niedziela, 4 listopada 2018

Dlaczego nie używam cytryny?

Stali bywalcy bloga zauważyli zapewne, że moje przepisy  zazwyczaj różnią się od tych spotykanych w książkach kulinarnych. Główną różnicą jest korzystanie z warzyw, owoców i ziół dostępnych w mojej okolicy. Owszem mam swoją słabość w postaci ziaren kawy oraz kakao w proszku i póki co nie piję naparu z prażonych żołędzi, ale kawę zbożową czasem stosuję.

Nie o kawie jednak dziś będzie a o witaminie C i cytrynie. Większość z znanych mi osób w ramach ochrony przed przeziębieniem proponuje herbatę z miodem i cytryną, tłumacząc to zawartością witaminy C. Czy naprawdę musimy kupować chemicznie konserwowane owoce południowe, by zapewnić sobie odpowiednią ilość witamin?
Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: to nie cytryna jest bomb witaminową a rodzime owoce, które można zebrać właśnie teraz.
Początek listopada to idealny czas na przygotowanie przetworów z kaliny koralowej, dzikiej róży, głogu, rokitnika oraz owoców przeniesionych na nasz grunt z Ameryki i Azji, jednak już całkiem nieźle zaaklimatyzowanych,by nie rzec zdziczałych: pigwowca i miechunki peruwiańskiej.
Moim numerem jeden jest oczywiście róża, której owoce zawierają o kilkadziesiąt razy więcej witaminy C od cytrusów. Do tego witamina A, B1, B2, K, E. Jeśli dodamy do tego pektyny, flawonoidy, kwasy organiczne i garbniki to otrzymamy obraz owocu życia. Dzięki takiemu składowi owoce dzikiej róży nie tylko zapobiegają przeziębieniom i wzmacniają organizm, ale także stosowane są przy nadciśnieniu, chronią serce, obniżają poziom cholesterolu, chronią wątrobę, zaleca się je kobietom w ciąży i w czasie laktacyjnym.. Czy to koniec zastosowań tej rośliny? Oczywiście, że nie! Dzika róża wykorzystywana jest w kosmetyce w postaci olejku eterycznego z kwiatów.
Dlaczego zatem nie jemy róży tak często jak sięgamy po cytrynę? Bo jest łatwiej dostępna? Wystarczy wejść do sklepu i wziąć z półki, a świeże owoce róży trzeba by zebrać w jakimś czystym miejscu z dala od dróg? Mnie łatwiej iść na pobliską łąkę i zebrać różę niż pojechać do miasta po cytrynę ;)



Drugim powodem mniejszej popularności róży są uciążliwe włoski znajdujące się wewnątrz czerwonych owocków. Drylowanie owoców jest zajęciem przynajmniej tak żmudnym jak zadania Kopciuszka. Jeśli mam dostęp do owoców róży pomarszczonej dryluje ją i wkładam do słoiczków połówki owoców albo suszę na ziołowy napar. W przypadku róży polnej przegotowuje całe owoce i przecieram przez gęste sito razem z jabłkiem. Powstaje fantastyczny aromatyczny kremowy mus. Ale naszym popisowym dziełem jest wino z dzikiej róży- mocne, gęste, esencjalne lekko podpalane.
Moim wielkim izerskim okryciem jest kalina koralowa. Czerwone owoce są bogatym źródłem witaminy C , ale przede wszystkim to roślina kobiet dojrzałych, gdyż łagodzi objawy klimakterium. Zawiera nie tylko witaminy, ale także magnez, potas, żelazo, sód saponiny i kwas foliowy.
Ta mineralna bomba ma jednak kilka wad. Po pierwsze kwaśno gorzki smak, który łagodnieje po przemrożeniu oraz fakt, że w dużych ilościach bywa trująca.

W mojej kuchni przecier z kaliny z jabłkami doprawiony cukrem, solą i papryczką służy jako dodatek do mięs.
Trzecim listopadowym owocem jest głóg- największy sprzymierzeniec serca. Owoce podobnie jak poprzednicy zawierają sporo witaminy C, a także flawonoidy, które wzmacniają mięsień sercowy i tonizują ból. W mojej kuchni wykorzystuję suszone owoce, które mielę wraz z pestkami i dodaję do herbat owocowych oraz sosów warzywno-mięsnych (owoce smakują niczym zdziczałe jabłka w miniaturce)
Dużym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie sporego zdziczałego siedliska miechunki rozdętej. Maleńkie czerwone owoce schowane w pomarańczowych lampionikach pełne są potasu, witaminy C i beta karotenu.  Część owoców zjadłam na surowo. Resztę wysuszyłam i będę dodawać do herbat i musli.


