Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałac. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 kwietnia 2017

Cmentarne porządki w Stolcu


Jest rok 1792 Juergen Bernard Wilhelm von Ramin galopuje konno po lipowej alei wprost na przepiękne schody swojego pałacu w Stolcu. Koń staje dęba, a jeździec upada na kamienne stopnie i umiera. Jego młoda żona funduje pomnik na cmentarnym wzgórzu. Widać na nim pogrążoną w żałobie kobietę i dziewczynkę tulącą psa.

wtorek, 14 marca 2017

W Paprotnie i Ciećmierzu

Kilka dni temu, sprawdzając na mapie nazwę rzeczki płynącej przez Karnice, uświadomiłam sobie, że niewiele wiem o tej graniczącej z Trzebiatowem gminie. Mało tego- odkryłam, że jakoś nie utrwaliło mi się, że to Karnice są siedzibą władz gminnych! Postanowiłam to zmienić. Obszar gminy jest spory, w jej skład wchodzi aż 30 miejscowości! Część z nich (te na wschodzie gminy) znam, nawet całkiem nieźle,bo przecież mijam je często w drodze do Niechorza. Pozostałe miejscowości mijam czasami jadąc w kierunku Świerzna, jednak te położone z dala od dróg nr 103 i 110 są mi zupełnie nieznane.

sobota, 20 sierpnia 2016

Pałacowe strachy w Muzeum

Po raz kolejny Trzebiatowski Ośrodek Kultury zaproponował mieszkańcom i turystom nocne zwiedzane wnętrz pałacowych połączone z licznymi atrakcjami.

sobota, 23 kwietnia 2016

Cel wycieczki- Wicimice

Podejrzewam, że na widok tej nazwy zrobiliście równie wielkie oczy, jak ja, gdy zobaczyłam ją wczoraj na facebooku. Bezmyślnie przesuwając kolejne obrazki, trafiłam na zdjęcie ruin w zachodniopomorskim, ziejących pustymi oczodołami okien . Uwielbiam takie miejsca, więc zatrzymałam wzrok i doczytałam, że... owe Wicimice leżą w zasięgu mojego roweru. Miałam więc gotowy plan na sobotę- jadę do Wicimic.

sobota, 2 kwietnia 2016

Zjechać z utartych szlaków

Dokąd by tu pojechać... zastanawiałam się, gdy tylko zobaczyłam prognozę pogody. Rozłożyłam mapę i wtedy mnie olśniło- chciałam być w południe w Kołobrzegu, zatem swoją poranną trasę musiałam ułożyć tak, by nie pojawić się w mieście zbyt wcześnie. Mogłabym tradycyjnie przez Gryfice i Brojce pojechać do Rzesznikowa, a potem ścieżką rowerową aż do Kołobrzegu, ale tyle razy już tamtędy jechałam! Popatrzyłam na przewodniki, które przed świętami dostałam od Marchevki i zaczęłam czytać. Tak wyklarowała się trasa: Trzebiatów- Dargosław- Gorawino-Drozdowo-Trzynik-Gościno-Pustary-Niekanin-Kołobrzeg-Dźwirzyno- Mrzeżyno- Trzebiatów. Razem prawie 100 km.

sobota, 6 grudnia 2014

O tym, jak słowiańską suknię szyłam...

- Pani Aniu, jak to się stało, że pani też została Słowianką? - takim pytaniem przywitał mnie mój dawny wychowanek ( jeden z tych, którzy sprawiają, że kocham swój zawód).
- Widzisz, czasem jest tak, że przekazujemy swoje pasje dzieciom, ale czasem trzeba zrobić odwrotnie- jeśli chce się mieć bliski kontakt z dziećmi, uczestniczyć w ich życiu, trzeba też mieć udział w ich pasjach. Tak właśnie jest ze mną . Zazwyczaj to dzieci podążają za rodzicami, czasem jednak to rodzice idą za dziećmi.

