piątek, 8 czerwca 2018

Gringo spod orzecha, czyli 8 kg szczęścia


-We wtorek jedziemy do Jeleniej Góry- zadecydował Ślubny.
-Łał! To ci dopiero święto, bo wyciągnięcie go gdziekolwiek spod naszego orzecha graniczy z cudem. Tu jest szczęśliwy i już.
Co go zatem skłoniło do podjęcia tak heroicznego wysiłku?

Otóż podjęliśmy trudną, a jednocześnie jedyną słuszną decyzję o adopcji nowego psa. Po odejściu Kokiego dom zrobił się jakby za duży dla nas dwojga. Przez kilka dni przeglądaliśmy strony dwóch pobliskich schronisk dla zwierząt. Wybraliśmy to w Jeleniej Górze, bo z jednego ze zdjęć patrzył na nas 92G- młody kundelek czarno-podpalany. Nie zakładaliśmy z góry, że ten i tylko ten, ale wystarczyło że zobaczyliśmy go w boxie, by pokochać od pierwszego wejrzenia.
Formalności trochę trwały z powodu kontroli w schronisku. Mieliśmy więc czas, by za zgodą pracownicy, obejrzeć cały psi bidul oraz bliżej poznać naszego psa.
Schronisko mieści się na obrzeżach miasta, w kilkudziesięciu klatkach schronienie znalazło ok. 70 zwierzaków- psów i kotów. Boxy są przestronne i czyste, jest też sporo zieleni i ogrodzony „plac zabaw”. Pieski mają tu dobre warunki (o ile można tak powiedzieć o osieroconych, bezpańskich zwierzakach) Zauważyliśmy też ogromne zaangażowanie i troskę opiekunów. Pani Ania potrafi scharakteryzować każdego podopiecznego! (to ona jest autorką opisów na stronie internetowej placówki)
Siedząc przed biurem,podpisaliśmy umowę adopcyjna i mogliśmy nasze nowe dziecko, nazwane przez nas Gringo, zabrać do domu.
Przez całą drogę kundelek kręcił się na siedzeniu, a po wyjściu z auta od razu pobiegł do domu. Tak, jakby mieszkał tu od zawsze. Pierwszego dnia trzymaliśmy go na długim sznurku, żeby gdzieś się nie zawieruszył. Było to jednak zupełnie zbędne działanie, gdyż Gringo nie odchodził od nas na krok. Zabawnie wyglądało spotkanie z kozami- Pavetta od razu pokazała, kto rządzi stadem. Z Yenefer dotknęli się noskami, powąchali i hierarchia została ustalona.
Patrząc na naszego psiaka nie mogliśmy się nadziwić, jak szybko zaaklimatyzował się w domu: ułożył się dokładnie w tym samym miejscu, które lubił Koki, tam gdzie Koki ułożył się też do snu.
W środę postanowiliśmy go nie przywiązywać. 
Do obroży doczepiliśmy nadajnik gps, gdyby pobiegł za kimś lub za czymś. Zauważyliśmy, że nie ma najlepszego węchu, więc nadajnik zda się niezbędnym gadżetem ( o funkcjonalności tego "zegarka" pisałam tu). Możliwe, że właśnie tak stracił poprzednią rodzinę. Może pobiegł gdzieś podczas wycieczki i nie znalazł drogi powrotnej? Bo trudno nam sobie wyobrazić, że ktoś po prostu pozbył się tej chodzącej radości.
Gringo to prawdziwy wulkan energii. Skacze, biega, uwielbia się łasić, lizać i nigdy nie ma dość czułości!
Uwielbia aportować, co oczywiście cieszy Ślubnego, który z przyjemnością rzuca psu patyk.
Mam też znowu kompana do spacerów po łąkach, do zbierania ziół, jagód i grzybów (bo jagody właśnie się zaczęły, grzyby, mimo suszy też się pojawiły)
Już wiem, z kim pójdę na Kamienicę!
A jak Wam się podoba nowy domownik Domku pod Orzechem?


12 komentarzy:

Sabina Trzęsiok-Pinna pisze...

Cudowny! Sama mam nadzieję wybrać się po wakacjach do schroniska, uwielbiam psy :).

Julia Ś pisze...

Śliczny ten Gringo! Zabranie go ze schroniska było zdecydowanie dobrą decyzją :) Na pewno jest szczęśliwy, że znów może mieć kochającą rodzinę <3

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

Cześć Gringo! Jestem pewna, że wniesiesz wiele radosnych chwil do nowego domu. Czochram Cię wirtualnie za uchem;)
pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

Anna Kruczkowska pisze...

Sabino, wizyta w schronisku dla zwierząt, to jedno z tych przeżyć, które pamięta się do końca życia.
Julio, masz rację, śliczny i szczęśliwy.
Agnieszko, wyczochram go w Twoim imieniu.

Magdalena B pisze...

Ja mam psiaka z ulicy blakal się a więc go zgarnelam

kociel pisze...

Wspaniale że zdecydowałaś się na adopcję! Kciuk w górę! :)

Sandra Kozłowska pisze...

ale on cudowny! super,że zdecydowałaś się na adopcję :)

Aleksandra pisze...

Ma niesamowite uszy. Za pewne będzie mu dobrze z Wami. On to już wie.

Krzysztof Gdula pisze...

Fajna psina.
Anno, zadziwia mnie i jednocześnie rozbraja wielka u psów potrzeba posiadania swojej grupy czy rodziny, swojego miejsca. Ludzi, których obdarzą swoim przywiązaniem i uczuciem. Słyszałem o niesamowitym wprost przywiązaniu do swojej nowej rodziny przez psy, które dłuższy czas mieszkały w schronisku. Z tego faktu chyba można wysnuć wniosek o trudnym dla nich pobycie tam, także wtedy, gdy schronisko zapewnia im dobre warunki.
Czy potwierdzisz moje obserwacje, Aniu?

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Aniu, bo jak bez psa? cieszę się, że Gringo znalazł u Was nowy dom; Krzysztof słyszał o niesamowitym przywiązaniu psów do nowej rodziny ... to prawda, sprawdzone na własnej skórze:-) pozdrawiam serdecznie.

Anna Kruczkowska pisze...

Magdo, jeden z naszych orzednich iesków też został zgarnięty z ulicy.
Sandro,zakochaliśmy się od razu!
Aleksandro, Z uszu co chwilę się śmiejemy, bo sa bardzo ruchliwe- świetnie pokazują psie emocje (jak Gringo czuje, że coś zbroił, natychniast je kuli)
Tak, Krzysiu, niesamowita jest ta potrzeba posiadania stada w postaci ludzi. Nawet najlepsze schronisko nie da psu oczucia wspólnoty, bliskości, ciepła. I pewnie dlatego te psiaki tak rzywiążują się do nowej rodziny. Gringo już czuje się u siebie: szczeka na obcych, a dziś sprawdził się jako pies pasterski, przeganiając kozy z podwórka i niedopuszczająć ich do ogrodu (i co ciekawe- kozy poczuły resekt, gdy na nie naszczekał, choć kilka dni wcześniej to one go przegoniły!)
Mario, no dom na wsi nie może funkcjonować bez psa i kota!

Paulina Rychter pisze...

Jak już urodze i niunia będzie wieksza na pewno u nas również pojawi sie psinka :)