środa, 6 grudnia 2017

Marchewkowo-korzenne ciasteczka dla Świetego Mikołaja

Kozy uwielbiają marchew, stąd też moja spiżarnia jest jej obecnie pełna. Mając bardzo dużo marchewki, postanowiłam użyć jej jako podstawy mikołajowych ciastek. Bazowałam na przepisie z netu, ale jak zwykle zapamiętałam tylko składniki, które i tak zmodyfikowałam po swojemu.

Do ciastek użyłam:
2 szklanki utartej na małych oczkach marchewki
1 szklanka mąki pszennej
1 szklanka płatków owsianych
1 szklanka cukru
1/2 szklanki oleju
2 jajka
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka przyprawy piernikowej
2 łyżeczki kakao.

Wykonanie:
cukier i jajka miksujemy na puszystą masę, dodajemy  przyprawę, kako i olej. W misce łaczymy marchew, mąkę, płatki owsiane i sodę. Przelewamy masę jajeczną, mieszamy łyżką aż wszystkie składniki się połączą. Przygotowujemy blaszkę. Ciasto nakładamy łyżeczką na blaszkę. Pieczemy ok. 15-20 minut w średnio nagrzanym piekarniku. Mnie przytrafił się mały falstart, bo skończył się gaz w butli. Z tą butlą zwiazana jest anegdota: otóż już w sierpniu Ślubny zawyrokował, że gaz się kończy i chciał ją wymienić. Na szczęscie zmienił zdanie, bo i tak musieliśmy kupić drugą, by w zimie nie martwić się brakiem gazu. I tak od sierpnia gaz się kończy. Zdążyłam ugotować na tej końcówce mnóstwo wody, podgrzać kilkadziesiąt obiadów, upiec kilka blach ciastek ( na czas pieczenia chleba Ślubny zmieniał butlę na pełną) Chyba jeszcze żadna butla tak nas nie zaskoczyła. Ale wróćmy do naszego wypieku, który po wymianie butli mógł spokojnie się dopiec.
Ciastka wychodzą dosyć wilgotne i brdzo aromatyczne.
Mikołąj był chyba zadowolony, elfy też, bo w przygotowanej wcześniej skarpecie znalazłam prezenty :)
Czas przedświąteczny w Domku pod Orzechem niesamowicie mi się podoba. Bawię się przygotowywaniem potraw światecznych, przygotowuję stroiki, powolutku buduję świąteczny nastrój.
I choć śnieg zdążył stopnieć, liczę, że święta jednak będą białe. Tylko z prezentami, jak co roku mam kłopot. Jeszcze nie wymyśliłam, co sprezentować najbliższym :(
Zastanawiam się, czy pomysły z Poradnika Zosi na ceneo mogą mnie zainspirować?



6 komentarzy:

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

Marchewkowych ciasteczek jeszcze nie jadłam...muszę spróbować!
A z prezentami zawsze ten sam kłopot... ech...
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

Anna Kruczkowska pisze...

Agnieszko, to mój pierwszy tego typu wyiek i już wiem, że nie ostatni. Prezenty, no właśnie...

Aleksandra pisze...

Zaintrygowałaś mnie tymi ciasteczkami, może spróbuję. Wprawdzie raz piekłam ciasto marchewkowe, wyszedł pokazowy zakalec. Pewnie wina kuchenki hihi. Ja też kombinuję z ozdobami. Póki co zrobiłam ponad dwadzieścia kartek z życzeniami. Pozdrawiam

Krzysztof Gdula pisze...

Skoro Twoje ciasto, to zapewne smaczne, Anno.
Przypomniałaś mi stare czasy: jako dzieciak znosiłem do domu zgubione na ulicy buraki cukrowe prosząc mamę o upieczenie ciasta z tartych na wiórki buraków i mąki. Taki zwykłych gnieciuch, ale jak on smakował!
Budowania nastroju świątecznego zazdroszczę, bo ja nie mam jak i kiedy, a bez tych starań, bez czasu poświęconego wszelkim przygotowaniom, nastroju nie będzie.

Anna Kruczkowska pisze...

Aleksandro, też mam w planie ciasto marchwiowe, może u mnie nie będzie zakalca? Kartki właśnie przygotowałam i będę je lada moment wypisywać.
Krzysiu, buraków cukrowych nie próbowałam, nad czym ubolewam. Za to z dzieciństwa pamiętam pieczoną brukiew. No tak... atmosferę świąt buduje się właśnie czasem poświęconym na przygotowania :)

Marchevka _ pisze...

Mam w planie, jak zrobię, nie omieszkam się pochwalić efektami :)