Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą refleksja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Ja codzienna, ja wakacyjna


 Napisałam siebie od nowa. Latami układałam słowa, które miały mnie przeprowadzić w przyszłość. Oswajałam swój nowy świat. Wzięłam w dłonie swoje Ja wakacyjne, ciepłe, łąkowe, szczęśliwe i przyglądałam mu się z bliska. Tuliłam do serca. Porównywałam Ja codzienne do Ja wakacyjnego. Przymierzałam niczym sukienkę szytą na miarę. Obracałam się przed lustrem, sprawdzając, czy owo wyśnione i wymarzone Ja wakacyjne przystawać będzie do codzienności. Mierzyłam, rozciągałam, naciągałam i marszczyłam, bo szare ja codzienne było jakoś skurczone tu i ówdzie, a gdzieś rozlane smutkiem. Wreszcie szare, codzienne Ja poczułam się dobrze w nowej sukience i oto pokazałam światu nowe oblicze.

czwartek, 31 grudnia 2020

Blaski i cienie- podsumowanie roku 2020


Co cztery lata z niepokojem rozpoczynam rok. Nie żebym była jakoś strasznie przesądna, ale lata przestępne wzbudzają mój niepokój, zwłaszcza, że największe życiowe wstrząsy od najmłodszych lat zdarzały mi się w latach przestępnych (urodziłam się także w takim roku, 8 lat później zmarła moja mama). W Sylwestra 2020 też powiem uff, choć rok dał się w kość innym, bo w moim życiu prywatnym i blogowym okazał się owocny i udany, ale dopiero, gdy wybije północ mnie opuszczą irracjonalne obawy. Zapraszam na podsumowanie.

Blaski i przebłyski słońca 2020


Gdy rozpoczynaliśmy remont, nikt jeszcze nie przypuszczał, że niedługo świat stanie na głowie. Ekipa budowlana weszła i jak gdyby nigdy nic zaczęła działać. Przez pół roku żyliśmy na placu budowy, a pod koniec lipca mogłam odetchnąć z ulgą. Poddasze z niewielkimi zmianami przypominało moją wizję. 1 sierpnia pokazałam światu efekty i … natychmiast pojawili się chętni na noclegi. Dzięki temu w czasie wakacyjnego zluzowania rygorów sanitarnych w Domku pod Orzechem nie zamykały się drzwi. Z placu budowy trafiliśmy na dworzec. A kolejni goście szybko stawali się bliskimi znajomymi. 

Odwiedzali nas także bliscy i dalsi znajomi z czasów przed gierczyńskich, spragnieni wiejskiego spokoju i odskoczni od miejskiego zgiełku. Z tego też powodu wielokrotnie gościliśmy rodzinę.

Paradoksem zda się fakt, że w ciągu minionych miesięcy nawiązaliśmy więcej znajomości niż przez poprzednie kilka lat.

Niejako w cieniu remontu i towarzyskich spotkań przy kawie, herbacie lub ognisku doskonaliłam swoje umiejętności w zakresie serowarstwa. Sery kozie w kilku smakach szybko znalazły grono prawdziwych miłośników.

Z powodzeniem morsowałam, szyłam, uprawiałam ogród , czytałam i recenzowałam książki.

Wspólnie z Gui i Małą M. przeszłyśmy sporą część Gór Izerskich, z kultowymi schroniskami w Orlu i Chatką Górzystów. Przed samym zamknięciem granicy odwiedziłyśmy też czeskie Izerskie.


Z dalszych podróży zaliczyłam jedynie kilka razy Wrocław w ramach odwiedzin u córek oraz Gdańsk, gdy byliśmy na ślubie syna.


Cienie i smutki 2020

Skłamałabym, pisząc, że pandemia zupełnie mnie nie obeszła. Przez ponad pół roku towarzyszył mi podskórny strach o najbliższych i tęsknota, za tymi, których nie mogłam odwiedzić. Nie pojechałam do teściów, przez jakiś czas nie widywałam się także z dziećmi.

