Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papryka faszerowana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papryka faszerowana. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 października 2016

Faszerowane warzywa i kwiaty

O tym, że uwielbiamy faszerowane papryczki i dynie, pisałam nieraz. zmienia się tylko farsz. Tym razem głównym składnikiem farszu była, obok mielonego mięsa, zielona soczewica.
Składniki:
8 papryk, 4 dynie ozdobne, kilka kwiatów dyni
 na farsz:
1/2 kg mięsa mielonego
1 szklanka ryżu
1 szklanka soczewicy zielonej
1 cebula
sól
pieprz
oregano i bazylia
Wykonanie:
Paprykom odcinamy ogonki, czyścimy z pestek, dynie przecinamy tak, by utworzył się "kapelusik" i wydrążamy je , z kwiatów delikatnie wyciągamy słupki.
ryż gotujemy na sypko, a soczewicę namaczamy w wodzie. Cebulę obieramy i kroimy w drobna kostkę. łączymy ze sobą wszystkie składniki, doprawiamy. Do każdego warzywa nakładamy farsz, przykrywamy kapelusikiem. Z kwiatami obchodzimy się bardzo ostrożnie, by nie podrzeć płatków.
Układamy wszystkie warzywa na blaszce kapeluszami do góry, Pieczemy w średnio nagrzanym piekarniku jakieś 40 minut.
Smacznego!


piątek, 25 września 2015

Papryczki faszerowane

Uwielbiam faszerowane warzywa. Mogłaby takie dania jeść i przygotowywać codziennie, gdyby mi czas pozwolił. Najbardziej jednak lubię faszerowaną paprykę, danie, które pamiętam z dzieciństwa- robił je czasami mój tato.

czwartek, 24 lipca 2014

Zapraszam do niebieskiej kuchni- dziś serwujemy paprykę.

Gui przyjechała! Rano wsiadłam na rower i pojechałam do Jeleniej Góry, żeby Gui nie musiała sama jechać do Domku pod Orzechem.  Dojechałam dwadzieścia minut przed czasem. Akurat tyle, żeby pogadać przez telefon z Chudą. A ma Chuda o czym opowiadać i mam nadzieję, że wreszcie o tym napisze. Przecież nie możecie wciąż czytać o sielance w Izerach! 
Odebrałam Gui z dworca, na deptaku zatrzymałyśmy się na lodach, potem jeszcze szybkie zakupy w sklepie rowerowym- miały być rękawiczki i okulary dla mnie, a wyszłyśmy z... kaskiem dla Gui. Dobrze, że chociaż rękawiczki dostałam. Poprzednie rozpadły się w czasie wyprawy.


Do domu jechałyśmy niezwykle malowniczą trasą przez Rybnicę, Starą Kamienicę, Nową Kamienicę, Grudzę, Kłopotnicę i Rębiszów. Jechałyśmy sobie niespiesznie, rozmawiając prawie cały czas. Przerwy w rozmowie spowodowane były kolejnym podjazdem. Tematów było mnóstwo- prawo jazdy Gui, jej plany, moja wyprawa, plany na najbliższe dni. Przed Grudzą zatrzymałyśmy się na malinach, w Kłopotnicy sprawdziłyśmy, co słychać u pewnego starego domu, a w Rębiszowie skręciłyśmy do Inkwi, która jak zwykle przywitała nas niezwykle radośnie- całe jej niesamowite stado też. Gui wygłaskała wszystkie zwierzaki, zajrzała nawet do owiec i koni, a potem pojechałyśmy dalej, bo w planach było przygotowanie obiadu.
A na obiad- papryczki faszerowane.
Danie to tradycyjni pojawia się w Gierczynie, gdy tylko żółta papryka osiągnie rozsądną cenę. W poniedziałek kupiłam kilogram takiej żółtej papryki, ryż, mielone mięso. Resztę produktów miałam w domu.
Ugotowałam woreczek ryżu, usmażyłam zebrane wczoraj kurki, Gui wymieszała farsz dodając przypraw. W tym czasie ja wydrążyłam papryczki tak, aby zostawić „kapelusiki”. Nałożyłyśmy farsz, ułożyłyśmy na patelni z rozgrzanym olejem. Po chwili podlałam potrawę wodą, włożyłam kilka pomidorków koktajlowych i przykryłam, aby udusić potrawę.
Obiad wszystkim smakował, zwłaszcza, że zjedliśmy go na świeżym powietrzu pod orzechem ze świeżym zsiadłym mlekiem prosto do krowy.


A wieczorem przygotowałam żeberka, bo sobie Gui zażyczyła grillowanego mięska na kolację po wycieczce.