sobota, 19 kwietnia 2014

Życzenia z Bałtykiem w tle

Dom posprzątany, ciasta upieczone, żur ugotowany. Nim zaszło słońce pojechałam nad Bałtyk. 

Chyba nigdy nie pozbędę się tego wzruszenia, drgnienia serca, gdy widzę morze. Dzisiaj Bałtyk był wzburzony i choć dzień wydawał się pogodny nad horyzontem unosiła się ledwo zauważalna mgiełka. Wiał silny, lodowaty północny wiatr. Mimo to usiadłam na chwilę i zapatrzyłam się w przestrzeń.


Morze i niebo. Doskonałość natury. Piękno Absolutu. 
Wyciszona mogłam wrócić do domu. 


Wielkanoc to święto radości nadziei,
święto triumfu dobra
Niech więc w Waszych sercach zagości dobo i miłość.
Niech Sprawiedliwość i pokój będą Waszymi towarzyszami.
Świętujmy! 

piątek, 18 kwietnia 2014

Jajka w kminku i inne tradycje wielkanocne

Za oknem trochę kapryśna wiosna, ale widać ją, bo okna zdążyłam umyć. Parę innych rzeczy też zdążyłam zrobić. Zapeklowane szynki czekają na uzupełnienie śliwkami i morelami i upieczenie ich w wielkiej brytfannie, ogórki, grzybki, cebulki, groszek, chrzan i borówki przygotowane są do zrobienia sosów , w piekarniku pieką się chleby, a w glinianym garnku moczą się jaja w kminku. 

niedziela, 13 kwietnia 2014

"Siostrunie" warte obejrzenia

Małe miasteczka mają swoje minusy. Jednym z nich jest utrudniony dostęp do tzw. kultury wysokiej.  Teatr, filharmonia, opera to dobra dla nas, mieszkańców miasteczek, prawie niedostępne, wymagające sporych przygotowań i planowania. Trzeba mieć przynajmniej 5-6 godzin, zamówione dużo wcześniej bilety, sprawny samochód lub umówiony wyjazd grupowy.
I właśnie z grupowego wyjazdu skorzystałam w ostatni piątek. W ramach spóźnionego Dnia Kobiet pojechałyśmy z koleżankami z pracy do Koszalina na spektakl  „Siostrunie”.


Wybór był strzałem w dziesiątkę. Bawiłyśmy się doskonale, siedząc w drugim rzędzie i widząc wszystkie miny i grymasy aktorów.
A było co oglądać, gdyż obsada aktorska : Fraszyńska, Szwed, Żak, Dereszowska i Rozmus nie tylko pokazali na scenie swój kunszt (żadnej chałtury), ale świetnie się bawili w swoim towarzystwie. Tak świetnie, ze w pewnym momencie całe towarzystwo się zagotowało i wybuchło śmiechem, którego z pewnością w scenariuszu w tym miejscu nie było.
Sztuka opowiada o problemach pewnego żeńskiego zakonu. Liczba sióstr nagle dramatycznie zmalała, gdyż większość otruła się potrawą z własnoręcznie zbieranych grzybów. Ocalałe zakonnice nie mają pieniędzy na pochowanie towarzyszek i próbują zebrać fundusze, organizując show.
Całość jest niesamowicie humorystyczna, ale nie kpiąca. Pod płaszczykiem lekkiego purnonsensu i mrużenia oka przemycane są prawdy o słabości człowieka.
I choć spektakl jest lekki i chwilami frywolny, niesie za sobą ważne przesłanie- w człowieku należy szukać dobra i wybaczać słabości. 




niedziela, 6 kwietnia 2014

Co zrobić z jarmużu?

Gdy większość społeczeństwa ulega pokusie zakupu nowalijek, ja z uporem maniak bojkotuję holenderską sałatę, rzodkiewki czy kapustę pekińską. Wyjątek robię od czasu do czasu dla pomidorków koktajlowych i ogórka. Korzystam za to z tego, co rośnie na mojej działce. Sąsiedzi dawno przekopali swoje zagony, a ja wydzielam miejsca, których nie należy jeszcze przekopać, bo pory, bo zielona pietruszka, rukola, roszponka czy... jarmuż. I o jarmużu dziś będzie. 

sobota, 5 kwietnia 2014

zapomniane warzywo- pasternak na naszym stole

Co roku wczesną wiosną zaczynam się zastanawiam, co zrobić z pasternakiem zalegającym w moim kopcu. Zapytacie, dlaczego zalega? Proste- co roku sieję go za dużo. Wyrasta do monstrualnych rozmiarów i potem całą zimę wykopujemy korzenie i zjadamy we wszelkich możliwych konfiguracjach. Przede wszystkim ląduje w rosole zamiast selera, który się na mojej działce nie udaje i pietruszki, bo ta też na mojej działce wyrasta do wielkości mysich ogonków. Jest jednym ze składników wszelkich zup -kremów, bo świetnie nadaje się na zagęstnik, a także sałatki warzywnej.

Co to jednak jest pasternak i co robi na mojej działce? 
Wyglądem przypomina wielką pietruszkę, jednak różni się od niej słodkim zapachem i kształtem natki. Niewtajemniczeni łatwo go mylą, zwłaszcza, że zdarza się, iż sprzedawany jest jako pietruszka. 
W smaku słodszy i delikatniejszy od pietruszki, przypomina po trochu marchew i seler. 
Czemu go sieję? Otóż w przepisie na moczkę, który odziedziczyłam po babci musi się pasternak znaleźć, a że na Pomorzu się go nie uświadczy w sklepie (chyba że ktoś nieuczciwie sprzedaje go jako pietruszkę) , więc zaczęłam sama go wysiewać. Nawet nasiona mam już z własnej uprawy. 

Tym razem pod wpływem próśb Chudej przygotowałam placki. Na trzy porcje wzięłam: 
1 marchew, 1 pasternak, 1 cebulę, 1 jabłko, 5 ziemniaków. 
Wszystkie warzywa obrałam i wrzuciłam do malaksera, który zmiażdżył je na papkę (ależ ja lubię mój malakser, który kupiliśmy z... weselnych pieniędzy!) . Warzywa kończyły się miksować dołożyłam:
1 jajko, 2 łyżki mąki kartoflanej sól i pieprz do smaku. 
Na patelni rozgrzałam olej i usmażyłam placuszki. Zjedliśmy je z sosem wołowo-grzybowym.