Znacznie rzadziej jeździłam rowerem, bo albo wiało, padało, albo znajdowałam inne wymówki (trochę mi wstyd z tego powodu)

Utknęłam na entej wersji swojej powieści, której zakończenie dumnie ogłosiłam rok temu. Teraz jestem w trakcie dopisywania kilku scen, poprawiania niedociągnięć.


No i mimo najszczerszych chęci nie zrzuciłam tych 2 kg, o których pisałam na początku roku. Są sobie nadal i mają się dobrze (będzie nad czym pracować w nowym roku).


Blogowe podsumowanie roku 2020

Blogowanie ma sens, gdy są czytelnicy i komentatorzy. W tym roku byliście ze mną, a grono wiernych czytelników trochę się powiększyło.

Odwiedziliście nas 285 tysięcy razy, zostawiając 4670 komentarzy. Za każde odwiedziny i pozostawienie po sobie śladu w postaci komentarza bardzo Wam dziękujemy, bo przecież dla was piszemy :) A powstały 142 posty blogowe (nieco mniej niż rok wcześniej, co spowodowane było brakiem dalszych podróży oraz skupieniem się na remoncie, a potem na celebrowaniu codzienności)



Tematyka postów dotyczyła:

  • wycieczek po Górach Izerskich, w tym bardzo popularny cykl wycieczek z Małą M.
  • gotowania
  • codzienności w Domku pod Orzechem
  • czytania.

Przeczytaliście też kilka tekstów sponsorowanych, dzięki którym blog daje mi niewielkie korzyści finansowe. Ciekawym doświadczeniem była też współpraca blogerska, dzięki której z jednej strony poznałam kilkoro świetnych blogerów, przy czym były to zarówno spotkania wirtualne jak i osobiste w Domku pod Orzechem, z drugiej wzmianki o blogu pojawiały się na innych stronach. 

Fot. Paweł Zatoński 


A teraz czas na moje ulubioną część podsumowania, czyli posty najczęściej odwiedzane i co z tego wynika.


Blogowe TOP 10 2020


  1. Domek pod Orzechem zaprasza
  2. Pierścień Tysiąca Jezior (Górek)2020
  3. Tajemnica Pogańskiej Kaplicy
  4. Huśtawka brazylijska DIY
  5. Życie na wsi kontra koronawirus
  6. Mała M. w Krainie Wyobraźni- Park Iluminacji w Topaczu
  7. Ósme urodziny bloga
  8. Mała M. w Chatce Górzystów
  9. Góry Izerskie-idealne miejsce nawycieczki z dzieckiem
  10. Zupa a la flaczki z koziej brody


Przyglądając się temu zestawieniu oraz kilku następnym pozycjom na liście, widać pewną zmianę w preferencjach czytelniczych. Z jednej strony najwyżej notowany post to przepis kulinarny, podobnie jak w ubiegłych latach. Przy czym wysoko jest także przepis na naleśniki z 2016 od lat utrzymujący się w czołówce i nie ujmowany w rocznych zestawieniach, natomiast flaczki z koziej brody okazały się hitem i utrzymują się na czołowych miejscach w wyszukiwarkach. Posty o wycieczkach z dzieckiem z jednej strony trafiają w gusta turystycznej części moich czytelników, z drugiej odpowiadają na zapotrzebowanie rodziców, szukających atrakcyjnych miejsc na wycieczki z dziećmi po górach. To samo dotyczy reportażu z Topacza- byłyśmy tam na początku Adwentu, a nasza blogowa relacja była trzecią w blogoserze, stąd wysokie miejsce w wyszukiwarkach. W TOP 10 znalazły się też dwie wiejskie notki: jedna pokazuje koniec remontu i była często udostępniana jako wizytówka Domku pod Orzechem, druga stała się atrakcyjna dzięki zestawieniu wiedzy o pandemii z naszym życiem.


Patrząc na blog od strony technicznej, przyznaję, że większą wagę przywiązuję do tego, by pisać nie tylko ciekawie i atrakcyjnie dla czytelnika, ale także staram się pisać tak, by dogodzić algorytmom google, dzięki którym blog jest widoczny w wyszukiwarkach i ma szansę zdobyć nowych wiernych czytelników.


