Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 maja 2025

W moim ogródeczku…

 


W tym roku podjęliśmy trudną i jedynie słuszną decyzję o całkowitej reorganizacji warzywniaka i dodaniu kilku elementów do kwietnika. Efekty widać od razu.

Zapraszam na wirtualny spacer po ogrodzie.

poniedziałek, 10 sierpnia 2020

Chłopaki w cieście czyli jadalne kwiaty dyni i cukinii


 

- Zjesz chłopaków w cieście?- zapytałam Ślubnego w niedzielny poranek.

-co? -Jego przerażona mina mówiła sama za siebie.

-No chłopaków cieście.- powtórzyłam-pokazując świeżo zebrane męskie kwiat cukinii.

Ślubny odprężył się i pokiwał potakująco głową.

Zapraszam zatem potrawę, którą ochrzciłam nieco makabrycznie ;)

czwartek, 23 maja 2019

Izerska łąka kwietna pod koniec maja

Izerska łąka
Ostatnie dni  przyniosły prawdziwy kalejdoskop pogodowy. Od upału i ostrego słońca po ulewne deszcze, mgłę i temperaturę poniżej 10 stopni. W dolinach zrobiło się niebezpiecznie, bo dwudziestoczterogodzinnej ulewy nie przyjęła namoknięta już ziemia i masy wody z głośnym hukiem spadały z gór, przynosząc groźbę podtopień i powodzi. My borykamy się jedynie z wszechobecnym błotem, a w górskich źródłach i naszych studniach wreszcie nie brakuje wody.

piątek, 21 lipca 2017

Lemoniada z koniczyny


Gdy rok temu pierwszy raz przygotowałam szampan z czarnego bzu, nie podejrzewałam, że lemoniady kwiatowe wejdą na stałe do naszego repertuaru napojów ulubionych. Mając nieograniczony prawie dostęp do kwiatów rozmaitych, eksperymentuję ze smakami. Zwłaszcza, że wykonanie jest dziecinnie proste.

piątek, 7 lipca 2017

Wiejska sielanka


Z ogniska unosi się aromatyczny dym- rano wykarczowałam rozrośnięty nad wyraz bez i teraz Ślubny pali gałęzie. A wydawało się, że z dzisiejszego ogniska nic nie wyjdzie, bo po południu zawarczało w odddali, błysnęło się, zerwał się silny wiatr...

niedziela, 25 czerwca 2017

Trzebiatowskie Sąsiady po raz dwudziesty!

"Sąsiady" to jedna z tych imprez, które w kalendarzu wydarzeń trzebiatowskich niesamowicie lubię, ponieważ pokazuje ona wielokulturowość naszego miasta z jednej, a stopień integracji z drugiej strony. Pamiętam początki tej imprezy z korowodem zespołów folklorystycznych- bardziej festiwal niż festyn, gdzie muzyka była najważniejsza. Z czasem formuła się zmieniała, tak, by trafić w gusta uczstników i widzów.

piątek, 16 czerwca 2017

Rowerem po Górach Izerskich- Kamienicki Grzbiet

Rozkładam mapę... tyle dróg, tyle miejsc! Dokąd jechać? Czy wybrać znajome zakątki o niewielkim nachyleniu dróg? Objechać pobliskie asfalty? A może sprawdzić możliwości nowego roweru, który wisi na strychu od kilku miesięcy i czeka na prawdziwe wyzwanie, bo przecież nie można nazwać sprawdzeniem roweru tych czterdziestu kilometrów po asfalcie! Wybieram wyjazd w góry. Po maratonach w Radkowie i Świnoujściu podjazdy nie powinny sprawić mi problemu.

środa, 14 czerwca 2017

Ćwierkająca ściana

-ćwir, ćwir... - głośne, natarczywe ćwierkanie rozlega się gdzieś blisko... tylko gdzie? Nie widzę źródła dźwięku. Podchodzę do ściany domu... Ej, ćwierkanie rozbrzmiewa w … ścianie! Jak to możliwe?
 To akurat proste- para sikorek zagnieździla się w otworze wentylacyjnym naszej chatki i teraz ich młode domagają się jedzenia. Jeśli podejść za blisko i próbować zajrzeć, milkną spłoszone.Jeśli w środku akurat jest któreś z rodziców- rozlega się dźwiek podobny syczeniu. Nigdy bym się nie spodziewała, że sikory mogą wydobywać z siebie taki głos!

