piątek, 15 września 2017

Gminne dożynki w Gajówce

O dożynkach w Gajówce dowiedziałam sie przypadkiem, przeglądając zdjęcia na fb. Program imprezy poznałam dzięki zaproszeniu, jakie dostali moi sąsiedzi. Interesująca mnie część uroczystości, czyli prezentacja wieńcow zaplanowana była na popołudnie, dzięki czemu mogłam połączyć wizytę w Lwówku z obejrzeniem wieńców w Gajówce.

Wieś przygotowała się do obchodów bardzo solidnie. Uczestników witały i kierowały na boisko zabwne, nieco rubaszne rzeźby ze słomy i siana. Jadąc od strony Grudzy obejrzałam ich kilka, a do Gajówki można przecież dostać się z kilku stron i wszędzie widać było zabawne witacze.
Dzięki nim nie dało się  zabłądzić w nieco rozciagniętej w przstrzeni wiosce.
Bez problemów trafiłam na plac dożynkowy i od razu poczułam atmosferę wiejskiego święta.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy oprzeć moją Czarnotkę o belę słomy, czy targać ją ze sobą w czasie robienia zdjęć. Problem rozwiazał się sam. Ledwo pojawiłam sie na placu, zostałam zagadnieta przez rowerzystę na oko kat. M7 z rowerem elektrycznym i tak oba rowery stanęły razem pod okiem strażaków. Zapoczątkowaliśmy w ten sposob "parking rowerowy", bo gdy ruszałam do domu obok naszych jednośladów stało jeszcze kilka innych maszyn.
Obejrzałam wieńce, robiłam kilka zdjęć, ustawiłam się w kolejce po jedzenie i kawę. Cały czas towarzyszył mi niezwykle rozmowny nowy znajomy. Potem dołączył jeszcze jeden rowerzysta i tak gadając o rowerach, drogach i kierowcach ciekawie spedzaliśmy czas, jednocześnie obserwując biesiadników i słuchając kolejnych występów zespołów folklorystycznych. Musze przyznać, że była to dobrze przygotowana wiejska impreza.
Do domu ruszyłam razem z drugim z poznanych rowerzystów, gdyż ten jechał do Świeradowa.
Tak nam się dobrze po drodze gawędziło, że zamiast skręcić na Mlądz, pojechałam do Krobicy i dopiero tam rozstaliśmy się.
Na koniec refleksja: każde spotkanie musi mieć swój czas i miejsce. Po raz drugi minęłam się z jednym ze swoich facebookowych korespondentów, ale to jeszcze nie był ten moment, by wirtualna znajomość stała się tą realną.
A takim zdjęciem zostałam obdarowana ;) 


3 komentarze:

Krys Tek pisze...

Niezła z Ciebie celebrytka. Z jednej strony fotografują innej filmują. Fiu fiu ;)

Krzysztof Gdula pisze...

Ciekawa myśl, Anno: każde spotkanie musi mieć swój czas i miejsce… Muszę pomyśleć nad tymi słowami.
O, taką imprezę obejrzałbym, bo sądząc po zdjęciach, była inna od tych, na których ja bywam (z lunaparkiem).
Przypomniałaś mi wiejskie imprezy, w których brałem udział będąc chłopakiem. Pamiętam lody skrobane łyżką z beczki stojącej na furmance, najlepsze lody na świecie.

Anna Kruczkowska pisze...

Krys Tek - Celebrytka na miarę Gajówki ;)
Krzysiu, właśnie- to była taka wiejska zabawa.