niedziela, 20 października 2019

Październikowa wycieczka rowerowa na Torfowiska Doliny Izery


Znacie drogi przed siebie? Takie, które prowadzą tam, gdzie oczy poniosą? Spośród wielu pomysłów na aktywną niedzielę, wybrałam właśnie taką drogę. A dokąd mnie zaprowadziła? Przeczytajcie!

Tydzień na izerskiej wsi

Tydzień był zwariowany. Część planów pokrzyżowała mi jakaś niestrawność, która zabrała całą energię i wymusiła siedzenie w domu. Gdy tylko poczułam się lepiej, ruszyłam w jesienny las, z którego przyniosłam kosz grzybów. Te znów uziemiły mnie skutecznie na kilka godzin. W niedzielę nie zamierzałam już siedzieć w domu. Plan nie był zbyt konkretny. Wiedziałam, że wołają mnie góry i to nie Kamienicki Grzbiet, który przemierzam z koszem na grzyby, lecz główne pasmo izerskie.

Zaplanowanie wycieczki rowerowej po Górach Izerskich

Nad ranem, gdy słońce zabarwiło niebo na fioletowo, sięgnęłam po mapę, by rozstrzygnąć pierwszy dylemat: jak się dostać na Wysoki Grzbiet. Bo też dróg sporo, ale większość odwiedziłam już w tym roku! W końcu stanęło na tym, że najkrótszą drogą dojadę nad Płokę i potem będę myśleć dalej. Spakowałam prowiant, kawę w termosie, wodę w bidonie,  bluzę, gdyby miało byc chłodniej, a nawet koc i wsiadłam na rower.

Alternatywna trasa rowerowa ze Świeradowa


Choć nie było jeszcze dziesiątej, słońce grzało, a mnie po kilkudniowej niedyspozycji jechało się ciężko. Nim dotarłam do Pięciu Dróg, spociłam się nieziemsko. Na szczęście potem było już w dół aż do Płoki. Tu przy tablicy ku pamięci myśliwych musiałam podjąć decyzję, co dalej: Na Rozdroże Izerskie i żółtym szlakiem w górę aż do Młaków czy do Świeradowa i trasą rowerową, którą przemierzałam zaledwie miesiąc temu do Drwali. I wtedy w moje oczy rzuciła się ona. Jakoś nigdy nie zwróciłam na nią uwagi, może dlatego, że wyglądała na mapie niezbyt atrakcyjnie, zwąc się Drogą Dolno-Kwisową, a potem Drogą Średnią. Przyznacie, że mało oryginalne nazwy. Nie namyślając się dłużej, zjechałam wprost do Świeradowa obok wodospadu na Kwisie.
 Za tablicą z napisem Świeradów Zdrój zjechałam z głównej drogi w leśny dukt. I to była moja droga przed siebie. Cudna! Malownicza, z kilkoma punktami odpoczynku, zbiornikiem retencyjnym, pięła się cały czas w górę, czasem bardziej niż się spodziewałam, co chwilę odsłaniała nowe widoki na Kamienicki Grzbiet z różnej perspektywy i pod różnym kątem. Las, którym prowadziła okazał się niezwykle urozmaicony. Na uwagę zasłużyło kilka bardzo starych buków, które w jesiennej szacie zachwycały podwójnie. Nie spieszyłam się, chłonąc piękno tego październikowego dnia.
 Po ponad 5 km jazdy szutrem i tradycyjnymi kamieniami (tak, jak kiedyś wyglądała większość izerskich duktów) znalazłam się na żółtym szlaku, który przekornie zwany jest Drogą Panoramiczną, choć panoramy widać z niego było jakieś 20 lat temu, gdy przemierzaliśmy go pierwszy raz. Tu trafiłam na pierwszych turystów i od razu zaskoczyło mnie że jest ich tak wielu (a w sumie nie powinno, bo przecież na fb czytałam, że trudno o noclegi w górach na ten weekend)

Rowerem do Chatki Górzystów

Żółty towarzyszył mi aż do Jagnięcego Jaru, gdzie porzuciłam go na chwilę, chcąc obejrzeć z bliska Jagnięcy Potok. Przyznam, że głęboka dolina potoku zauroczyła mnie. 
Potem przez chwilę zastanawiałam się, czy do Chatki Górzystów nie pojechać przez Orle, ale czas i kondycja zdecydowały, że zawróciłam na żółty i nim podążyłam jeszcze jakiś czas, lawirując między ludzkimi masami. Z poprzedniej wycieczki pamiętałam, że droga chwilami była mało rowerowa, a do tego koniecznie chciałam przejechać przez całą dawną Wielką Izerę, więc na skrzyżowaniu skręciłam w lewo, tak, jak ładnych arę lat temu jechałam z bratem. Dzięki temu mogłam dłużej podziwiać Torfowiska Doliny Izery.
A potem moim oczom ukazała się Gross Iser w całej swojej jesiennej krasie i okazałości. Usiadłam na ruinach jednej z wielu chałup, chciałam poczuć ducha tej wsi. Niestety pobliskim szlakiem przewalały się hałaśliwe tłumy, a w widocznej już Chatce Górzystów stłoczyło się ludzi więcej niż w kościele w czasie sumy.


