wtorek, 19 lutego 2019

Pierwsza rowerowa wycieczka w poszukiwaniu wiosny


Niedziela wstawała powolutku, nigdzie się nie spiesząc. Tak jakby wiedziała, ze jest dniem wolny, więc jej zadaniem, ba wręcz obowiązkiem jest płynąć leniwym nurtem nizinnej rzeki, a nie wartko jak górski strumień.
Tylko słońce wstało nagle i ostrymi promieniami błyskającymi znad lasu oznajmiło, że dzień będzie ciepły i prawie wiosenny. 

Wiosenne śniadanie

Przygotowałam iście królewskie śniadanie z wiejskich jaj i pierwszych dzikich nowalijek znalezionych na łące, wypiłam kawę i nigdzie się nie spiesząc wsiadłam na rower.
Tak, tak! Oto po trzech miesiącach droga dojazdowa odtajała na tyle, że mogłam bezpiecznie zjechać na niziny, gdzie zamierzałam poszukać wiosny.

Jazda bez planu

Planu nie było, bo i swojej rowerowej formy a raczej jej braku byłam pewna. Zdecydowałam, ze będę robić zygzaki pomiędzy Gierczynem a Rębiszowem, nie oddalając się nigdy za bardzo od domu, by w razie zmęczenia móc bezpiecznie wrócić z tarczą, a nie na tarczy (czyli dzwoniąc po Ślubnego z prośbą, by mnie zebrał z drogi)
Pierwszą prawdziwą oznakę wiosny zauważyłam tuż przed Przecznicą- Były to w pełni rozwinięte leszczynowe kotki, o których wiadomo, ze są prawdziwym kuchennym rarytasem. Na zbiór tychże zdecydowałam się jednak dopiero po zjeździe z głównej drogi. Bo też pierwszy zakos prowadził mnie do nowo wyremontowanego mostka na Przecznickim Potoku . 

Gdzie poniesie nie droga

Choć do samego mostku nie dojechałam, bo gdy na rozstaju dróg zatrzymałam się, aby leszczynowych smakołyków nazbierać (będą dodatkiem do najbliższego pieczonego przeze mnie chleba), zawołała mnie polna droga, na którą jakoś wcześniej nie zwracałam uwagi. Skręciłam więc i po kilkudziesięciu metrach znalazłam się nad brzegiem rwącego strumienia.

 Postój nad strumieniem

Miejsce było urokliwe, zatrzymałam się więc, ciekawa, czy też przy brzegu nie znajdę rukwi wodnej, kolejnej wiosennej zieleniny. Jakoż rosła sobie spokojnie, ale nie przy brzegu w na samym środeczku przy wystającym z wody kamieniu. Nie namyślałam się wcale. Pod wpływem impulsu zdjęłam buty i skarpety, podwinęłam rowerowe spodnie i po prostu weszłam do lodowatego potoku. Nazbierałam apetycznie wyglądających listków i dopiero na brzegu uświadomiłam sobie, że nie mam ręcznika, a stopy są mokre. Spojrzałam na rowerowe pedały, oceniając, czy da się pedałować boso (na tym rowerze jeszcze tej sztuki nie próbowałam) Po chwili sunęłam już sobie spokojnie całkiem bosa, z butami przewieszonymi przez kierownicę. Dotarłam do innego mostku na rzeczce i znalazłam się w Mlądzu, tuż przy Izerskiej Lawendzie.




Odwiedziny

Boso przejechałam przez wieś i dopiero przed wjazdem na drogę łączącą Mirsk z Rębiszowem założyłam buty na całkiem już suche stopy.
Do Rębiszowa nie dojechałam jednak tą drogą tylko boczną odnogą z podjazdem obok kościoła. Na chwilę wstąpiłam do Inkwi, a gdy się okazało, że jest przeziębiona i nie należy jej męczyć, zdecydowałam się na jazdę do Kłopotnicy. W lesie leżało jeszcze trochę śniegu, jednak droga, podobnie jak u nas była już sucha. Przy ulubionej kapliczce na rozstaju dróg zatrzymałam się na chwilę, podziwiając błyszczące w słońcu Karkonosze. Potem zajechałam do Ziłów, by po kilku minutach rozmowy o remontowych perypetiach ruszyć w stronę Grudzy. 

Powrót do domu

Byłam ciekawa, czy po trzech miesiącach bez roweru podjadę ten dosyć długi podjazd. Ku swojemu zdziwieniu i ogromnemu zadowoleniu udało mi się bez zadyszki pokonać pagórek. Potem już bez kombinacji, najkrótszą drogą wróciłam do Domku pod Orzechem, gdzie Ślubny właśnie wstawiał ziemniaki na obiad.
Niedziela, tak jak zaczęła się pięknie, tak i spać kładła się oszałamiająco, żegnając nas widowiskowym zachodem słońca.



34 komentarze:

  1. Tez mamy już pierwsza jazde za soba - i licze na to, ze w tym roku pobijemy pare rekordow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie! Ja chyba na rekordy nie liczę, ale na fajne wycieczki jak najbardziej!

