Do Zieleńca, jak co roku, dojeżdżamy z Gierczyna. Tym razem jednak pilotem jest Chuda- Gui została w Gierczynie (po zeszłorocznej przygodzie z burzą straciła chęć jazdy w Górach Orlickich). W Kamiennej Górze tradycyjnie mylimy trasę. Potem już bez przeszkód pokonujemy góry i pagóry, delektując się widokami.
Noclegi zamówiłam w pensjonacie Snow House, gdyż w naszej ulubionej Chacie Zielenieckiej zabrakło miejsc. Pensjonat mieści się nad Chatą, więc dojazd do niego jest jeszcze trudniejszy, a zimą nie chciałabym go pokonywać. Cała reszta robi pozytywne wrażenie- przestronny pokój z aneksem kuchennym i łazienką spodobał nam się od razu, dodatkowym atutem był spory balkon, na którym spędziłyśmy sobotni wieczór. Trochę naszukałyśmy się naczyń, gdyż nie było ich w aneksie kuchennym. Okazało się, że właściciel bogate wyposażenie kuchni umieścił w... komodzie (Chuda zdziwiła się, gdy chciała coś do niej włożyć)
Po zaaklimatyzowaniu się w pokoju poszłyśmy odebrać pakiety startowe i przywitać ze znajomymi. Niestety, ludzi było jeszcze niewielu, tylko Orgowie "walczyli z pudłem medali, które wysypały się z auta. Zasiadłyśmy zatem w jednym z zielenieckich lokali i zamówiły makaron.