piątek, 6 maja 2016

Biegając boso nie tylko po trawie

Kto lubi biegać boso po trawie? No pewnie prawie każdy! My też. Zatem komenda buty zostawiamy na półkach bardzo nam się podoba. Gdzie usłyszałyśmy takie słowa? Ano w bardzo niezwykłym  miejscu oddalonym od Trzebiatowa o zaledwie kilka kilometrów. Tym miejscem jest Park Edukacji i Rekreacji Mandragora w Gąbinie. Pierwszy raz byłyśmy tam w kwietniu ubiegłego roku, ale było jeszcze chłodno nic nie kwitło. Obiecałyśmy sobie, że wrócimy w to miejsce w bardziej sprzyjających warunkach.
Park Edukacji i Rekreacji Mandragora to część kompleksu ogrodowego Hortus. Można tu zatem odpocząć, czegoś się nauczyć i zakupić cudowne kwiaty i krzewy.

sobota, 11 lipca 2015

Pierwszy dzień urlopu- w ogrodzie :)

Poranek blogerki

Obudziłam się późno, bo przecież ósma to dla mnie środek dnia. Widać tego potrzebowałam. Miało być spokojnie i leniwie, ale... ekspres do kawy zawołał, że należy go wyczyścić, zlew był pełen, dom należało trochę uprzątnąć. No i tak czekając na kawę, zeszło mi do 11.00. A potem pojechałam na działkę, bo przez ostatnie dni, gdy na zmianę mieliśmy tropikalne upały lub ulewne deszcze, moje chwasty porosły do monstrualnych rozmiarów. Chyba już tylko ja orientowałam się, gdzie co może rosnąć.

sobota, 4 kwietnia 2015

Pogodnych Świąt !

Sobotnie popołudnie. Za chwilę wsiądę na rower i pojadę nad Bałtyk. To taka moja tradycja. Posiedzieć i pomyśleć. Pogoda sprzyja wycieczce- świeci ostre słońce, a wiatr wreszcie ucichł. 
W powietrzu czuć wiosnę. Zieleń zaczyna się panoszyć, pojechałam na działkę i ze zdziwieniem zauważyłam rozbite pąki to tu, to tam. Kwitną żonkile i forsycja i jeszcze jakieś niebieskie kwiatuszki, które nie wiadomo skąd się wzięły. W parku też coraz zieleniej. 

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Z wizytą w magicznym ogrodzie

Zgodnie z planem Chuda postanowiła wracać do Szczecina rowerem, a że nie miałam sprecyzowanych planów na niedzielę- Ślubny był w pracy- postanowiłam więc ją trochę "odprowadzić". Google maps podpowiedziało nam drogę przez Nowogard, zatem zdecydowałyśmy się tę drogę obrać. Przy okazji chciałam odwiedzić przyjaciółkę w pewnym niezwykłym ogrodzie.


 No i okazało się, że przyjaciółka nie przyjmuje do wiadomości, że chcemy zjeść obiad w jakiej pizzerii w Nowogardzie- zostałyśmy zaproszone na obiad. 
Gdy zaplanowana była już i trasa i postój, mogłyśmy ruszyć przed siebie. O 12.00 wyjechałyśmy spod bloku. Grzało mocno, ale my po pierwsze lubimy ciepełko, a po drugie używamy bardzo wysokich filtrów przeciwsłonecznych. Do Gryfic jechałyśmy drogą główna, która była dosyć ruchliwa, więc nie pogadałyśmy sobie. Jednak po skręcie na Trzygłów mogłyśmy już nie tylko rozkoszować się pięknymi pejzażami, zapachami, ale także swoim towarzystwem. Słońce, pachnący igliwiem las, zieleń pól, czerwony maki i niebieskie chabry wprawiały nas w zachwyt bliski euforii.


 Dojazd do Nowogardu zajął nam dwie i pół godziny. Przyjaciółka i jej mąż przyjęli nas po królewsku: czekał na nas pyszny obiad z deserem, kawa i ciasto. Chuda odpoczęła trochę i ruszyła w dalszą drogę, ja jeszcze zostałam, gdyż w magicznym ogrodzie moje przyjaciółki i w jej towarzystwie czuję się doskonale i trudno było mi się z nią rozstać. 


