.
wtorek, 24 marca 2015
Poszukiwanie wiosny w Szczecinie
21 marca w Szczecinie był zimny, mokry i nieprzyjemny - zupełnie nie przypominał tak długo wyczekiwanej wiosny. Robert był cały dzień w trasie (240 km na rowerze), ja spędziłam więc dzień w kuchni - upiekłam chleb i ciastka zbożowe, zrobiłam naleśniki na niedzielny obiad. Czekając na jego powrót obejrzałam jeszcze "Czarownicę" z Angeliną Jolie.
Niedziela za to przywitała mnie promieniami słońca o 7 rano uniemożliwiającymi dalszy sen (do spółki z zapachem gotowanej kapusty - Robert zaczyna już przygotowywać wielkanocny bigos). Już rano podjęliśmy decyzję o wyjściu na spacer, zjedliśmy więc wczesny obiad i ruszyliśmy.
piątek, 13 marca 2015
Przyjedź na Rembrandta
- Przyjedź, pójdziemy na Rembrandta - kusiła Chuda, odkąd dowiedziałyśmy się, że Muzeum Narodowe będzie prezentowało "Pejzaż z miłosiernym Samarytaninem".
Trochę trwało, nim wreszcie znalazłyśmy dogodny termin na spotkanie w Szczecinie. Umówiłyśmy się na intensywną sobotę.
Trochę trwało, nim wreszcie znalazłyśmy dogodny termin na spotkanie w Szczecinie. Umówiłyśmy się na intensywną sobotę.
niedziela, 13 października 2013
Sabacik w Szczecinie i zapowiedź konkursu
Kilka dni temu padło hasło:
- Przyjedź do Szczecina!
Pomysł podsunęła Gui - spędzała weekend w stolicy województwa
i przy tej okazji mogłyśmy się spotkać na małym sabaciku. Umówiłyśmy się na
śniadanie w Kaskadzie. Punktualnie o 9.30 znalazłyśmy się w części gastronomicznej
galerii i po krótkiej naradzie ustaliłyśmy, że zasiadamy w Pizza Hut, gdzie
jest akurat promocja na bar sałatkowy- druga i trzecia porcja za 9.90 zł i
dokładasz do bólu, ile chcesz.
W efekcie przez dwie godziny obżerałyśmy się warzywami i
owocami, popijałyśmy najpierw kawę, potem mrożoną herbatę (bez lodu) i
gadałyśmy, gadałyśmy, gadałyśmy.
A było o czym
rozmawiać, bo przecież nie widziałyśmy się prawie cały miesiąc. Były więc
rozmowy o szkole, facetach, planach, zakupach, rowerach. Zabawy było co
niemiara, śmiechu też- Chuda skarży się dziś na zakwasy na brzuchu od śmiechu! Gdy
po dwóch godzinach postanowiłyśmy w końcu zmienić miejsce pobytu (chociaż
kanapy w Pizza Hut są wyjątkowo wygodne), kelnerka wyglądała na niepocieszoną.
Potem wędrowałyśmy po sklepach w poszukiwaniu butów,
sukienki i zwyczajnym oglądaniu wystaw. Dziewczyny co chwila piszczały na widok
jakiegoś drobiazgu, przymierzały to i owo. Wreszcie Gui znalazła idealną
sukienkę, a ja zimowe obuwie. Dostałam też prezent od Gui i jej M.- „Planetę
dobrych myśli” Beaty Pawlikowskiej. Będę sobie czytała, gdy przez przypadek
zapomnę , dlaczego świat jest taki piękny.
Usatysfakcjonowane zasiadłyśmy w kafejce nad kubkiem latte.
Tym razem towarzyszył nam już M. , więc i tematy się zmieniły- rozmawialiśmy o
filmach- zwłaszcza horrorach, którymi pasjonują się Gui i M., reklamie, zwłaszcza
telewizyjnej, która jest jedyną częścią twórczości telewizyjnej, jaką mogę
ewentualnie oglądać. Ostatnio zafascynowała mnie reklama papieru toaletowego,
bo stworzyć zabawną reklamę papieru do d…, no trzeba umieć.
