Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maraton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maraton. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 sierpnia 2023

Domek pod Orzechem jako pit stop na Gravmageddonie


 Pierwszy weekend sierpnia już tradycyjnie upływa nam pod znakiem maratonu rowerowego Gravmageddon. Po raz trzeci organizowaliśmy pit stop przy Domku pod Orzechem. Tym razem jednak trasa poprowadzona została w taki sposób, że w Gierczynie usytuowano drugi przepak i punkt żywieniowy. To dało nam ogromne pole do popisu, ale wymagało też sporego zaangażowania.

wtorek, 10 sierpnia 2021

Gravmageddon 2021 - górski wpierd*l na własne życzenie

Gdy niemal rok temu kończyłam ostatnią ultrę w sezonie 2020 wiedziałam, że potrzebuję dłuższej przerwy od takich wyzwań. Czułam też, że chciałabym spróbować czegoś nowego. I wówczas moim oczom ukazała się informacja o terenowym ultramaratonie rowerowym, którego trasa przebiegać będzie przez moje ukochane Góry Izerskie. 

wtorek, 5 czerwca 2018

X Koźmiński Maraton Rowerowy

Ostatnio prawie nie miewam wolnych weekendów, bo nawet jeżeli weekend w pracy jest wolny, to pewnie gdzieś jest jakiś wyścig lub maraton rowerowy. Tak było i tym razem. Wprawdzie mówienie o wolnym weekendzie to spore nadużycie, bo o ile czwartek miałam wolny, o tyle już w piątek i sobotę o 6 meldowałam się w markecie. Wolną miałam za to niedzielę. Wobec takiego rozkładu czasu Krzyś przyjechał do mnie w czwartek, spędziliśmy razem dwa leniwe popołudnia i w sobotę po mojej pracy ruszyliśmy do Krotoszyna. Rodzinna kolacja i wieczorne oglądanie zdjęć zwieńczyło ten dzień - poszliśmy spać dość wcześnie, bo rano czekała nas pobudka. Jechaliśmy na X Koźmiński Maraton Rowerowy organizowany przez Amatorską Grupę Kolarską z Koźmina Wielkopolskiego. 

środa, 20 września 2017

Pożegnanie z supermaratonami 2017

Sezon Supermaratonów Rowerowych dobiegł końca. W ostatni weekend uczestniczyłyśmy w podsumowaniu zmagań w Rewalu. Nim jednak zgarnęłyśmy trofea odbył się jeszcze ostatni w sezonie maraton- Supermaraton Rewal Bike System . Już wcześniej podjęłam decyzję, że w nim nie będę uczestniczyć, swoją obecność zaznaczając obsługą fotograficzną imprezy Na trasę wyjechała więc tylko Chuda, której relację można przeczytać na blogu rowerowym. Za to my wspólnie z Gui spędziłyśmy sobotę robiąc setki zdjęć rowerzystom na starcie i mecie imprezy.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Supermaraton Doliną Bobru w Lwówku

- Co???!!! Nie ma Liczyrzepy??? No jak to?!!! Naszego ulubionego maratonu!!!
Tak zareagowałyśmy z Chudą na wieść, że nasza ulubiona impreza po prostu się w tym roku nie odbędzie. I nic nie było w stanie ukoić naszego smutku. Zrozumiałe więc, że informacja o organizacji w to miejsce maratonu w pobliskim Lwówku przyjęłyśmy z mieszanymi uczuciami, łącznie z buntem, że nie pojedziemy. No, ale jak nie jechać skoro to zaledwie 30 km od Gierczyna?
Zapisałyśmy się więc i z niecierpliwością oczekiwały na start.

niedziela, 23 lipca 2017

XIV Klasyk Kłodzki- 100 km po górach

Nie ma gigi!??? Ta elektryzujaca wiadomość prawie zniweczyła nasze weekendowe plany. Co roku o tej porze jeździmy na Klasyk Kłodzki i pokonujemy najdłuższy dystans. A tu taka straszna nowina! Zastanawiamy się, czy jest sens jechać kilka godzin samochodem, by spędzić na rowerze ok. 5 godzin. Messenger rozgrzał się do czerwoności. Wreszcie podejmujemy decyzję, że jedziemy, ale tylko z jednym noclegiem. Cóż... nie pójdę na prawdziwki, których ponoć mnóstwo rośnie w Górach Orlickich. I tak, w piątkowe popołudnie meldujemy się w Zieleńcu. Noclegi tradycyjnie zamówiłam w Zielenieckiej Chacie. Lubię klimat tego miejsca.

niedziela, 9 lipca 2017

III Supermaraton Szosowy "Szlakiem Don Kichota"

7 lipca do pracy bladym świtem ruszyłam samochodem z zapakowanym już rowerem i wszystkimi potrzebnymi na trasie rzeczami. Po pracy zjadłam coś na szybko i wyjechałam z Wrocławia do Krotoszyna. Tam przepakowałam z Krzysiem samochody, mój troskliwie wstawiłam do garażu i ruszyliśmy do Nietążkowa na III Supermaraton Szosowy Szlakiem Don Kichota.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

III Wolsztyński Maraton Rowerowy - 24.06.2017 r.

