Moje wizyty w bibliotece zazwyczaj są
krótkie, a decyzję o wyborze lektury na najbliższe dni muszę
podejmować szybko. Łapię więc książki, które w jakiś sposób
wpadną mi w oko. Nie inaczej było i tym razem. Przyznacie, że
tytuł „Wiedźmy na gigancie” jest intrygujący. Złapałam zatem
książkę z trzema mufinkami na okładce i poleciałam (prawie jak
wiedźma na miotle) dalej na zakupy w mieście.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biblioteka. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 kwietnia 2019
środa, 3 maja 2017
Początek maja z książką
Kolorowy plakat zachęcał do odwiedzenia Pałacu nad Młynówką. Pogoda choć słoneczna była jednoczesnie chłodną i wietrzną. Nie sprzyjała rowerowym eskapadom. Postnowiłam więc skorzystać z zaproszenia Trzebiatowskiego Ośrodka Kultury. Tym bardziej, że w czasie porządków w domowej biblioteczce okazało się, że kilka bibliotecznych książek zawieruszyło się w naszych zbiorach. Spakowałam je więc do sakwy i pojechałam nad Młynówkę. Przywitałam się z ulubionymi bibliotekarkami, a że do spotkania czytelniczego było jeszcze sporo czasu, zwiedziłam wystawę "Sztuka czterech kontynentów". Zajrzałam do czytelni, gdzie wyświetlano film o Trzebiatowie, przeszłam się pałacowymi korytarzami, które bardzo lubię. Tu i ówdzie można było spotkać zwiedzających, zachęconych szeroko otwartymi drzwiami Pałacu i wystawionymi na dziedzińcu stolikami. Goście rozsiedli się zarówno w wygodnych fotelach, jak i na ławkach wokół wielobarwnego klombu.środa, 7 maja 2014
Misja "Bibliotekarz IV"
Wśród niezwykle ciekawej spuścizny po naszym ojcu (tej materialnej i tej duchowej) otrzymaliśmy z rodzeństwem całkiem sporą bibliotekę. Ojciec od młodości pasjonował się literaturą i przez całe życie kupował książki. Dostawał je tez w prezentach od bliskich i mniej bliskich. Pod koniec życia jego biblioteczka liczyła ok. 1000 książek. Przynajmniej tyle przypominam sobie z katalogowania, w którym pomagałam w latach osiemdziesiątych. Do akcji "Bibliotekarz IV" jak nazwałam porządkowanie książek, zbierałyśmy się długo. Wreszcie siostra zarządziła: sprzątamy, dzielimy, pakujemy.
Zaopatrzyła się w wielkie worki, niestety zapomniała o maseczkach pyłowych i rękawiczkach sylikonowych. W efekcie po kilku godzinach pracy wyglądałyśmy jak górnicy po szychcie.
A praca była pasjonująca. W biblioteczce ojca można było bowiem natrafić na prawdziwe "perełki" najbardziej ubawiła nas ekonomia polityczna socjalizmu oraz równie interesujące dzieła w języku rosyjskim.
Z drugiej strony półki obfitowały w prawdziwe białe kruki: Dzieła Mickiewicza i Słowackiego wydane w 1921 r, jeszcze starsze wydanie Hamleta w oryginale...
Obok pism o perspektywach socjalizmu -komunizmu- Nowy Testament. Obok Mickiewicza - gazetowe wydanie jakiegoś kryminału...
Ojca ciekawiło wszystko, więc i książki gromadził z różnych dziedzin. Szczególnie ukochał jednak reportaże z wypraw wysokogórskich i oceanicznych. Czym bardziej ekstremalnie, tym lepiej. Druga miłością ojca była historia, stąd komplet tzw. ceramowski.
Porządkowaniu towarzyszyły wspomnienia:
- tę książkę tata dał mi na obóz, ale była dla mnie za trudna.- siostra wskazała na jakiś reportaż, a ja przypomniałam sobie, że mogła mieć wtedy jakieś 11 lat.
- No, mnie też tym katował.- uśmiechnęłam się do swoich wspomnień. Gdy moje koleżanki czytały "Anie z Zielonego Wzgórza", mnie przyszło czytać wspomnienia Wandy Rutkowskiej... a trzeba pamiętać, że jako dyslektyk zaczęłam czytać dopiero w wieku 10 lat.
Moją ulubioną lekturą tego okresu była... "Lilavati", jakże dobrze uczyło się z tej książki matematyki. To była prawdziwa przygoda!