I tak spędziłyśmy całe przedpołudnie. Potem ja wróciłam do
domu, a dziewczyny poszły szykować się na koncert. (ciągle mam nadzieję, że one
wreszcie opanują lenia i o tym napiszą).
A z innej beczki- może zauważyliście, że w prawym górnym rogu pojawił się licznik- czyli za kilka dni pojawi sie konkurs: "Łap licznik". Okazja będzie podwójna- owe 25.000 wejść i nasze urodziny. Właśnie szykuję drobiazgi na nagrodę. Jak uzbieram odpowiednią ilośc rózności, ogłoszę konkur i pokaże, co można wygrać:)
czwartek, 28 marca 2013
Przyjedź do Szczecina
- Przyjedź do Szczecina, musimy zrobić zakupy! Chcę kupić rower!- Chuda już od kilku tygodni wierciła mi dziurę w brzuchu. Ciągle jednak coś wypadało. A to nie było z kim psa zostawić, a to byłam chora, a to szkolenie. Ciągle coś. Wreszcie jednak w ostatni weekend się udało. W piątek po lekcjach wpakowałam rower do pociągu i zawitałam w stolicy województwa.
czwartek, 21 marca 2013
"Chodźmy do Wenecji!"
"Chodźmy dziś na spacer!" zaproponowała mi Justyna. Mi dwa razy powtarzać nie trzeba. Poszłyśmy. I to nie byle gdzie. Moi drodzy, dotarłyśmy dziś pieszo aż do Wenecji! Nie żartuję! Wprawdzie Wenecji szczecińkiej, ale to też przecież nie byle co! Żeby jednak nie było zbyt łatwo, to ruszyłyśmy w wyznaczonym kierunki i przeszłyśmy ładny kawałek za daleko. Nie ma jednak tego złego...
Dotarłyśmy w pobliże obiektu, który już od dłuższego czasu żywo mnie interesował. I dziś wiem już co to jest - wieża węgla przy gazowni. Tam też doszłyśmy nad samą Odrę i przekonałyśmy się, iż obiekt naszej wędrówki dawno już zostawiłyśmy w tyle. Nadrobiłyśmy to jednak szybko, gdyż Wenecję obejrzałyśmy sobie w drodze powrotnej.
Poniżej kilka zdjęć z dzisiejszej wyprawy. W planach mamy kolejne poszukiwania ciekawostek. Gdy w końcu zrobi się ciepło, może uda mi się wreszcie dotrzeć do Wieży Quistorpa.
piątek, 1 lutego 2013
Mikołajkowe przysmaki
Tytuł posta dość zaskakujący pod koniec stycznia, ale już śpieszę wyjaśniać skąd się wziął. Ruda jako matka nowoczesna prezenty coraz częściej zamawia przez internet. Czasem też przez internet je przesyła. Tak było i tym razem (choć nie do końca). Z okazji mikołajków 2012 na moim e-mailu wylądował grupon na deser w Restauracji Szczecin. Wydrukowany kupon dostałam troszkę później.
W grudniu zabrakło mi czasu, by wybrać się na ciacho i kawę z K. O mały włos, a i styczeń by się nam skończył. Pod sam koniec miesiąca wybraliśmy się jednak na spacer połączony z wizytą w kawiarni. (O samym spacerze tu).
Restauracja Szczecin mieści się w piwnicach urzędu miejskiego i jest miejscem o bardzo ciekawym klimacie. Wprawdzie wnętrze jest moim zdaniem zagospodarowane dość niekonsekwentnie - podzielone na dwie duże sale, z czego jedna ma ceglaną podłogę i brzydki wzorzysty tynk na ścianie, a druga podłogę ma ze współczesnych płytek, natomiast ściany z pięknej cegły. Uroku wnętrzu dodają duże zdjęcia miasta, acz K. słusznie zwrócił uwagę, że nad niektórymi za bardzo pastwiono się w programach graficznych. Wnętrze jest duże (na mój gust - za duże) i sprawia raczej nieprzytulne wrażenie. Myślę, że gdybym nie była nastawiona na to, że idę na ciacho i kawę, które kojarzą mi się raczej z kawiarnianym klimatem, mogłabym odnieść nieco inne wrażenie. Myślę, że Restauracja Szczecin byłaby dobrym miejscem np. na wesele.