Instagram i facebook


Istotną częścią mojego blogowania są profile na Instagramie i fb. Staram się, by działały one niejako autonomicznie, czyli treści dopełniały się, ale nie dublowały. Częściej niż w poprzednich latach korzystam z relacji na Ig , a na fanpage umieszczam sporo informacji, które nie pojawiają się na blogu. To tam przecież funkcjonowały obie akcje literackie. Warto też przypomnieć, że działa także fanpage Domku pod Orzechem, będący wizytówką naszej małej agroturystyki.

Wszystkie profile rozwijają się i choć może nie mają zawrotnej ilości fanów, to dzięki nim poznaję nowych ludzi i nawiązuję kontakty. Coraz bardziej doceniam Ig, jako miejsce nie tylko pokazywania zdjęć, ale także poznawania ludzi o podobnych zainteresowaniach.

 

Trochę się rozpisałam, ale takie porządkowanie na koniec roku zawsze się przydaje, pozwala usystematyzować swoje działania i poddać je analizie, wyciągnąć wnioski do dalszej działalności i rozwoju.


sobota, 19 grudnia 2020

Grudzień w rytmie slow


Stojąc o poranku na skraju lasu i obserwując wschód słońca, cieszę się, że mieszkam na takim odludziu w moim Domku pod Orzechem i żyję tak, jak chcę. W rytmie slow żyje się zdecydowanie lepiej i spokojniej. A w obecnej sytuacji, gdy w mieście czuje się narastający strach, irytację i zwykłe zmęczenie przedłużającymi się zakazami, tu prawie nic się nie zmienia. Słońce codziennie wstaje i codziennie zachodzi, a grudniowe dni są krótkie, ale piękne i intensywne.

niedziela, 1 listopada 2020

Co roku o tej listopadowej porze


 Co roku, 1 listopada, dopada mnie ta sama nostalgia i refleksyjny nastrój. Nie mam potrzeby turystyki cmentarnej, a że moi bliscy pochowani są daleko, więc nie muszę ulegać jakimś tam,”bo wypada”. Z tego też powodu obecne ograniczenia nie dotknęły mnie w żaden sposób. Co roku jednak idę zapalić symboliczny znicz na opuszczonych grobach. I do tego Was dzisiaj zachęcam.

wtorek, 27 października 2020

Natura jest kobietą- o górach, protestach i jesieni


 Iść na Blizbor. Ta myśl siedziała mi w głowie od kilku dni. Zawsze coś jednak wypadało. Czas był emocjonujący, rodzinny. Sporo rozmawialiśmy przy kawie, herbacie i winie. A że rzeczywistość mamy dynamiczną to i nasze dyskusje takie były, tym bardziej, że i interlokutorzy o odmiennym zdaniu pozwalają na wysuwanie naprawdę ciekawych argumentów. Ale po tym wszystkim trzeba było odpocząć.

środa, 10 czerwca 2020

Kilka myśli ze spaceru po izerskiej łące


Czy ja już pisałam, że kocham swoje życie? Głupie pytanie! Jasne, że pisałam! Bo przecież nie sposób inaczej, gdy żyje się w takim miejscu jak moje.
Wczoraj po południu, gdy wydawało mi się, że jedyne, czego tego dnia już pragnę to usiąść z książką w fotelu, przypomniałam sobie o grzybach. Tak, tak, o tych, o których tak głośno w mediach, ze już są. I zamiast książki (a mam kilka ciekawych tytułów do przeczytania) złapałam kosz i poszłam w łąki.






wtorek, 2 czerwca 2020

Izerska magia wciaż trwa...