Czwartek upłynął mi na pakowaniu połowy dobytku do starego Golfa. Pudła, pudełka, worki i przede wszystkim dwa rowery. Jakimś cudem moje autko okazało się tak pojemne, jak zakładałam i wszystko pięknie się zmieściło. W piątek o poranku wsiadłam więc za kierownicę, odpaliłam nawigację w telefonie i ruszyłam przed siebie. To pierwsza moja tak długa samodzielna trasa - celem na piątek był Pałac w Orli. Udało mi się dojechać. Po odebraniu klucza do pokoju chwilę się jeszcze pokręciłam, po czym postanowiłam się zdrzemnąć, czekając na Krzysia, który miał dojechać z pobliskiego Krotoszyna. Po jego przyjeździe przepakowaliśmy jeden z moich rowerów do jego auta, zjedliśmy posiłek i dość wcześnie poszliśmy spać. Czekała nas pobudka przed 4 rano.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

360 km jazdy towarzyskiej- Ultramaraton w Świnoujściu

Ultramaraton w Świnoujściu od zawsze był dla nas bardzo ważną impreza w maratonowym kalendarzu. To własnie tu w 2012 r. przejechałyśmy z Gui swój pierwszy maraton zaliczany do Pucharu Polski w Supermaratonach Szosowych. Tu swoje rekody w długości przejazdu biła Chuda, a ja rekord prędkosci przejazdu. Wreszcie to tu jest rewelacyjna, zgrana ekipa przygotowująca imprezę (od tego powinnam zacząć!) Zatem i w tym roku nie mogło nas zabraknąć, zwłaszcza, że to jedyny w tym roku ultramaraton cyklu.
Noclegi zamówiłam na wyspie Wolin, żeby nie martwić się przeprawą promową o świcie. Naszej kwaterze poświęcę osobny post, gdyż miejsce nas zauroczyło!

poniedziałek, 29 maja 2017

Choszczeńska Pętla pachnąca konwaliami

- Muszę Cię o coś zapytać, Aniu- zagaił Romek, gdy podjechaliśmy kolejny podjazd Pojezierza Drawskiego- czy czułaś zapach konwalii?
Czy czułam??? Nie dało się nie poczuć upajającej woni całych konwaliowych łanów porastających jasny, rozsłoneczniowy las przed Kaliszem Pomorskim.
Tak... zapachy zdominowały doznania tego maratonu. Pachniał ciepły sosnowy las, zapraszający do zanurzenia się w jego zieloność. Słodycza kusiłu konwalie i bzy. Niepokojąco duszącą, gęstą wonią wabiły głogi i przekwitajacy juz rzepak. w dolinach, nad brzegami jezior wyczuwało się rzeską bryzę wody i zgniły zapach mokradeł i bajor. Przez 250 km jechaliśmy w ferii aromatów, których nie da się powtórzyć i opisać...

wtorek, 23 maja 2017

Czy sprzyjała nam Wambierzycka Pani? - Klasyk Radkowski 2017

Klasyk Radkowski to jeden z tych maratonow na które czeka się z niecierpliwością, ale też niepewnością i lękiem. Nie inaczej było i w tym roku.  Obie z Chudą ambitnie zapisałyśmy się na dystans giga liczący 200 km z przewyższeniami prawie 4000 m. (profil trasy)
Do Radkowa dojechałyśmy późnym popołudniem, po wielogodzinnej jeździe naszymi drogami w budowie.Upał, korki, przestoje, dziury, wykopy, czyli wszystko, czego można się spodziewać polskich drogach mocno nas wyczerpało. Przed 18 stawiłyśmy się w miejscu noclegu.  Tym razem zakwaterowanie miałyśmy w pensjonacie "Czarodziejski Młyn", gdzie przemiła właścicielka proponwała też wyżywienie. W czasie, gdy pałaszowałyśmy obiado-kolację nadjechał Krzyś. Dzięki temu na odprawę techniczną poszliśmy wspólnie. W bazie maratonu panował już ożywiony ruch i radosna atmosfera, którą tak bardzo lubimy.

