sobota, 17 marca 2018

Ksiażka z duszą

Pamiętacie ksiażki swojego dzieciństwa? Tekturowe okładki, płocienne grzbiety, chropowate, grube stronnice, barwne, zachwycające ilustracje... Do dziś mam w swoich zbiorach tak wydane Baśnie Andersena z ilustracjami Szancera, legendy morskie, i kilka reprintów, kupowanych dla moich dzieci z tęsknoty za wzruszeniami sześciolatki.
Gdy po kilknastu minutach szarpania się ze skrzynką na listy wyciągnęłam z niej w końcu wyczekaną przesyłkę, wspomnienie dzieciństwa było pierwszą moja myślą. A przecież nie miałam w ręku typowej książki dla dzieci!
Co zamówiłam?

Szarobeżowa okładka z narysowanym na niej wyściełanym krzesłem, przez które przewieszona została marynarka, obok sporych rozmiarów rośłina doniczkowa i podróżna, sfatygowana walizka. Wszysko stoi na pasiastym dywaniku, jaki pamiętam z domu babci... Zapach drukarsiej farby... chropowata faktura dobrego papieru... Wytłaczane litery... Cudo! Edytorski majstersztyk, a to dopiero okładka! Na więcej nie miałam czasu, bo dął zimny wiatr, a do domu mam przecież dwa kilometry pod górkę!
Kto już wie jaką zamowiłam książkę?
Tak. To "Zgubiona dusza" -wspólne dzieło Olgi Tokarczuk i Joanny Concejo.
Nim wreszcie stałam się posiadaczką swojego egzemplarza, przeczytałam w niecie skrajne opinie - od zachwytu graniczącego z ekstazą po rozczarowanie... Dlaczego ta ksiażka wywołuje tyle emocji? Bo jest niezwykła. Któraś z recenzentek napisała, że za mało tekstu. Fakt. Wydać 50 złotych za JEDNĄ stronę tekstu? JEDNĄ powiastkę? Choćby to nawet była sama  Tokarczuk, to jednak cena zda sie wygórowana. Tylko, że kupując "Zgubioną duszę", nie kupujemy powiastki filozoficznej Olgi Tokarczuk tylko wydany z pietyzmem album z fantastycznymi ilustracjami Joanny Concejo. Kupujemy emocje, wspomnienia, zadumę.
Tego wszystkiego nie wiedziałam, zamawiając "nową Tokarczuk" . Zatem moje emocje były świeże i tylko moje.
Otworzyłam ksiażkę. Wyklejka jak z woluminów wydanych w latach piećdziesiątych- kwiatowy wzór stylizowany na książkę używaną, tu i ówdzie poplamioną. z boku, jakby przyklejone stare zdjęcie( Gui nawet próbowała je odkleić, zdziwiona, że to rysunek). Potem według wszelkich prawideł powinna być strona przedtytułowa, ale... zamiast niej jest ich kilka z monochromatycznymi rysunkami przedstawiającymi zimę w parku. I jedno zdanie Olgi: "Gdyby ktoś miał umiał spojrzeć na nas z góry, zobaczyłby, że świat jest pełen ludzi biegających w pośpiechu, spoconych i bardzo zmęczonych, oraz ich spóźnionych, pogubionych dusz."
Docieramy do strony tytułowej, a tam znów, jakby przyklejone stare zdjęcie. I wreszcie są! Słowa! strona tekstu stylizowana na pożółkły wydruk na kartce w kratkę. Potem znów kilka ilustracji i kilka słów tekstu. I znów ilustracje i... koniec książki.
Jestem zachwycona! Ale to chyba było można wyczuć już w pierzej części opisu. Skąd ten mój zachwyt? Bo każda kolejna ilustracja jest mi bliższa, oto park, pdobny do tego w któym jak siedmilatka zjeżżałam w zimie na sankach z górki. Oto okno jakby z Domku pod Orzechem i pejzaż z drogą na końcu której stoi dom. Taki, do którego chce się wejść i zostać. Taki jak mój. Bo też mam wrażenie, że moja dusza już za mną nadąża , że już jest ze mną, siedzi obok na bujanym fotelu.
No właśnie, bo o tym jest powiastka Tokarczuk, o duszy, która nie nadąża za człowiekiem. Ten zostawia ją w tyle, nawet nie zauważą, że ją zgubił. Dopiero po latach zaczyna muczegoś brakować i wtedy zaczyna czekać... Długo czeka... w ksiażce owo oczekiwanie pokazane jest na kolejnych fantastycznych ilustracjach. Przewracając kartki, czujemy emocje bohatera, ba, sami jesteśmy bohaterem, bo przecież to opowieść o każdym z nas.
I wierzcie mi, że każdy szczegół tej ksiażki dopracowany jest w najmniejszym szczególe. Już "Księgi Jakubowe" zachwycały dbałością edytorską, ale tym razem cały zespół autorsko-redakcyjno-edytorski przeszedł samych siebie.

14 komentarzy:

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

A to mnie zaskoczyłaś, nie wiedziałam że Olga Tokarczuk wydaje coś nowego. Przez Księgi Jakubowe nie przebrnęłam. Może to nie ten czas. Ale tą nową książkę koniecznie muszę mieć!
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

Anna Kruczkowska pisze...

Księgi nie są łatwe. Trzeba mieć mnóstwo czasu. Ja go miałam. Ta ksiaża jest zupełnie inna. Cudowna! Spodoba Ci się.

Paweł Zatoński pisze...

Od paru miesięcy zabieram się do lektury czegokolwiek z warsztatu Olgi Tokarczuk - ta książka o duszy to serio kilka stron tekstu i same ilustracje? czy to tylko prześmiewcze recenzje?

Anna Kruczkowska pisze...

Pawle, to naprawdę jedna krótka powiastka filozoficzna. A zagłębianie prozy Tokarczuk proponuję zacząć od "Domm dzienny dom nocny".

Paweł Zatoński pisze...

Właśnie znajomi polecają mi "Dom..." i "Prawiek..." a następnie o Biegunach. No i muszę w międzyczasie skonfrontować film Agnieszki Holland z książką Tokarczuk :) Pozdrowienia. P.S. słyszałem, że na Przedgórzu sporo śniegu napadało? czy nadal sypie?

Anna Kruczkowska pisze...

"Prawiek..." to arcydzieło, a "Bieguni" są moją ulubioną książką autorki. Śniegu mnóstwo. Przestało padać, ale zamieć trwa w najlepsze! Mamy cudne zaspy.

Iwona Zmyslona pisze...

Książki nie znam, a Twoje zdjęcia nie oddają piękna opisu. Przestałam inwestować w książki, bo po przeczytaniu, nie mam gdzie ich ustawiać. Przesyłam natomiast życzenia zdrowia, spokoju i możliwości zachwytu, nie tylko nad książkami, w związku ze zbliżającymi się Świętami Wielkanocnymi.Ukłony.

Anna Kruczkowska pisze...

Iwono, dziękuje za życzenia. Książki kupuje tylko te, które chce mieć na i tak przepełnionych półkach. Tokarczuk do takich ksiażek należy. Po protstu mam prawie wszystki ejej ksiązki, bo do nich wracam regularnie.

Krzysztof Gdula pisze...

Anno, w moim odczuciu po przeczytaniu wpisu książka jest dalej. Na pierwszym planie są Twoje wrażenia, tutaj wyjątkowo dobrze oddane. Napisałaś zachęcającą recenzję książki.

Ola K. pisze...

Taką książkę to ja bym chciala mieć na półce dla samego mienia. Jest przepiękna!

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, wydaje mi się, że w przypadku tej książki własne odczucia sa jakby wpisane w jej odbiór.
Tak,Olu, to ten typ książki. Mieć, aby móc jej dotykać, wąchać, oglądać.

Marta Daft pisze...

Cieszę sie,ze moglam trafić na ten wpis. Tytuły zapisane, czas poszerzać horyzonty. Pozdrawiam Marta wśród książek

mieszkajaca.miedzy.literami pisze...

Czytając Twój wpis czuć emocje, które Tobą emanowały , brakuje mi tu tylko więcej zdjęć z wnętrza książki 😍

Pozdrawiam ciepło

Anna Kruczkowska pisze...

Marto, mam nadzieję, że polubisz Tokarczuk. Mieszkająca między literami,tę książkę po prostu trzeba zobaczyć na własne oczy! Pokazanie większej ilości ilustracji byłoby czymś takim jak spojlerowanie.