Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chodzież. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chodzież. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 marca 2014

Filiżankowe miniaturki

Zaparzyłam białą herbatę z różą i napełniłam aromatycznym naparem dwie filiżaneczki- Chuda jeszcze jest w domu, więc mi towarzyszy. Komplet , z którego sączymy naszą herbatę jest elementem prezentu, jaki dostałam od Gui i jej Macieja na Gwiazdkę rok temu. Filiżaneczki wyglądają jakby je z serwisu dla lalek ktoś zabrał, więc i dolewania będzie sporo.


Wszystkie dzisiejsze bohaterki mają podobny rozmiar- trochę większego naparstka :) Część z nich to typowe proste filiżanki do czarnego esspresso, część ma kształt "herbaciany". Łączy je rozmiar.
Za pierwszą w tej kolekcji miniaturek należy uznać przedstawicielkę 12 osobowego serwisu z cudnymi chabrami. Dostałam go w czasie swoich studiów w Opolu ponad 25 lat temu.


Inną filiżaneczką z anegdotą jest owo maleństwo z Chodzieży. Piłam z niej herbatę, ilekroć odwiedzałam wdowę po chrzestnym mojego Ślubnego. Wdowa była rodowitą Wielkopolanką i mówiła gwarą wielkopolską, co mnie ogromnie fascynowało (sama przecież mówię gwarą śląską). Po jej śmierci filiżanka została mi sprezentowana.

Kolejna część kolekcji to znów prezenty. Najczęstszymi ofiarodawcami tej części zbiorów były moje wówczas jeszcze mocno nieletnie dzieci. Cena tych cudeniek nie przekraczała najczęściej tygodniowego kieszonkowego, więc Maluchy mogły sobie pozwolić na taki prezent dla mamy. Filiżanka z Mikołajkami jest trochę późniejsza i pochodzi z kolekcji AVONu.



To niewielkie cudo z żółtą różyczką pochodzi z kolekcji Rosenberg.


W pewnym momencie dzieci, zwłaszcza Chuda zorientowały się, że ceny filiżanek używanych, przywożonych na targowisko z tzw. wystawek są jeszcze bardziej przystępne i zaczęło się polowanie na okazje. Często spacerowaliśmy wspólnie i wybierali kolejne eksponaty.

Filiżaneczka z rokokowym wzorem pochodzi z Chin. 

To niebieskie cacko, zachowane w bardzo dobrym stanie pochodzi z lat czterdziestych ubiegłego wieku, a wyprodukowano je, jak głosi sygnatura w niemieckim Ilmenau. 
Tę filiżaneczkę, rodem z Wałbrzycha, ktoś chyba bardzo lubił, nim trafiła najpierw na targowisko a potem do mojej kolekcji, gdyż złocenia są mocno wytarte. 

Ćmielowskie cacko z delikatnej porcelany należy do moich ulubionych. Zgodnie z sygnaturą prawdopodobnie powstało w okresie międzywojennym. I  należy do kolekcji specjalnej.


Została nam taka oto sierotka, sierotka podwójna, bo bezimienna. Brak sygnatury utrudnia mi znalezienie jej pasującego talerzyka. Ale myślę, że w czasie kolejnych wizyt na ulubionym zbiorowisku cudów wszelakich w Mirsku znajdę i dla niej odpowiednie towarzystwo. No i w ten sposób dotarliśmy do kolejnej zapowiedzi- następna gawęda będzie o skarbach wygrzebanych na targowiskach. 

poniedziałek, 24 lutego 2014

Filiżankowa gawęda

Zacznę od anegdoty usłyszanej przed laty w Opolu, gdzie studiowałam filologię polską. Było to na tyle dawno, że czasami zastanawiam się, czy rzeczywiście spędziłam w Opolu trzy lata. Było to w czasie zajęć z leksykologii i leksykografii, która to była moim ulubionym przedmiotem w owym czasie.  Pani doktor wykładająca przedmiot opowiedziała, jak pewien Japończyk, językoznawca, zapytany o to, jakie pamiątki zabierze z Polski odpowiedział, że imię dla swojej córki. „A jakież to imię”- zapytali zdziwieni naukowcy. „FILIŻANKA”- odpowiedział Japończyk. Podobnie jak ów naukowiec uważam słowo „filiżanka” za najładniejsze w polskim słowniku.
Filiżanki fascynowały mnie chyba od zawsze. Nie wiem, czy to ze względu na ich kruchość, czy przeznaczenie. Pierwszą filiżankę dostałam w prezencie komunijnym, Była to  porcelana z Chodzieży (jak informuje ledwo widoczna pieczątka), na którą artystka ludowa z Opola naniosła charakterystyczny delikatny opolski wzór. 

Postawiono ją w towarzystwie resztek chińskiej porcelany, która przetrwała wojenną pożogę. 


Babcia opowiadała, że z całego serwisu udało się uratować zaledwie cukiernicę i jedną filiżankę. Reszta została zniszczona przez wkraczających do kraju Rosjan, którzy byli pewni, że złocenia tych przedmiotów to prawdziwe złoto i… obtłukiwali je z reszty, niszcząc bezpowrotnie przepiękna porcelanę. Mieli ponoć całe skrzynie pełne skorup.


Przyglądałam się tym osieroconym cackom, schowanym w kredensie na wysoki połysk.  Z czasem do kolekcji dołączyła komunijna filiżanka mojej siostry.  Zamazana ledwo widoczna sygnatura wskazuje, że komplet składający się z filiżanki, spodeczka i talerzyka pochodzi z Bogucic, zaś domorosły artysta naniósł na talerzyku złoty napis „pamiątka pierwszej komunii świętej”.


Z tej wspomnieniowej części kolekcji pochodzi jeszcze filiżanka z rodzinnego serwisu. I choć wzór wydaje się podobny, to komplet pochodzi z faktury w Tułowicach.


I na zakończenie tej części filiżankowej opowieści jeszcze jeden zestaw śniadaniowy- podarowany mi przez siostrę (wygrzebany na targu staroci). Zestaw wyprodukowano w… Chodzieży(!), o czym informuje sygnatura na talerzykach. Ta na filiżance wygląda zupełnie inaczej, niestety nie udało mi się jej znaleźć w katalogach.


Mam w planie opowiedzieć więcej o swojej kolekcji, która obecnie liczy już ponad 50 filiżanek. Czekajcie zatem na ciąg dalszy .