Mieszkam w Domku pod Orzechem już od trzech lat, a przyjeżdżam od prawie pięćdziesięciu. Wydawać by się mogło, że to dosyć czasu by przywyknąć, oswoić się, okrzepnąć, a nawet znudzić i znieczulić na codzienne widoki. A jednak jest zupełnie inaczej. Każdego dnia wychodzę przed dom i myślę: jak tu pięknie! Mieszkam w raju. Nawet wtedy, gdy... przed sobą widzę jedynie mleczną lepką mgłę albo szarą ścianę deszczu. 

niedziela, 31 maja 2020

Macierzyńska sztafeta pokoleń


Macierzyństwo to magia nie do opisania. Zaczyna się nim jeszcze zaczyna bić maleńkie serduszko i … nigdy się nie kończy. Bo choć utarło się pokazywać macierzyństwo przez pryzmat młodej kobiety z małym dzieckiem, to przecież nie przestaje się być mamą w dniu, gdy dziecko dorasta. Wręcz przeciwnie, to wtedy gdy dzieci wiją własne gniazda i do rodzinnego domu przyjeżdżają ze swoimi rodzinami macierzyństwo ujawnia się w pełni, bo to właśnie wtedy matka widzi nie tylko proces wychowania i kształtowania swoich dzieci, ale efekty wszystkich trudów macierzyństwa.

poniedziałek, 18 listopada 2019

Spacerując z Jasiem- refleksje o macierzyńswie

Z Jaśkiem na spacerze
Najlepsze pomysły przychodzą do głowy w czasie długich spacerów. Mając przed sobą przestrzeń oraz zieleń drzew, myśli odpływają nieraz bardzo daleko, a czasem bładzą całkiem blisko. Tak, jak moje dziś, gdy wędrowałam po zboczach Blizbora z Jasiem w wózku.

poniedziałek, 4 listopada 2019

Czego uczy życie w domu na wsi? Refleksje z Domku pod Orzechem

Mieszkam na odludziu, choć należałoby nasz przysiółek nazwać o wiele dosadniej. Nasz wiejski domek w górach leży prawie dwa kilometry od wsi do której należy, a zbocza Kufla dokładnie nam ją zasłaniają.  Na co dzień zatem widzimy zabudowania sześciu rodzin. A jeśli chcielibyśmy odwiedzić wszystkich sąsiadów, musielibyśmy przejść około 2 km. Położenie domu w górach, z dala od miasta i najbliższego sklepu , a nawet z dala od sąsiadów sprawia, że trzeba spojrzeć na życie z całkiem nowej perspektywy. Po dwóch latach od wyprowadzki z Trzebiatowa na wiele spraw patrzę inaczej.
Czego się nauczyłam? Zapraszam do lektury moich refleksji o blaskach i cieniach życia na wsi.

czwartek, 4 kwietnia 2019

Popieram protest nauczycieli


      Siedzę przed domem z widokiem na Pogórze Izerskie. Ludzie przyjeżdżają z daleka, by na chwilę pozachwycać się miejscem i widokiem. Ja mam go codziennie, zawsze, gdy tylko zechcę spojrzeć (no chyba, że jest mgła, wtedy czuję, że jesteśmy sami na świecie)
Wiosenne słońce prześwieca p,rzez rzadkie białe obłoczki, na pobliskich drzewach siedzą ćwierkające i świergoczące ptaki, a z dala słychać głęboki szum lasu poruszanego silnymi podmuchami wiatru.

czwartek, 14 lutego 2019

Kochaj siebie, realizuj marzenia

Przy okazji dzisiejszych walentynek będzie tekst przewrotny o miłości własnej. Nie, nie zamierzam nikogo namawiać do narcyzmu, któremu blisko już go egoizmu i egocentryzmu, choć odrobina zdrowego egoizmu też jest w życiu ważna. Jestem już w tym wieku, że z racji doświadczeń i przeżytych lat daję sobie prawo do wymądrzania się (choć ci, którzy znają mnie od wielu lat wiedzą, że zawsze miałam potrzebę wyrażania własnego zdania, ale też często się z moim zdaniem liczyli)

niedziela, 21 października 2018

piątek, 29 grudnia 2017

Wypić kawę z Górą

Piliście kawę z Górą? Nie na górze, obok góry lub pod górą. Nie??? To spróbujcie. To zupełnie ciekawe doświadczenie. Wiecie zaproszenie kogoś na kawę bądź herbatę, spędzenie z nim kilkunastu, kilkudziesięciu minut twarzą w twarz, tworzy więź.