poniedziałek, 15 maja 2017

II Maraton Szosowy dookoła Jeziora Miedwie

W momencie, gdy pojawił się kalendarz tegorocznych Supermaratonów Szosowych  nie zaznaczałam w swoim prywatnym kalendarzu daty 13 maja - II Maratonu Szosowego dookoła Jeziora Miedwie. Raz, że dystansem maksymalnym było króciutkie Mega - 130 km - toż to niemal szkoda rower z piwnicy wyciągać, dwa - zeszłoroczni uczestnicy bardzo nieprzychylnie wypowiadali się o stanie asfaltów na wytyczonej w okolicach Stargardu trasie, a trzy - mama nie jechała, to samej mi się nie chce. 
Okazało się jednak, że jedzie Krzyś. Początkowo miałam w związku z tym plan, że pojadę z nim w roli nadwornego fotografa - porobię zdjęcia, pobyczę się nad jeziorem, pokręcę, porozmawiam ze znajomymi. Ostatecznie jednak wystartowałam na dystansie 130 km. Wprawdzie organizatorzy zapomnieli chyba, że ideą maratonu jest pokonanie jego dystansu, a nie wkręcenie sobie języka w szprychy ścigając się z czasem i ustawili wyśrubowany czas na przejazd tego odcinka - 5 godzin (co wymagało utrzymania średniej 26 km/h - dla mnie - nierealnej na takim dystansie). Było to dla mnie o tyle dziwne, że na mini (65km) uczestnicy dostali 3 godziny - dlaczego więc nie można było na mega dać dwa razy tyle czasu? Wprawdzie, gdy przekroczyłam wyznaczony czas o 15 minut nie robiono mi problemów, ale co nadenerwowałam się przed startem, to moje. 

poniedziałek, 1 maja 2017

Zaczynamy sezon maratonów szosowych!- Supermaraton Gryfland w Nowogardzie

Zgodnie z planami tegoroczny sezon maratonowy zaczęłyśmy w Nowogardzie. Odpuściłyśmy otwarcie sezonu w Obornikach, gdyż uznałyśmy, że zimno i daleko, ale w Nowogardzie nie mogło nas zabraknąć! Stęskniłyśmy się za znajomymi i atmosferą kolarskiego święta. Każda z nas pojechała jednak z różnymi aspiracjami i planami. Chuda zdecydowana była od początku na 220 km, ja wręcz przeciwnie. Choć zapisałam się optymistycznie jeszcze w marcu na dystans giga, to czym bliżej było do startu, tym bardziej wiedziałam, że moje przygotowanie kondycyjne i, co równie ważne psychiczne, uniemożliwia mi realizację ambitnego planu. Postawiłam więc na przejazd treningowy i spotkanie towarzyskie. 
Czy nam się udało, o tym za chwilę.

poniedziałek, 19 września 2016

Od świtu do nocy- Ultramaraton w Świnoujściu

Po zwiedzeniu Fortu Gerharda i zjedzeniu solidnej porcji obiadokolacji pojechałyśmy z Chudą na odprawę techniczną. W MDK w Świnoujściu zebrała się już spora grupa znajomych, więc do odprawy miałyśmy czas dokładnie wypełniony. Oczywiście trzeba się było z wszystkimi przywitać- przede wszystkim z Elą i Czarkiem, którzy od lat organizują ten maraton. Z niecierpliwością czekałam na informacje o trasie, gdyż w tym roku Org Czarek, rezygnując z tradycyjnych kółek wzdłuż Zalewu Szczecińskiego, wyznaczył prawie 350 km ultramaraton do Nowego Warpna i z powrotem. Mnie przerażał przejazd przez Szczecin, miałam więc sporo wątpliwości, które po odprawie niestety pozostały. Niepokoiła mnie też prognoza pogody- zapowiadano bardzo silny północno-wschodni wiatr.

wtorek, 13 września 2016

Towarzyska trzysetka- Utramaraton w Rewalu

Pomysł, by wykupić noclegi w Rewalu pojawił się nagle, gdy okazało się, że nie da się do małego autka Chudej wcisnąć trzech rowerów i tyluż ludzi. Zamiast więc kombinować, zarezerwowałam drewniany domek nad morzem i w piątkowe południe ruszyliśmy na trzydniowy urlop nad morzem. Chuda spakowała bagaże i swój rower do auta, a Robert i ja przejechaliśmy te kilkanaście kilometrów rowerami. W planach mieliśmy leniwe popołudnie na plaży, gdyż od rana ostro świeciło słońce. Jakież było nasz rozczarowanie, gdy po przyjeździe na miejsce okazało się, że nadciągnęła mgła.

wtorek, 6 września 2016

Maraton Liczyrzepa- poczuć się jak Majka

Jest piątkowe późne popołudnie w Karpaczu. Tradycyjnie, mimo szczerych chęci spóźniamy się na odprawę techniczną. Niestety, z Trzebiatowa do Karpacza jedzie się długo i tyle.
Kilka minut wcześniej zameldowaliśmy się w hostelu Krokus, teraz odbieramy pakiety startowe.  Stylowe czarne koszulki, które znajdują się w pakiecie, tak nam się podobają, że natychmiast musimy je nałożyć.
Witamy się ze znajomymi, odpytujemy Orga Staszka z trasy (bo przecież zmieniona, a my na odprawie nie byłyśmy :( ) Decydujemy się na kolacje w Dworze Liczyrzepy, gdzie tradycyjnie już znajduje się biuro maratonu. Dania wyglądają smakowicie i takie są.

