Drugim filmem, który obejrzałam jest „Zjawa” meksykańskiego reżysera
Alejandro Gonzáleza Iñárritu. Główną rolę zagrał Leonardo DiCaprio, który do
tej pory zdobył już wszystkie możliwe nagrody za tę kreację i trudno wyobrazić sobie,
że Oskar miałby trafić do kogoś innego w tym roku. Jest to film diametralnie
inny od wcześniej omawianej „Nienawistnej ósemki” Quentina Tarantino. Gdy tamta
w swej brutalności była prześmiewcza i karykaturalna, tak tu skrajny naturalizm
nie pozostawia miejsca na śmiech.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kultura. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 lutego 2016
wtorek, 16 lutego 2016
Krew w kinie czy może kina we krwi? cz. 1
Dzisiejszy wpis miał być pojedynczą kulturową notką, ale gdy usiadłam do pisania, okazało się, że się nie da - skończony tekst był zbyt długi, by zaprezentować go na raz, więc dzisiejszy wpis zapoczątkuje krótką serię na ten sam temat.
Krew pojawia się w filmach
często. Dotyczy to zarówno gatunków typowo „krwawych”, jak horrory czy filmy
katastroficzne, ale też produkcji sensacyjnych, kryminalnych czy
fantastycznych. Nie zawsze jednak należy patrzeć na nią w ten sam sposób.
Refleksja na ten temat chodziła za mną już jakiś czas i właśnie nadarza się
okazja, by nieco ją rozwinąć i wyjaśnić, bowiem byłam ostatnio w kinie na
trzech zupełnie różnych filmach, które łączyła duża dawka przemocy i krwi
właśnie. Produkcje, o których mowa, to „Nienawistna ósemka” Quentina Tarantino,
„Zjawa” Alejandro Gonzáleza Iñárritu oraz marvelowski „Deadpool” wyreżyserowany
przez Tima Millera (chociaż w tym przypadku od osoby reżysera istotniejsza moim
zdaniem jest przynależność postaci do uniwersum X-Menów).
Subskrybuj:
Posty (Atom)