Niestety w Górach Izerskich nie mam dostępu do rokitnika, bo ten w Polsce rośnie jedynie na Wybrzeżu i nie zlokalizowałam jeszcze stanowiska pigwowca (na szczęście mam zapas z zeszłego roku), wiem jednak, kto uprawia, więc gdy w przyszłym roku będę go potrzebować, po prostu kupię u zaprzyjaźnionego plantatora.
Jak widać wcale nie potrzebuję cytryny, by dostarczyć sobie odpowiedniej dawki witaminy C, aromatyzować herbatę i przeciwdziałać przeziębieniom. Jeśli dołożymy do tego ruch na świeżym powietrzu, bo przecież trzeba wybrać się na długi spacer lub wycieczkę rowerową, by te owoce zebrać, to już rozumiecie, dlaczego uważam, że cytryna jest przereklamowana.






28 komentarzy:

  1. herbata wygląda bajecznie, w przyszłym roku wiosną zamierzam kupić krzaczek pigwy i wsadzić na działce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślę o pigwowcu. Cały czas musze mieć na uwadze miejsce, w którym żyję ;)

      Usuń
  2. Zupełnie się nie znam na takich owocach i szczerze mówiąc nie wiem co bym zebrała ;)wolałabym korzystać z gotowych przetworów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zioła i dzikie owoce to mój konik. Ale tak jak ja odróżniam krem od tonku, tak Ty pewnie róże poznałabyś na krzaku, bo jest charakterystyczna ;)

      Usuń
  3. Ja jestem cienka w takich tematach, ale super wpis!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja lubię cytrynę i chętnie po nią sięgam. Ciekawa jestem smaku takiej herbaty z róży

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała dostęp do owocow cytryny prosto z drzewa (tak jak to jest we Włoszech to pewnie też bym korzystała. Herbata z róży jest lekko kwaskowa, z słodką nutą i wyczuwalnym owocowym bukietem.

      Usuń
  5. O dziekuje za przypomnienie, musze nazbierac glogu, bardzo go lubie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. no ja teraz stawiam jedynie na miód i syrop z szyszek sosny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miód to podstawa, a naturalne syropy są świetne!

      Usuń
  7. Czuję się trochę winna, bo jednak u mnie nadal króluje cytryna - jest niezastąpiona przy wszelkiej maści sosach. Możliwe, że wybieram ją właśnie z powodu dostępności.

    OdpowiedzUsuń
  8. z chęcią bym wypróbowała takiej herbatki! Cytrynę bardzo lubię!

    OdpowiedzUsuń
  9. Faktycznie jest wiele innych roślin o podobnych właściwościach do cytryny. Ja jakoś lubię cytrynę

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja często korzystam z cytryny ale również z pigwy, róży i głogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. U nas króluje aronia, ale o pigwie też myśle :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzika róża i głóg królowały niegdyś w kuchni mojej babci ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja nie bardzo się znam na tych wszystkich ziółkach, ale jakby ktoś mi przyrządził taką herbatkę to z przyjemnością bym wypiła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moi sąsiedzi właśnie na takie herbatki przychodzą. Zwłaszcza zimą.

      Usuń
  14. Fakt, jest przereklamowana. Fakt drugi: trudno o cenniejszą roślinę nad dziką różę, zwłaszcza gdy tak wdzięcznie wychyla na drogę pędy wystrojone kwiatami lub owocami :-)
    Aniu, Tobie nie trzeba pisać o daniach obiadowych, wystarczy, że wspomnisz o jakichś ziołach czy herbacianych dodatkach, ja już wzbudzasz apetyt.

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetnie, że masz dostęp do takich roślin i owoców. W mieście niestety o to trudniej.

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja bardzo lubię cytrynę i jej smak.

    OdpowiedzUsuń