Rowerem od Chatki Górzystów do Świeradowa

Chatkę ominęłam więc bez żalu. Tak samo szybko pożegnałam się z zatłoczonym niebieskim szlakiem, by pozostać wierną żółtej barwie. Taka decyzja podyktowana na była dwoma względami: po pierwsze tu było spokojnie a o drugie... i teraz cofnijmy się o 30 lat, gdy pierwszy raz zobaczyłam Halę Izerską, przez która prowadził jeden, jedyny niebieski szlak ( drugi czerwony był szlakiem szczytowym, najczęściej tak zabagnionym, że nie do przejścia). Droga, skręcająca ku granicy czechosłowackiej i była niedostępna. Pamiętam, jak tajemnicza Hala Izerska, o której mówiło się niewiele rozpalała wyobraźnię młodej studentki.
I pomyśleć, że dopiero po 30 latach to marzenie o spenetrowaniu Drogi Borowinowej udało mi się zrealizować. Jak widać, na realizację marzeń nigdy nie jest za późno. Przy okazji znalazłam jeszcze kilka ścieżek i dróg, które koniecznie muszę odwiedzić. Przy okazji okazało się kolejny raz, jak nieaktualne są moje papierowe mapy, gdyż i tu żółty szlak biegnie inaczej niż pokazuje mapa (aktualny przebieg szlaku pokazują jedynie mapy.cz)
Z szlakiem pożegnałam się poniżej Polany Izerskiej, gdyż nie miałam czasu ani ochoty na odwiedzanie Stogu Izerskiego. Z Drwali było już szybko, bardzo szybko w dół, wprost do Świeradowa. Gdy poprzednim razem wracaliśmy tak z bratem miałam śmierć w oczach. Jednak setki kilometrów górskich dróg, udział w maratonach i dobry rower sprawiły, że tym razem odczuwałam jedynie niesamowitą frajdę z jazdy. Przejechałam rawie 50 km i z przewyższeniem ponad 1000m. Ślad na endomondo
Czy muszę pisać, że najtrudniejszym odcinkiem okazał się kolejny raz... półtorakilometrowy podjazd pod Domek od Orzechem? 



Na koniec jedna, smutna refleksja: spotkałam dziesiątki ludzi na szlaku i tylko kilkoro przywitało się tradycyjnych turystycznym pozdrowieniem. Jeśli sama nie powiedziałam cześć lub dzień dobry (a przecież nie dość że jestem kobietą, to na szlaku znacznie podnosiłam średnią wieku, zatem inicjatywa powinna należeć do innych) mijaliśmy się w ciszy. A przecież kiedyś było to nie do pomyślenia! Co się stało z ludźmi?
Więcej zdjęć znajdziecie w galerii: Niedziela w górach

26 komentarzy:

  1. Świetny pomysł na majówkę. Muszę rozważyć w przyszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko przy taki wzroście zainteresowania trzeba chyba dużo szybciej zarezerwować noclegi :)

      Usuń
  2. Bardzo przyjemnie się czytało, jednak miałem nadzieję, że to marzenie było związane z jakimś stworzeniem:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale czekałem na relację z wycieczki...i doczekałem się - i to jakiej opowieści, ale sama przyznasz - pogoda na rower była w sam raz. Jeszcze kilka takich dni i trzeba korzystać z wolnych chwil. Bardzo ciekaw jestem Twoich wrażeń z Gór Izerskich sprzed lat - intryguje mnie fakt, dlaczego tyle lat temu Hala Izerska nie była tak popularna jak dzisiaj. Czy to tylko wynika z epoki smartfonów i robienia selfie, czy czegoś innego? A co do pozdrowień na szlaku - klimat gór powoli zanika i to nie tylko u nas. Przynajmniej, gdy ktoś się przywita lub odpowie od razu - wiesz, że to górzysta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego Hala nie była popularna? Bo o pierwsze Chatka Górzystów była w socjalinie tworem dosyć podejrzanym- jak wszystkie chatki studenckie, gdyż nie była schroniskiem pttk. Po drugie tamtędy biegł tylko jeden szlak, niebieski: długi i monotonny. Szłam nim, to wiem. Po trzecie wszyscy woleli iść Głownym Szlakiem Sudeckim, mimo że były to bagna. I o czwarte: nie było rowerów górskich, więc i rowerzystów na szlakach.