środa, 15 maja 2013

"Czytanie na trawie"

Chwytliwy tytuł - prawda? Pod takim hasłem w pałacowych ogrodach w Trzebiatowie obchodzono X Tydzień Bibliotek . Miejsce cudne i urokliwe- w pobliżu pałacu i płynącej poniżej Młynówki. 
Na trawie rozłożono koce i poduchy, kilkoro wolontariuszy wystylizowano na XIX w. towarzystwo rodem z "Śniadania na trawie" Moneta - to ubrane:) 

O 12.00 na kocach zasiadła zaproszona młodzież- gimnazjaliści i moja szósta. Wysłuchali wierszy Tuwima (wszak to rok tego poety), sami przeczytali kilka wierszy. Potem swoje utwory czytała dyrektor Trzebiatowskiego Ośrodka Kultury- Renata Korek. Warto dodać, że pani dyrektor jest człowiekiem renesansu, maluje, pisze wiersze i ma głowę pełną niesamowitych pomysłów. 

Później był jeszcze biblioteczny rap, rysowanie karykatur, malowanie lokomotywy na betonie.
Nie zabrakło i poczęstunku- jak śniadanie tośniadanie. Dzieciaki dostały ciastka i napoje. A ja zaostałam okrzyknięta najukochańszą panią! Pewnie. Przecież nie siedzieliśmy w dusznej klasie i nie dyskutowaliśmy "na sucho" o roli bibliotek w życiu kulturalnym, a wylegiwaliśmy się na zielonej trawce i uczestniczyliśmy w owej kulturze. A jutro będziemy mieli materiał do dyskusji i pisania sprawozdania. 

Na zakończenie naszej wizyty zwiedziliśmy jeszcze pałacowe muzeum oraz bibiotekę dla dzieci i dla dorosłych. W pałacowym muzeum była pierwszy raz po remoncie i zrobiło ono na mnie ogromne wrażenie, muszę się tam wybrać z dziewczynami , zrobić zdjęcia i dopiero wtedy o nim opowiedzieć. 
A tak a propos Moneta: rozmowa sprzed chwili:
-  Dostałam 5 za Twoje nenufary- komunikuje mi Chuda przez komunikator.
- Jakie nenufary- jestem kompletnie zaskoczona. O ile sobie przypominam, Chuda pisała o Wyspiańskim, a nie o Monecie. Bo chyba jej o Moneta chodzi, a nie o zdjęcie lilii wodnych, które wykonałam jakiś czas temu w japońskim ogrodzie w Gryficach.


- Zaliczałam postmodernizm, a tam Twoje nenufay, więc opowiedziałam o Twojej obsesji na tle tego obrazu i jak mnie przez pół Londynu ciąglęłaś do Tate Modern, by go obejrzeć.
No rozjaśniło mi się w głowie. Żółto- niebieskie nenufary- ostatnie , jakie namalował Monet. Zielonego koloru już nie widział. Uwielbiam ten obraz i rzeczywiście do Tate Modern z jego powodu Chudą ciągnęłam, bo była to już moja druga wizyta w tej galerii. Mam tam kilka ulubionych obrazów, ale ten jest szczególny i z przyjemnością sobie przed nim posiedziałam.
- No i o tym, że niedowidział tez powiedziałam. A potem o "Ofelii", że zawiedziona byłam wielkośćią obrazu . - to już o obrazie Millaisa, który można podziwiać w Tate Britain. 

I tak oto kolejny raz okazało się, ze podróże kształcą, a dziećmi warto rozmawiać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zdobyta wiedza może się przydać:)

niedziela, 21 kwietnia 2013

Szlakiem pałaców powiatu gryfickiego


- Kiedy wreszcie zabierze nas pani na wycieczkę!- moi szóstoklasiści już od kilku tygodni niecierpliwili się i domagali spełnienia jesiennych obietnic ( bo też opowiadając im co jakiś czas o swoich rowerowych wyprawach „narobiłam im smaka”) .
Skoro wiosna zawitała już do nas na dobre wypadało obietnicę spełnić. Umówiliśmy się zatem na sobotę. Pogoda była wymarzona- słońce, lekki wiatr, niezbyt ciepło. Trasę wybrałyśmy w córkami nie za trudną, żeby naszych dzieciaków nie zniechęcić, ale ciekawą, taką, która stanie się punktem wyjścia do kolejnych wypraw.
Powiat gryficki może pochwalić się sporą ilością starych zamków i pałaców. Może nie tylko co w Dolinie Pałaców na Dolnym Śląsku, ale i tak da się przygotować cykl wycieczek śladem dawnej świetności tej ziemi.
Zaczęliśmy od dwóch położonych niedaleko Trzebiatowa- Dargosławia i Uniestowa. Gdy poprzednim razem odwiedziłyśmy pochodzący z 1890 r. pałac w Dargosławiu nie przedstawiał się on rewelacyjnie, ale był zabezpieczony. Pojawił się nawet tubylec, który poinformował nas, że znajdujemy się na terenie prywatnym, a on „tu pilnuje”. Tym razem nikogo nie interesowała nasza obecność. Co wcale nie wydaje się dziwne, jeśli spojrzymy na zdjęcia.


Opłakany stan pałacu bardzo nas zasmucił, chwilę popatrzyliśmy na ruinę, przyjrzeliśmy się zaniedbanemu ogrodowi pałacowemu i ruszyliśmy do Uniestowa. Po drodze czekała nas jeszcze góra Baranica, którą dzieciaki będą długo wspominać.

W Uniestowie czekała nas kolejna niemiła niespodzianka, bo i ten pochodzący z połowy XIX w. dwór, do niedawna jeszcze zamieszkały , teraz popada w ruinę, a po mieszczącym się obok parku jeżdżą traktory.

Przejechaliśmy przez wioskę , która zdaje się być położoną na końcu świata i zapomniana przez Boga i ludzi.
Betonowymi płytami dojechaliśmy do kolejnej wsi- Siemidarżna. O jakże odmiennie wygląda to miejsce w porównaniu z poprzednimi! Zadbane obejścia, odrestaurowane pieczołowicie domy, prawie dworki, wyremontowana za unijne pieniądze droga- widać gospodarskie podejście.
Niestety za wsią piękna droga się kończy…
Ostatnim etapem wycieczki był jaromiński las- miejsce o tyle ciekawe, że sto lat temu posadzono tu rzadkie odmiany drzew iglastych- jedlice i daglezje.
Dzieciaki wróciły do domów zmęczone, ale zadowolone, czemu dały wyraz komentarzami na facebooku;)

Na kolejną wyprawę umówiliśmy się do Cerkwicy i Otoku, o którym już pisałyśmy.

piątek, 30 listopada 2012

Trzebiatowski Ośrodek Kultury ma już 20 lat


W Trzebiatowie jest wiele miejsc, o których warto i trzeba wspominać. Wiele się tutaj dzieje. Z Marzenką planujemy już od dłuższego czasu wycieczkę z aparatem, by sfotografować zabytkowe kamienice, zachwycić się detalami, a potem o tym wszystkim napisać.
Na razie z powodu niesprzyjającej aury zamykamy się w murach.
29 listopada 2012 r miałyśmy okazję uczestniczyć w ważnym wydarzeniu kulturalnym naszego miasta- 20-lecie działalności obchodził Trzebiatowski Ośrodek Kultury, czyli kulturalne serce miasta.

Z tej okazji do Pałacu zaproszeni zostali przyjaciele i sympatycy TOK-u, w tym my. Na początku obejrzałyśmy ciekawą prezentację ukazującą dorobek placówki, a było co pokazywać, bo w Pałacu od lat dzieje się bardzo wiele. Organizowane są koncerty, wystawy, konkursy. Działają koła zainteresowań dla dzieci i dorosłych,  wzbogacany jest wielotomowy księgozbiór biblioteczny.
TOK jest także organizatorem największych imprez plenerowych: Sąsiadów i Święta Kaszy.  
W drugiej części uroczystości wystąpił zespól kameralny „La Donna e Mobile”, prezentując najpierw polskie tańce a następnie utwory Straussów i Brahmsa. Zespół tworzą artystki Filharmonii Koszalińskiej, a towarzyszy im niezwykle dowcipny konferansjer, obdarzony specyficznym poczuciem humoru. Dzięki zestawieniu odpowiednio dobranego repertuaru z humorystycznym podejściem do muzyki koncerty zespołu podobają się melomanom i słuchaczom na co dzień odbierającym inne gatunki muzyczne. 