piątek, 25 sierpnia 2017

Trójstyk - kilka refleksji o granicach

Granica między noca a dniem, niebem a ziemią
Granice... pierwsze skojarzenia? Granica państwa, granica wytrzymałości, wyznaczyć granice. Już te pierwsze myśli pokazują, jak różnie można te granicę postrzegać.

sobota, 1 listopada 2014

Pomiędzy światami....

Zdjęcia z facebookowej strony Radlina
Z Tatą na cmentarz chodziło się wieczorem. W zamglonym powietrzu unosił się zapach topionego wosku, mgła mieszała się z dymem zniczy... Stawaliśmy przy grobie Mamy, wpatrywaliśmy się światełka świec i zdjęcie na nagrobku. Ze zdjęcia patrzyła na nas młoda lekko uśmiechnięta kobieta. Taką ją zapamiętałam. 

poniedziałek, 21 października 2013

Dom

 

Pod koniec września odbyłam długo planowaną podróż. Podróż tę niemal wokół Polski i tę wgłąb samej siebie.
Zaczęło się w Iławie, o której Ruda pisała już TU. Trzy dni nad magicznym Jeziorakiem, rowery, rodzinne spacery i nasze 4M - 4 materace, których nie sposób pomylić z innymi - tylko my wprowadzamy wokół siebie taki chaos.
Z Iławy ruszyłam wraz z Marzenką do Wrocławia, gdzie dotarłyśmy, dzięki uprzejmości naszych znajomych, bardzo komfortowo. Mogłam zobaczyć, jak mieszka moja siostrzyczka, spojrzeć na Wrocław z jej perspektywy. Były muzea (Muzeum Architektury, Muzeum Współczesne, Muzeum Narodowe i Panorama Racławicka), galerie (tym razem handlowe), spacery po mieście. Wiele rozmów przerywanych krótkimi "A to jest budynek poczty" "To most grunwaldzki"... Dwa wrocławskie dni minęły jednak jak mgnienie oka i zanim się spostrzegłam siedziałam już w pociągu, wiozącym mnie do Domku pod Orzechem.
Dojechałam do najbliższej stacji, skąd czekał mnie jeszcze ośmiokilometrowy marsz, zanim wreszcie stanęłam przed upragnionymi drzwiami. Półtora dnia spędziłam w Domku sama, taki był też mój zamiar, miałam taką potrzebę. Czas ten spędziłam na lekturze, próbie sforsowania Góry rowerem, spacerach, odwiedzaniu sąsiadów. Później zjechała się rodzina i rodzina rodziny, zrobiło się tłoczno, gwarno i wesoło. 
Jednak i ten czas minął nadspodziewanie szybko. Znów siedziałam w pociągu, tym razem do Wrocławia, skąd miałam wracać do Szczecina. Z powodu opóźnienia jednego pociągu, drugi mi uciekł i moja wyprawa wydłużyła się o kilka godzin spędzonych w Poznaniu u Przyjaciela.

Ale opis mojej małej-wielkiej wyprawy ma stać się tylko pretekstem, dla krótkich rozważań o domu. O tym co ten dom tworzy. Bowiem podczas tak licznych zmian miejsca, w przeciągu tygodnia o domu mówiłam wielokrotnie, niemal zawsze w odniesieniu do innego z miejsc. Wzdychałam z ulgą "nareszcie w domu" wchodząc zarówno do wrocławskiego mieszkania Marzenki, otwierając drzwi Domku pod Orzechem, jak i wdrapując się schodami do mieszkania w Szczecinie, a także podczas rozmowy z Rudą "Będę w tygodniu w domu", mając na myśli Trzebiatów. I sprawdza się w moim przypadku powiedzenie, że dom twój tam, gdzie serce twoje.