I tak opowiadając anegdoty czytelnicze układałyśmy książki na stosiki: moje, siostrzane, do przerobu, do biblioteczki wakacyjnej w Domku pod Orzechem. W tym czasie odwiedzały nas różne osoby: kuzynka, bratowa z bratanicą, mój syn. Stawali się oni uczestnikami naszej misji, dołączali się do wspomnień...
- A pamiętasz... - i płynęła kolejna anegdotka.
Moje 4 worki częściowo przywiozłam nad morze, resztę zabiorę następnym razem. Do "Domku pod Orzechem" trafiły niektóre reportaże większość historycznych książek Bidwella (och zaczytywałam się w tych biografiach!) , trochę beletrystyki lżejszych lotów (niewiele jej tam było, ale coś się znalazło).
Podejrzewam, że gdy odkopię wszystkie swoje trofea, to pewnie jeszcze nie jeden wpis się pojawi.
środa, 15 maja 2013
"Czytanie na trawie"
Chwytliwy tytuł - prawda? Pod takim hasłem w pałacowych ogrodach w Trzebiatowie obchodzono X Tydzień Bibliotek . Miejsce cudne i urokliwe- w pobliżu pałacu i płynącej poniżej Młynówki.
Na trawie rozłożono koce i poduchy, kilkoro wolontariuszy wystylizowano na XIX w. towarzystwo rodem z "Śniadania na trawie" Moneta - to ubrane:)
O 12.00 na kocach zasiadła zaproszona młodzież- gimnazjaliści i moja szósta. Wysłuchali wierszy Tuwima (wszak to rok tego poety), sami przeczytali kilka wierszy. Potem swoje utwory czytała dyrektor Trzebiatowskiego Ośrodka Kultury- Renata Korek. Warto dodać, że pani dyrektor jest człowiekiem renesansu, maluje, pisze wiersze i ma głowę pełną niesamowitych pomysłów.
Później był jeszcze biblioteczny rap, rysowanie karykatur, malowanie lokomotywy na betonie.
Nie zabrakło i poczęstunku- jak śniadanie tośniadanie. Dzieciaki dostały ciastka i napoje. A ja zaostałam okrzyknięta najukochańszą panią! Pewnie. Przecież nie siedzieliśmy w dusznej klasie i nie dyskutowaliśmy "na sucho" o roli bibliotek w życiu kulturalnym, a wylegiwaliśmy się na zielonej trawce i uczestniczyliśmy w owej kulturze. A jutro będziemy mieli materiał do dyskusji i pisania sprawozdania.
Na zakończenie naszej wizyty zwiedziliśmy jeszcze pałacowe muzeum oraz bibiotekę dla dzieci i dla dorosłych. W pałacowym muzeum była pierwszy raz po remoncie i zrobiło ono na mnie ogromne wrażenie, muszę się tam wybrać z dziewczynami , zrobić zdjęcia i dopiero wtedy o nim opowiedzieć.
A tak a propos Moneta: rozmowa sprzed chwili:
- Dostałam 5 za Twoje nenufary- komunikuje mi Chuda przez komunikator.
- Jakie nenufary- jestem kompletnie zaskoczona. O ile sobie przypominam, Chuda pisała o Wyspiańskim, a nie o Monecie. Bo chyba jej o Moneta chodzi, a nie o zdjęcie lilii wodnych, które wykonałam jakiś czas temu w japońskim ogrodzie w Gryficach.
- Zaliczałam postmodernizm, a tam Twoje nenufay, więc opowiedziałam o Twojej obsesji na tle tego obrazu i jak mnie przez pół Londynu ciąglęłaś do Tate Modern, by go obejrzeć.
No rozjaśniło mi się w głowie. Żółto- niebieskie nenufary- ostatnie , jakie namalował Monet. Zielonego koloru już nie widział. Uwielbiam ten obraz i rzeczywiście do Tate Modern z jego powodu Chudą ciągnęłam, bo była to już moja druga wizyta w tej galerii. Mam tam kilka ulubionych obrazów, ale ten jest szczególny i z przyjemnością sobie przed nim posiedziałam.
- No i o tym, że niedowidział tez powiedziałam. A potem o "Ofelii", że zawiedziona byłam wielkośćią obrazu . - to już o obrazie Millaisa, który można podziwiać w Tate Britain.
I tak oto kolejny raz okazało się, ze podróże kształcą, a dziećmi warto rozmawiać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zdobyta wiedza może się przydać:)
A tak a propos Moneta: rozmowa sprzed chwili:
- Dostałam 5 za Twoje nenufary- komunikuje mi Chuda przez komunikator.