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Wiatraki w słońcu- II Supermaraton Szlakiem Don Kichota w NIetążkowie

Słoneczko! Jego niedobór był dla mnie w tym roku zmorą. Maiłam wrażenie, że ciągle jest zimno, mokro i wietrznie. I nagle, pod sam koniec sierpnia- trzy dni upału. Akurat w czasie trwania maratonu w Nietążkowie. Dla mnie bomba, bo lubię takie warunki rowerowe. Ale po kolei.
Na maraton wybrałyśmy się we dwie z Chudą- Ślubny coś nie miał ochoty, Gui w tym roku ma inne priorytety, Robert dołączył do nas w Nietążkowie.

piątek, 29 lipca 2016

Słoneczny Zieleniec- XIII Klasyk Kłodzki

Do Zieleńca, jak co roku, dojeżdżamy z Gierczyna. Tym razem jednak pilotem jest Chuda- Gui została w Gierczynie (po zeszłorocznej przygodzie z burzą straciła chęć jazdy w Górach Orlickich). W Kamiennej Górze tradycyjnie mylimy trasę. Potem już bez przeszkód pokonujemy góry i pagóry, delektując się widokami.
Noclegi zamówiłam w pensjonacie Snow House, gdyż w naszej ulubionej Chacie Zielenieckiej zabrakło miejsc. Pensjonat mieści się nad Chatą, więc dojazd do niego jest jeszcze trudniejszy, a zimą nie chciałabym go pokonywać. Cała reszta robi pozytywne wrażenie- przestronny pokój z aneksem kuchennym i łazienką spodobał nam się od razu, dodatkowym atutem był spory balkon, na którym spędziłyśmy sobotni wieczór. Trochę naszukałyśmy się naczyń, gdyż nie było ich w aneksie kuchennym. Okazało się, że właściciel bogate wyposażenie kuchni umieścił w... komodzie (Chuda zdziwiła się, gdy chciała coś do niej włożyć)
Po zaaklimatyzowaniu się w pokoju poszłyśmy odebrać pakiety startowe i przywitać ze znajomymi. Niestety, ludzi było jeszcze niewielu, tylko Orgowie "walczyli z pudłem medali, które wysypały się z auta. Zasiadłyśmy zatem w jednym z zielenieckich lokali i zamówiły makaron.

niedziela, 12 czerwca 2016

- Patrzę...krzaki na mnie jadą!.- 11. Choszczeński Maraton Rowerowy

Gdy zjechałyśmy z głównej drogi, naszym oczom ukazał się malowniczy pejzaż- zapowiedź tego, co będziemy oglądać kolejnego dnia w czasie maratonu.
Do Choszczna dojechałyśmy po południu. Na tyle wcześnie, by wreszcie mieć czas ma spacer po miasteczku. Zajrzałyśmy do gotyckiego kościoła, obejrzały barbakan i pozostałości murów obronnych. Na chwilę przysiadłyśmy, by zjeść pyszny naleśnik.
Potem rozlokowałyśmy się, jak co roku, na hali gimnastycznej. Zajęłyśmy swoje tradycyjne miejsce z ławeczką gimnastyczną zamiast stołu. Odebrałyśmy rewelacyjne pakiety startowe, w których oprócz numerów startowych, talonów na jedzonko i reklamówek były cytrynowe koszulki sportowe i pamiątkowe kubki.

poniedziałek, 23 maja 2016

VII Klasyk Radkowski

Zeszły sezon maratonowy miałam już z założenia bardzo mocny - wraz z mamą zaplanowałyśmy przejechać wszystkie maratony cyklu Supermaratonów i zrobić najdłuższe z proponowanych przez organizatorów dystansów. Dotarłyśmy wszędzie, nie zawsze przejechałyśmy maksymalny dystans, ale i tak według oficjalnych danych przejechałam w zeszłym roku w czasie maratonów ponad 2200 km i spędziłam na rowerowym siodle ponad 100 godzin. To dużo. Udowodniłam sobie, że mogę, ale byłam zmęczona.