      Usuń
  4. Znika dobry obyczaj w górach, a szkoda; doświadczyliśmy tego w sobotę podczas wędrówki na Połoninki Arłamowskie, szły kolejne grupy młodych ludzi i nic, wreszcie nie wytrzymałam i pierwsza pozdrowiłam, popatrzyli zdziwieni i ledwie ktoś odburknął, kiedyś nie do pomyślenia na szlaku; z drugiej strony tak sobie myślę, przy masowej nawale ludzi na szlakach trudno byłoby każdego pozdrowić, świat się zmienia, niestety; a macie tam rosiczkę na izerskich torfowiskach? pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, mamy podobne refleksje... a jeśli chodzi o rosiczkę, to zgodnie z tablicami informacyjnymi jest, jednak ze względu na objęcie torfowisk rezerwatem nie miałam możliwości poszukania jej. A marzę o zobaczeniu tej roślinki w naturze.

      Usuń
  5. Ale pieknie ❤️ Październik nas rozpieszcza ta pogoda 😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytając ten wpis nasuwało mi się wiele wątków do dyskusji. Po pierwsze zawsze i dzisiaj też podziwiam Twoją kondycje, odwagę tak samej jeździć po bezdrożach - MŁODOŚĆ. Druga sprawa następuję coraz częściej konflikt "interesu" pieszy kontra rowerzysta. A to wszystko według mnie sprowadza się trochę do roszczeniowego rozumienia ścieżki. Braku elementarnej kultury poruszania się po szlakach. Pieszy musi iść całą szerokością ścieżki, rowerzysta ma super rower, więc pędzi jak najszybciej i gdzie mu pasuje. O zwyczajowym pozdrowieniu coraz częściej można zapomnieć, częściej usłyszeć można słowa pretensji pisząc łagodnie. Jednak góry, bezdroża piękne są i prawdziwi miłośnicy zawsze znajdą dla siebie przepiękne miejsca. Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz chociaż palcem po mapie przejdę Twoją trasę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pieszy i rowerzysta na tej samej drodze, to zawsze jest problem. A wystarczyłoby stosować się do kodeksu drogowego.
      Cieszę się, że wirtualnie ze mną wędrujesz.

      Usuń
  7. Ależ piękna wycieczka. Taka piękna pogoda w październiku sama zaprasza w góry :-) Ja też je uwielbiam. I przyznam, że tradycyjne "cześć" lub "dzień dobry" wciąż są obecne :-) Serio :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. jeszcze parę dni temu byłam przeciwniczką wycieczek do lasu, pojechaliśmy wczoraj, nie mogę uwierzyć jakie głupstwa plotłam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie znam się na grzybach i zazdroszczę tym, co się znają...

    OdpowiedzUsuń
  10. Te widoki zapierają dech w piersiach....

    OdpowiedzUsuń
  11. Zdjęcia, jak zawsze zapierają dech w piersiach :)

    OdpowiedzUsuń
  12. W niedzielę byłem w kaczawskich Chełmach, na popularnym szlaku mijałem sporo ludzi, a było tak, jak napisałaś: jeśli nie powitałem mijanych ludzi, panowało milczenie. Trzeba pogodzić się z kolejną zmianą w obyczajach.
    Właśnie! Słyszałem, że teraz do niektórych schronisk nie wpuszczają turystów na nocleg jeśli nie ma miejsc na łóżkach. To jeszcze jedna dość radykalna zmiana, bo przecież to schronisko, nie hotel, i kiedyś każdy znalazł schronienie. Bywało, że noc ludzie spędzali siedząc na schodach, bo podłogi były już zajęte, ale siedzieli w środku, pod dachem, bez groźby przemarznięcia czy zgubienia się na szlaku.
    Dzielę z Tobą fascynację nieznanymi dróżkami prowadzącymi za horyzont i jeszcze dalej.
    A o średniej wieku lepiej nic nie pisz. Biorąc pod uwagę chęci, pomysły, odcienie Twojego widzenia świata, kondycję, ciekawość, optymizm – jesteś małolatą, co od dawna twierdzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, schroniska albo się sypią, albo zamykają, albo zamieniają w hotele. Dużo się w górach zmienia, oj dużo. Tylko my ciągle młodzi ;)

      Usuń
  13. Ach, sama z przyjemnością przejechała bym się rowerem i to jeszcze w tak pięknym miejscu blisko natury. Na grzyby do lasu też bym się wybrała, a tu gdzie mieszkam, no cóż...ani gór, ani lasu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadza się niestrawność może popsuć plany

    OdpowiedzUsuń
  15. śmierć w oczach... współczuję...no ale widoczki fajne na tej majówce. spoko sposób na aktywną majówkę.

    OdpowiedzUsuń
  16. 🤔 Z jednej strony cieszy iż ludzie odrywają się od komputerów, smartphonów i innych "dobrodziejstw cywilizacji", by pobyć trochę z naturą... lecz z drugiej strony to odnoszę czasem wrażenie, że niektórzy powinni pozostać w swoim wirtualnym świecie i nie ruszać się z domu 😟 obcowanie z naturą winno odbywać się wraz z poszanowaniem jej praw i z szacunkiem do innych "obcujących"... a nie wszyscy to potrafią 🙁 fantastyczne zdjęcia 😍 pozdrawiam z jesiennej Jury 😊

    OdpowiedzUsuń