Co do samego deseru. Do wyboru mieliśmy kawę, herbatę lub grzane wino oraz sernik, szarlotkę i jabłecznik. Oboje zamówiliśmy kawę - K. mrożoną, ja cappucino. K. nie przepada za ciastami, a owoców w ciastach po prostu nie toleruje, wybrał więc sernik, ja zdecydowałam się na szarlotkę na ciepło z lodami. Nie mogę powiedzieć, żeby był to deser wybitny i wyjątkowy. Wybór kaw i herbat był mały (stąd kawa), a szarlotka była przeciętna. I tu znów stwierdzę, że może gdybym zamawiała obiad, a nie deser, to lokal wypadłby lepiej, a tak... jest w Szczecinie kilka miejsc, gdzie podają zdecydowanie lepsze desery. Niemniej jednak, jak każde wyjście z K., tak i to dostarczyło mi wiele radości.
sobota, 20 października 2012
O Szczecinie po raz kolejny
O tym, że Szczecin potrafi być piękny, już pisałam. O tym, że fascynuje - również. Ale nie napisałam jeszcze, że potrafi być przyjazny.
Przywiozłam sobie we wrześniu rower z domu do Szczecina właśnie. Miałam niemałe obawy jeżeli chodzi o jazdę po tym mieście. Ale po drugim tygodniu zajęć stwierdzam, że była to bardzo dobra decyzja. Nie dość, że oszczędzam na biletach tramwajowych, to jestem na zajęciach dużo szybciej, niż osoby wybierające komunikację miejską! Sprawdziłam to z koleżanką. ;)
Do tego mam swoją dzienną dawkę ruchu - jeżeli jadę tylko raz to robię jakieś 6 km, ale zdarza mi się po zajęciach jechać do domu zupełnie okrężnymi drogami wtedy jest to ponad 10 km. ;)
Więcej też dostrzegam i odczuwam - słońce grzeje mnie przyjemnie po twarzy, wiatr chłodzi policzki, a kierowcy w zdecydowanej większości wiedzą, jak zachować się wobec rowerzysty. Nawet jeżeli jest to blondynka w sukience. ;)
Szczecin potrafi się też spodobać z zupełnie niespodziewanych stron. W piątek wybraliśmy się z K. na spacer. Nie mogłam wyjść z podziwu z jaką fascynacją przyglądał się on korze platanów. "Takie naturalne moro!"
A "Ptaki" dla Rudej ;)
Zapraszam też tu.
| Babcia-hipsterka sabotowała kryształkowe starania wywiadowcze. ;) |
środa, 3 października 2012
Koncertowy Szczecin- spacer po mieście nocą
Jako prawie stała mieszkanka Szczecina powinnam rozpisywać
się o imprezach organizowanych w tym mieście, ale cóż – wstyd się przyznać –
nieczęsto na takowych bywam. Bynajmniej nie z powodu ich braku, a mojego
lenistwa. A jak już bywam, to najczęściej zapomnę napisać (jak np. o Nocy
Muzeów). Tym razem się jednak zawzięłam i napiszę. Bo po pierwsze jest o czym,
a po drugie po prostu warto.
sobota, 21 lipca 2012
O Jarmarku św. Jakuba i nie tylko
W piątek, 20 lipca wyznaczono mi termin obrony pracy
dyplomowej. Pojechałam więc sobie do Szczecina. PKP , zmieniając rozkład jazdy,
podarowało mi cały dzień szwendania się po mieście.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