- Jakie nenufary- jestem kompletnie zaskoczona. O ile sobie przypominam, Chuda pisała o Wyspiańskim, a nie o Monecie. Bo chyba jej o Moneta chodzi, a nie o zdjęcie lilii wodnych, które wykonałam jakiś czas temu w japońskim ogrodzie w Gryficach.
- Zaliczałam postmodernizm, a tam Twoje nenufay, więc opowiedziałam o Twojej obsesji na tle tego obrazu i jak mnie przez pół Londynu ciąglęłaś do Tate Modern, by go obejrzeć.
No rozjaśniło mi się w głowie. Żółto- niebieskie nenufary- ostatnie , jakie namalował Monet. Zielonego koloru już nie widział. Uwielbiam ten obraz i rzeczywiście do Tate Modern z jego powodu Chudą ciągnęłam, bo była to już moja druga wizyta w tej galerii. Mam tam kilka ulubionych obrazów, ale ten jest szczególny i z przyjemnością sobie przed nim posiedziałam.
- No i o tym, że niedowidział tez powiedziałam. A potem o "Ofelii", że zawiedziona byłam wielkośćią obrazu . - to już o obrazie Millaisa, który można podziwiać w Tate Britain.
I tak oto kolejny raz okazało się, ze podróże kształcą, a dziećmi warto rozmawiać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy zdobyta wiedza może się przydać:)
piątek, 30 listopada 2012
Trzebiatowski Ośrodek Kultury ma już 20 lat
W Trzebiatowie jest wiele miejsc, o których warto i trzeba
wspominać. Wiele się tutaj dzieje. Z Marzenką planujemy już od dłuższego czasu
wycieczkę z aparatem, by sfotografować zabytkowe kamienice, zachwycić się
detalami, a potem o tym wszystkim napisać.
Na razie z powodu niesprzyjającej aury zamykamy się w murach.
29 listopada 2012 r miałyśmy okazję uczestniczyć w ważnym
wydarzeniu kulturalnym naszego miasta- 20-lecie działalności obchodził
Trzebiatowski Ośrodek Kultury, czyli kulturalne serce miasta.
Z tej okazji do Pałacu zaproszeni zostali przyjaciele i
sympatycy TOK-u, w tym my. Na początku obejrzałyśmy ciekawą prezentację ukazującą dorobek
placówki, a było co pokazywać, bo w Pałacu od lat dzieje się bardzo wiele. Organizowane
są koncerty, wystawy, konkursy. Działają koła zainteresowań dla dzieci i
dorosłych, wzbogacany jest wielotomowy
księgozbiór biblioteczny.
TOK jest także organizatorem największych imprez
plenerowych: Sąsiadów i Święta Kaszy.
W drugiej części uroczystości wystąpił zespól kameralny „La Donna e Mobile”, prezentując najpierw polskie tańce a następnie utwory Straussów
i Brahmsa. Zespół tworzą artystki Filharmonii Koszalińskiej, a towarzyszy im niezwykle dowcipny konferansjer, obdarzony specyficznym poczuciem humoru. Dzięki zestawieniu odpowiednio dobranego repertuaru z humorystycznym podejściem do muzyki koncerty zespołu podobają się melomanom i słuchaczom na co dzień odbierającym inne gatunki muzyczne.
W przerwie trzebiatowscy licealiści, w tym Marzena , przeczytali
fragmenty „Pana Tadeusza”.
Kolejnym punktem programu były życzenia od zaproszonych gości, zarówno włodarzy gminy,
dyrektorów zaprzyjaźnionych placówek , jak i całej rzeszy sympatyków .
Uroczystość pokazała, jak wielkim uznaniem i autorytetem
cieszy się dyrektor TOK pani Renata Teresa Korek oraz , jak ważna jest kierowana
przez nią instytucja dla naszego miasta.
Myślę, ze o historii i współczesności TOK można by napisać
pracę magisterską. Postaram się któregoś dnia napisać szerzej o tym miejscu. Teraz
tylko jeszcze kilka słów od siebie.
Dla nas Pałac jest miejscem odwiedzanym bardzo często i przy
różnych okazjach. Należymy do stałych bywalców biblioteki, uczestniczymy w
konkursach – kilka razy dzieciaki były laureatami zarówno konkursów
plastycznych, jak i literackich czy recytatorskich. Uczestniczą też w koncertach-
nie tylko jako słuchacze, ale i jako artyści. W pałacu nie czujemy się gośćmi, lecz raczej
członkami pewnej pałacowej społeczności.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