W przerwie trzebiatowscy licealiści, w tym Marzena , przeczytali fragmenty „Pana Tadeusza”.
Kolejnym punktem programu były życzenia od  zaproszonych gości, zarówno włodarzy gminy, dyrektorów zaprzyjaźnionych placówek , jak i całej rzeszy sympatyków .
Uroczystość pokazała, jak wielkim uznaniem i autorytetem cieszy się dyrektor TOK pani Renata Teresa Korek oraz , jak ważna jest kierowana przez nią instytucja dla naszego miasta.
Myślę, ze o historii i współczesności TOK można by napisać pracę magisterską. Postaram się któregoś dnia napisać szerzej o tym miejscu. Teraz tylko jeszcze kilka słów od siebie.
Dla nas Pałac jest miejscem odwiedzanym bardzo często i przy różnych okazjach. Należymy do stałych bywalców biblioteki, uczestniczymy w konkursach – kilka razy dzieciaki były laureatami zarówno konkursów plastycznych, jak i literackich czy recytatorskich. Uczestniczą też w koncertach- nie tylko jako słuchacze, ale i jako artyści.  W pałacu nie czujemy się gośćmi, lecz raczej członkami pewnej pałacowej społeczności.

sobota, 21 kwietnia 2012

Rozmówki na rowerze


Nie wszystko robimy w dwójkach. Czasami zdarza nam się spędzić czas we trzy. Z tego zazwyczaj wynikają „RytuWow’y” (czyt. Rytułały). A że ładna pogoda dzisiaj była, wybrałyśmy się we trójkę rowerkami do Otoku. Ruda kupiła nowy Superrower-cross trans pacific, więc głównym pretekstem wyprawy było jego przetestowanie. A ja tam wolę swój. Drugim powodem był pałac w Otoku, który chciałam sfotografować w ramach szkolnego projektu. Tak więc wszystkie trzy wsiadłyśmy na rowery i ruszyłyśmy. Po drodze wymieniałyśmy się pojazdami tak, żeby każda z nas miała okazję pojeździć na nowym cudzie. Kiedy Chuda trafiła na rower, w którym brakuje przerzutek z Rudą nie powstrzymałyśmy się od złośliwych komentarzy na temat tego, że rower nie jest ważny, tylko kondycja kolarza. Po za tym wszystkie miałyśmy ubaw z gry słownej, która nam wyszła ze słowa „rytuał”, często błędnie wypowiadanego jako „rytułał”. Ostatecznie doszłyśmy do wersji z zapisem „rytuWOW!”. Śmiechu więc było co nie miara.

Od jakiegoś już czasu interesuje mnie architektura. Z chęcią więc zaangażowałam się w szkolny projekt polegający na uratowaniu od ostatecznego zapomnienia kilku perełek architektonicznych w naszym otoczeniu. Teraz zajmujemy się pałacem w Otoku właśnie. Jest to stosunkowo nowy budynek, bo z końca XIX wieku, niestety już popadł w ruinę, gdy w 1987 roku został oddany w ręce prywatnego właściciela. 



Szkoda, bo pomimo wyjątkowego wymieszania stylów architektonicznych, pałac robi wrażenie i aż chciałoby się widzieć go w stanie użytkowym. Razem z Chudą obeszłyśmy ruiny, żebym mogła sfotografować istotne szczegóły. W tym czasie siostra opisywała mi, jak wyobrażała sobie wyremontowaną posiadłość. Opowiadała, gdzie było by miejsce na garaż, gdzie byłby balkon, a gdzie szafa na ukrywających się kochanków. W tym czasie Ruda też znalazła sobie towarzystwo – mieszkankę wsi, która opowiadała jej o różach rosnących niegdyś przy murach budowli.


poniedziałek, 5 marca 2012

Rowerowa wycieczka do Dreżewa

O naszej rowerowej pasji

Zaczęła się wiosna, słoneczko przyjemnie grzeje, czas odkurzyć rowery i ruszyć na wycieczkę! Z Rudą planujemy w tym roku dużo jeździć, więc rozpocząć trening należy jak najwcześniej. Lubimy razem pedałować, bo to umacnia naszą więź matka-córka i daje nam sposobność do rozmów. 
Wybrałyśmy się wczoraj do miejscowości Dreżewo, w której znajduje się piękny, klasycystyczny pałac. Po drodze naturalnie dużo rozmawiałyśmy, chociażby o tym, jak ważna jest własna wola i kontrolowanie kompromisów w związku. Wzięło się to z tego, że zrobiłam sobie drugi kolczyk w uchu, mimo że Maćkowi to nie odpowiadało, jednak zrezygnowałam już z wielu rzeczy tylko z Jego powodu, więc czasami mogę sobie pozwolić na mały bunt. Tak więc spełniłam swoje kilkuletnie marzenie i mam dwa kolczyki w prawym uchu!