Do świąt coraz bliżej, więc i świąteczne przygotowania nabierają tempa. Ten tydzień zaczęłyśmy na słodko, umawiając się na lukrowanie pierniczków. Przygotowałam całe mnóstwo elementów dekoracyjnych- kilka kolorów lukru, polewę czekoladową, cukiereczki, bakalie, lukrowe pisaki. Tym razem nie poszłam na łatwiznę i przygotowałam lukier z cukru pudru z wodą. Barwniki spożywcze kupiłam wiosną, więc mogłam poszaleć z kolorami- był żółty, zielony, czerwony, fioletowy i biały. Późnym popołudniem oprócz mnie i Chudej do lukrowania zasiadło jeszcze trochę wyrośnięte dziecko, które nigdy wcześniej nie malowało ciastek. Zabawy było jak zawsze co niemiara, a i pomysły szalone- kurczaki przerobione na pingwiny z Madagaskaru, symbole ulubionej marki samochodu i inne cudeńka. Nim się spostrzegliśmy dwa pudła pierników zmieniło barwy. Za to lukier był wszędzie- we włosach, na stole, na fartuchach, na podłodze. Przez chwile poczułam się jak w bardzo odległych czasach.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moczka. Pokaż wszystkie posty
piątek, 16 grudnia 2016
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Święto przed świętami - śląska moczka i tradycyjne pierniki
Rodzina w komplecie to obecnie prawdziwe święto, staramy się tak zorganizować czas, by najpełniej ten wspólny czas wykorzystać. Tym razem motywem przewodnim były świąteczne słodkości.
Sobotnie popołudnie spędziłyśmy zatem w kuchni przyrządzając najbardziej magiczną z świątecznych potraw.
niedziela, 21 grudnia 2014
Wieczór z moczką
sobota, 14 grudnia 2013
Przepis na babski wieczór przed świętami.
4 ciemne piwa, gorzka czekolada, katarzynki, trzy noże, trzy
deski, góra bakalii, to według dziewczyn przepis na babski wieczór przed
świętami.
No ale może od początku: z moją przyjaciółką mamy małą tradycję- przed świętami spotykamy się na gotowaniu moczki. Nie inaczej było i
w tym roku. Gdy wróciłyśmy z Chudą z jarmarku, o którym napiszę w poniedziałek,
szybko ugotowałam to, co zamierzałam, by późnym popołudniem spokojnie zająć się przygotowywaniem
tradycyjnej śląskiej moczki. Moi bliscy nie wyobrażają sobie, by mogło jej
zabraknąć na wigilijnym stole. Każda śląska gospodyni ma swój przepis, który w szczegółach
różni się od tych, podawanych w książkach kucharskich i w Internecie. A że
przekazywany jest w tradycji ustnej, wiec i ja szczegółów swojego nie zdradzę.
Dzień wcześniej ugotowałam rybny rosół na pasternaku , w
którym zamoczyłam piernik. Gdy przyszła przyjaciółka, należało do tak
przygotowanej bazy wrzucić resztę produktów. Na pierwszy ogień poszło ciemne
porterowe piwo, przy czym cześć owego specjału wylądowało w naszych
szklaneczkach. Z szafek powyjmowałam resztę produktów: suszone owoce, bakalie i
orzechy. Każda z nas wzięła nóż i deskę i zaczęłyśmy krojenie. Bawiłyśmy się
przy tym świetnie, wspominając a to zeszłotygodniowy huragan, a to minione
święta, a to jakieś anegdotki. Kolejne porcje bakalii lądowały w wielkim garze,
wszystko bulgotało i pachniało. Co jakiś czas mieszałam, dolewałam kolejne
piwo, dodawałam następne ingrediencje.
Po 2 godzinach brązowa masa była prawie gotowa. Wtedy
zaopatrzyłam dziewczyny w łyżeczki i poprosiłam, by spróbowały i określiły, co
jeszcze dodać. Zgodnie stwierdziły, że brakuje powideł śliwkowych (jeden słoik
okazał się za mało) . Dorzuciłam zatem drugi i teraz smak był już idealny (oczywiście, jak co roku wyszedł wielki gar słodkiej mazi, którą będę rozdawała tym, którzy są mi wyjątkowo bliscy).
Przelałam specjał do słoików i zagotowałam. Będzie spokojnie
czekał sobie do wigilii.
I tak tradycji stało się zadość.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


