Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czereśnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czereśnie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 lipca 2016

Codzienność w domu w górach

Gierczyńska codzienność zawładnęła mną całkowicie. Długie poranki przed domem przy filiżance kawy. Świergot ptaków, bzyczenie owadów,cykanie świerszczy i...terkot traktora- sąsiedzi koszą łąki, by zimą nie zabrakło zwierzętom siana. Zapach owych koszonych traw, aromat tysięcy gierczyńskich ziół, powiew wiatru... sielanka. Czas płynie rytmem zbierania owoców i ziół. W kuchni piętrzą się słoiki z czereśniowymi dżemami i jagodami.

piątek, 8 lipca 2016

Jak mogłam żyć bez drylownicy?

Gdy kilka dni temu wypestkowałam 3 litry czereśni a w perspektywie miałam kolejne wiadra owoców, stwierdziłam, że potrzebuję drylownicy. Po 40 latach ręcznego wyjmowania pestek z czereśni i wiśni dojrzała we mnie decyzja- muszę mieć drylownicę! Niewiele brakowało, a kolejne czereśnie znów pestkowałabym ręcznie, na szczęście jadąc wczoraj przez miasto zauważyłam przy sklepie napis: drylownice. Niewiele myśląc poszłam do sklepu i owo cudo kupiłam.

sobota, 18 lipca 2015

Jestem Czereśniową Księżniczką

Wychowałam się w cieniu ogromnej rozłożystej czereśni. Jej ciemnozielona korona była pierwszą rzeczą,jaką widziałam po przebudzeniu i rozsunięciu ciężkich zasłon w babcinej sypialni, gdzie wspólnie z siostrą nocowałyśmy w wielkim małżeńskim łożu, zajmując połowę, którą umierając opuścił dziadek. Druga połowa należała do babci.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Smak gierczyńskich czereśni

W ramach odpoczynku po pełnym ekspresji i wrażeń dniu w pracy postanowiłam odpłynąć w wspomnienia. Pomogła mi w tym zaprzyjaźniona blogerka, umieszczając u siebie aktualne zdjęcie "Domku pod Orzechem”.
Ostatnio było o trawach izerskich, dziś o… czereśniach. Znam przynajmniej kilka osób, dla których smak Gierczyna, to właśnie smak czereśni.
Dlaczego? Ano właśnie. W czasach dosyć odległych, gdy jako mała dziewczynka przyjeżdżałam w Izery, wzdłuż drogi do wsi i potem aż do Lasku (czyli Fersztla) rosły stare, powykrzywiane drzewa czereśniowe. Wczesnym latem obsypane były ciemnymi, prawie czarnymi, soczystymi i aromatycznymi owocami. W granicach naszego poletka rosły dwa takie drzewa. 
Jedno bliżej drogi, drugie- przy samym domu. To pierwsze drzewo pamiętam tylko z początkowych wyjazdów, któregoś roku przewróciło się. Na zdjęciu, które znalazłam w domowym archiwum (mam wtedy niecałe 10 lat) już go nie widać. Stoi za to dorodna jabłoń. Niestety, tego drzewa też już nie ma. Pewnego lata uderzył w nią piorun.


Druga czereśnia rośnie przy samym domu. Przez lata towarzyszyła mnie i mojej siostrze, a potem moim dzieciom. Pod nią bawiliśmy się i odpoczywaliśmy, a z jej soczystych owoców co roku powstają cudowne dżemy.





W okolicach Lasku rosną jeszcze inne czereśnie- dzikie (sama też sobie takie dwie wyhodowałam i mam już pierwsze owoce) 

Kwitnące czereśnie

W czasie moich wędrówek z dziećmi wyodrębniliśmy przynajmniej trzy gatunki „dziczek”- całkiem drobne, ale niezwykle intensywne w smaku- czarne oraz trochę większe w dwóch kolorach i smakach. Jedne ciemnożółte z rumieńcem- bardzo słodkie, wręcz lepkie od słodyczy i drugie ciemne- intensywne, ze specyficzną goryczką, mniej soczyste, ale sprawiające, że kompot z nich jest największym rarytasem.
Do dziś dzieci pamiętają nasze wyprawy na Kotlinę, aby nazbierać czereśni albo nad Przecznicki Potok, gdzie też rosły przynajmniej dwa duże drzewa. Z resztą na miedzach rosło ich całkiem sporo.
W ubiegłe wakacje czereśnie tak niesamowicie obrodziły, że przez kilka dni je zbierałam i przerabiałam. Robiłam nie tylko kompoty, ale i dżemy. Teraz są cudnym wspomnieniem lata, słońca, beztroski…



Żałuję tylko, że tak rzadko mam okazję  oglądać te drzewa w pełnym rozkwicie…

Na zboczu Blizbora