      Usuń
  2. ja niestety nie mam roweru. w tamtym roku pożyczałam od sąsiadki, nie wiem czy pożyczy i w tym, bo ma dwa i tylko z jednego korzysta. uwielbiam jeździć na rowerze, ale w tym temacie mam ciężko, bo mam 4letnie dziecko i nie mam z kim zostawić. musiałabym dokupić fotelik i zabierać ją ze sobą, a tu z kolei chyba bym się bała ;) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My jeździliśmy z dziećmi w fotelikach. Świetna sprawa. Można też wypożyczyć przyczepkę.

      Usuń
  3. Uwielbiam rowerowe przejażdżki. Rozpoczęcie sezonu 2019 mam też za sobą, w ub. niedzielę u nas było cudnie i zrobiliśmy sobie wyprawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ten rok będaie obfitował a rowerowe wypady!

      Usuń
  4. Zazdroszczę! U nas na razie wszyscy chorzy, więc sezon rowerowy w poszukiwaniu wiosny zaczniemy dopiero za jakiś czas. Ale już nie mogę się tego doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  5. "Po chwili sunęłam już sobie spokojnie całkiem bosa, z butami przewieszonymi przez kierownicę" Czy już mówiłem, żeś wariatka? 😂

    OdpowiedzUsuń
  6. Bazie jako rarytas? Kurcze nie wiedziałam.... ale od Ciebie sie dużo takich ciekawostek dowiaduję hihi
    Wino z mlecza to dopiero rarytas!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wiesz, każdej wiosny tych dziwności kulinarnych przybywa, bo zimą czytam, co by jeszcze nowego zielonego i nie tylko zjeść na wiosnę!

      Usuń
  7. jak ja lubię wycieczki rowerowe! chętnie bym się wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze trochę i można z przyczepką pojechać na wycieczkę z dzidzią.

      Usuń
  8. Już na rowerze? super! marzy mi się taka rodzinna wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie to wyjątkowo późno w tym roku. Zazwyczaj sezon rowerowy zaczynałam 1 stycznia.

      Usuń
  9. Dawno nie jeździłam już rowerem. A mąż mi odnowił moją "brykę", jak tylko zrobi się cieplej, wyruszę na przejażdżkę. Ostatnio u nas strasznie zimno i wietrznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz super męża! Mój też dba o moje rowery. U nas właśnie niedziela była wiosenna, teraz znów wieje i pada.

      Usuń
  10. Pół Pogórza za jednym razem, to jest wycieczka! :) Kłopotnica to super miejsce, kapliczek tam więcej niż domów i te widoki na góry i Grudzę...Co słychać u "wiecznie-remontujących" z Kłopotnicy? Cały czas są na miejscu? Też planuję kiedyś ich poznać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziły mieszkają już na stałe, a Staruszek wygląda coraz lepiej. To bardzo pozytywnie ludzie.

      Usuń
  11. Kurcze, za każdym razem jak do Ciebie tutaj zaglądam uczę się czegoś nowego. "Przez Ciebie", mam coraz więcej pomysłów. Przez to, że u nas w planach przeprowadzka to mamy nadzieję na kawałek ogródka- to do tych ziółek co ostatnio pisałaś. Z powodu odległości do sklepów myślę właśnie o rowerze, choć szczerze wolę piesze wędrówki... Podziwiam u Ciebie tą wiedzę odnośnie rosnących dziko roślinek. Jeśli nasza przeprowadzka dojdzie do skutku to chyba będę musiała jakąś książkę zakupić i idąc Twoim śladem porozglądam się co rośnie w okolicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię inspiruję. Na rynku jest sporo fajnych książek o ziołach. Jak pogrzebiesz po blogu, to tam gdzieś jest przegląd takiej literatury. Ważne, by ksiązka miała dobrej jakości zdjęcia i dokłądne opisy także z opisem zapachu.

      Usuń
  12. Podziwiam Cię, że masz tyle siły i chęci do życia w sobie! ❤️ Dla mnie ta pora roku to jeszcze nie wiosna i nie dałabym rady zrobić tyle co Ty! Ale może dlatego, że jestem już na ostatnich nogach w ciąży i dla mnie wszelkiego rodzaju aktywności są już nieosiągalne 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, koniec ciąży to zazwyczaj trudny czas, choć ja rowerem jeździłam do pracy w 8 miesiącu ciąży.

      Usuń
  13. Na poszukiwanie wiosny piszę się zawsze - gorzej z jazdą na rowerze...:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pieszo byłam kilka dni wcześniej i może jutro pójdę.

      Usuń
  14. Luty, a już tak piękna pogoda, że szkoda jej nie wykorzystać :) wcale się nie dziwię. My dużo spacerowaliśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mi się marzą długie trasy, by wykorzystać czas wiosny.

      Usuń
  15. Super wypad, szkoda, że zima już wróciła

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja w tym roku jeszcze nie jeździłem na rowerze. Na te ferie miałem wiosnę zamiast zimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie dwa miesiące bez roweru to tragedia! No, ale wcześniej chyba musiałabym fatbika posiadać, by zjechać.

      Usuń
  17. Kotki leszczynowe widziałem, patrzyłem na nie z przyjemnością, ale dopiero do Ciebie dowiaduję się, że patrzyłem na jedzonko. Dodane do chleba zmienią jego smak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wiesz, że zjeść można więcej roślin, niż mogłoby się wydawać. A chlebuś staje siė lekko orzechowy.

      Usuń