Dopiero przed 17.00 zdecydowałam się na powrót do domu. Nie wybrałam jednak najkrótszej trasy, gdyż chciałam jeszcze zajrzeć nad Bałtyk. I tak kolejne 4 godziny spędziłam na rowerze. Po drodze mijałam wioski, miasteczka, łąki, las. Dojechałam najpierw do Kamienia Pomorskiego, a potem przez Pobierowo do Trzęsacza. 


Na Bałtyku już rozwijała się burza, która kilka godzin później nadciągnęła nad Trzebiatów.

I jeszcze drogowa refleksja na koniec:


Przed Golczewem zobaczyłam łąkę. Nie było w niej nic nadzwyczajnego. Ot, kwitnące trawy. A jednak zatrzymałam się, by ja sfotografować. ściągnęłam rower na trawę, weszłam między kwitnące źdźbła. Nagle usłyszałam potworny, głośny świst. Tuż obok w ogromnym pędzie, hacząc prawymi kołami o pobocze przemknął tir. Mam bujną wyobraźnie. Nie chcę wiedzieć, czy gdybym była na drodze, wyprzedziłby mnie z zachowaniem bezpiecznej odległości, czy w podmuchu, jaki się za nim wytworzył , utrzymałabym rower...



wtorek, 1 kwietnia 2014

Spacer po trzebiatowskim parku

Zgodnie z obietnicą, dziś zabieram Was do trzebiatowskiego parku. Myślę, że nie ostatni raz. Tym razem bowiem skupię się znów na kwiatkach, listkach i gałązkach. Jest to jednak założenie o tak ciekawej historii, że z pewnością przybliżę Wam ją, gdy tylko zrobię odpowiednie zdjęcia, mogące zilustrować opowieść o Królewskim Gaju. 

W niedzielne przedpołudnie mieliśmy wybrać się ze znajomymi na zbiór podbiału. Niestety znajomi, po sobotnim ognisku, nie wstali, więc podbiał jeszcze poczeka. Natomiast mój pies czekać nie chciał. Wzięłam więc kudłacza, i wyszłam na spacer w towarzystwie T., który nie przegapił okazji do ponabijania się ze mnie, gdy tak latałam od kwiatka do listeczka. 

Na poniższym zdjęciu - dla dociekliwych - ukryła się jaszczurka:









 "Skąd ja wiedziałem, że do tego drzewa też poleziesz?" ;)



 Cóż, moich zachwytów nad stanowiskiem widłaka T. nie umiał zrozumieć. Ani to ładne, ani pachnące, ot zielone.
 Moja fascynacja "drzewami w żółte" plamy też wprawiła go w lekkie zaskoczenie. :)
Na razie zdjęć jeszcze pewnie trochę będzie, póki nie wyjadę w góry, gdyż tam trudno o internet. Ale w maju pewnie zasypię Was górskimi widoczkami i zdjęciami kolejnych roślinek, zwierzątek i innych "niezmiernie ciekawych" obiektów ;)

wtorek, 11 marca 2014

Filiżanki z kwiatami- Yamasen Fine Porcelain 24 Gold Collection i inne cudeńka

Zaparzyłam zieloną herbatę, przy jej aromacie opowieść snuje się łatwiej, a będzie o to opowieść o filiżankach w kwiaty. Mam ich sporo w kolekcji, bo sama takie wybieram , gdy przeczesuję bazarki i sklepy, a i moi bliscy właśnie takimi najczęściej mnie obdarowują.

czwartek, 4 lipca 2013

Wieczorne rękodzielnictwo

Zaparzyłyśmy z Czesią białą herbatę z płatkami róży. Zapachniało... Usiadłyśmy na łóżku i ... zajęłyśmy się "dłubaniem". Ja z racji nowej dostawy wełny czesnakowej zaczęłam filcować kolorowe kwiaty, Czesia wzbogacała swoja kolekcję drobnych kolczyków (dla małych kolonistek,które chętnie odwiedzają Basztę).




Rozmawiałyśmy niewiele, co jakiś czas wymieniając się pogladami na temat właśnie tworzonego dziełka, Czesia opowiadała o wydarzenaich dnia. A dzień obfitował w dobre wiadomości, więc i Czesia była w nastroju pogodnym, by nie rzec euforycznym. 
I tak schodził nam jasny o tej porze roku wieczór.
A efekty naszej dłubaniny wyglądają tak: 







 


I jeszcze kilka filcowych kwiatków, które już wiszą w Baszcie Kaszanej: