wtorek, 1 maja 2018

Na rybkę do Andruszka

Niedziela obudziła się tak leniwa, że początkowo myśleliśmy iż szczytem aktywności jest włączenie ekspresu do kawy(MK Cafe - świeżo wypalana kawa, prosto do Twojego domu! Sprawdź! ). Na szczęście odpowiednia dawka kofeiny obudziła nas na tyle, że zaczęliśmy snuć plany na spędzenie tego dnia. Goście wyjeżdżali  wczesnym popołudniem i to oni zaproponowali wspólny obiad w smażalni ryb "U Andruszka".
Ślubny początkowo nastawiony był sceptycznie, jednak gdy już miałam szukać w zamrażarce obiadu, stwierdził, że dawno ryby nie jadł (fakt,poprzednio grillowaliśmy śledzie w Wielki Piątek) i chętnie pojedzie ( no,pojedzie ... tylko, że to ja byłam kierowcą, bo Ślubny gasił już pragnienie nektarem bogów)
I tak w upalne niedzielne popołudnie znaleźliśmy się na drodze krajowej nr 30, przy której na wlocie do Pasiecznika usytuowana jest smażalnia.
Miejsce spodobało mi się od razu: parking na dużej łące pozwalał na swobodne manewrowanie i nie musiałam wpychać się miedzy auta zaparkowane przy samym lokalu. Stoły pod parasolami obiecywały cień, a jednocześnie pozwalały na delektowanie się ciepłym dniem (uwielbiam jeść na świeżym powietrzu). Błękitno-biały plac zabaw przyciągał najmłodszych.

Wnętrze lokalu urządzone jest jest jednolicie i spójnie w "rybim" klimacie, co wcale nie jest takim częstym zjawiskiem w przydrożnych knajpkach. Widać, że właściciel miał pomysł i dzięki wsparciu z Unii Europejskiej wcielił ten pomysł w życie.
No dobrze, koniec zwiedzania, bo smażalnię odwiedza się w celu konsumpcji a nie podziwiania wystroju. Bar oferuje kilka rodzajów ryb zarówno słodko jak i słonowodnych z żelaznymi punktami, czyli pstrągiem i dorszem. Te ryby też znalazły się na naszych tackach. Przyrządzone zostały smacznie w czosnkowej panierce, były chrupiące i świeże ( o tym, że ryby przygotowywane są z świeżych produktów przekonaliśmy się na własne oczy, gdy właściciel bocznym wejściem wnosił kosz świeżych pstrągów i karpia)
Spory ruch w lokalu świadczy o tym, że nie tylko my doceniliśmy walory tego miejsca. Jeśli miałabym na coś utyskiwać to na fakt, że przy takiej cenie obiadu zazwyczaj jadam na talerzu i metalowymi sztućcami, a nie na papierowej tacce i plastikowym widelczykiem.
Podsumowując: jadąc z Jeleniej Góry w stronę niemieckiej granicy warto zatrzymać się "U Andruszka" na szybką rybkę, zwłaszcza gdy jedziecie z dziećmi i nie przeszkadzają Wam plastikowe sztućce. Ja na pewno odwiedzę smażalnię w czasie rowerowej wycieczki, by spróbować zupy rybnej, która pachniała i wyglądała bosko.

10 komentarzy:

  1. Wiesz Co Aniu... Ja Tez lubia ryby smazone, alé strasznie mnie wkurza w Polsce fakt, ze te ryby sa praktycznie wszedzie smazone. Tak jakby inaczej niej mozna ich bylo przyrzadzic. A zestaw frytki I kapusta kiszona do ryb To juz wola o pomste do nieba. Kiedys w Kolobrzegu, kilka lat temu szukalismy restauracji z rybami przyrzadzonymi i podanymi inaczej niz To Co opisalam. Nie znalezlismy. A Fajnie by bylo znalezc I zjesc ryby pieczone, Na parze, gotowane w roznych sosach, z roznymi warzyawmi, polaczeniami A nie wszystko Na jedno kopyto od tylu lat. Tak o tym mysle.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kofeina zawsze się przydaj z rana - łatwiej wtedy działać :p Będe miała na uwadzę "U Andruszka" , gdy tylko będę w tych okolicach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubie takie wpisy. Sama zwiedzam nieznane zakątki w pobliżu mojego miejsca zamieszkania i odkrywam dużo ciekawych rzeczy! Przynajmniej już wiem, gdzie zatrzymać się w razie czego na obiad! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne miejsce i świeże ryby - zachęcające. Można trafić knajpkę z rybą z wody czy pieczonym Dorszem czy Sandaczem. Zazwyczaj trzeba jednak zjechać nieco dalej od głównych traktów. To większy wysiłek dla właściciela i wymaga trochę czasu, ale warto poczekać. Do tego dania z grzybami. na szczęście nie zawsze. W niedzielę jedliśmy obiad w karczmie Kuban w Goczałkowicach. Jedzenie smaczne i ładnie podane. Wystrój w stylu góralskim łącznie ze strojami personelu. A wszystko przy drodze ekspresowej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybrałabym się na dobra rybcie

    OdpowiedzUsuń
  6. Smakowity wpis. Prawdopodobnie łatwiej jest skorzystać z tacek, niż instalować całe zaplecze do zmywania. Przypomniały mi się znakomicie podane ryby z pieca w Niechorzu z grillowanymi warzywami.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tak, czasem są takie poranki, że włączenie ekspresu do kawy jest nie lada wyczynem;)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nianiu, myślę, że działa tu prosta zasada popytu i podaży: Polacy wolą smażoną na głębokim oleju rybkę niż danie duszone lub parowane, więc serwuje się to, co na 100% się sprzeda.
    Sandro, bez kofeiny nie ma poranka!
    Krystyno, podróże kulinarne też są potrzebne ;)
    Anrzeju, bardzo przyjazne miejsce, ale tak jak piszesz, trzeba nieraz zjechać z głównych traktów.
    Magdo, no to na co czekasz? W swojej okolicy też na ewno masz takie fajne miejsca, które czekają na odkrycie!
    Aleksandro, masz rację. Nie mam nic przeciw tackom w barze szybkiej obsługi, tylko za 30 zł zjadłabym w restauracji na talerzu ;) Tak, w Niechorzu jest kilka fajnych miejsc z rybką.
    Agnieszko, Ty to wiesz najlepiej jako fanka kawy!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ślubnego nektar bogów to jak rozumiem piwo? No bo co innego??
    Pierwsze zdjęcie coś mi przypomina, ale nie jestem pewny. Czy nie jest to Kufel widziany ze zbocza Blizbora?
    A obiecywałem sobie: w trosce o bilans kalorii, nie czytać wieczorem wpisów Anny o jedzeniu…
    Chociaż uwaga Niani jest jak najbardziej słuszna.

    OdpowiedzUsuń
  10. No pewnie,Krzysiu, że piwo! Masz rację, na zdjęciu widać Kufel z drogi na Blizbor-wybraliśmy się z bratem na spacer na Górę. Ja też zgadzam się z uwagą Niani, ale z braku laku... lepsza taka rybka niż żadna, a ja zamierzam zjeść tam jeszcze zupę rybną.

    OdpowiedzUsuń