piątek, 25 sierpnia 2017

Trójstyk - kilka refleksji o granicach

Granica między noca a dniem, niebem a ziemią
Granice... pierwsze skojarzenia? Granica państwa, granica wytrzymałości, wyznaczyć granice. Już te pierwsze myśli pokazują, jak różnie można te granicę postrzegać.

Z dzieciństwa pamiętam, jaką frajdę sprawiało obchodzenie słupka granicznego w Beskidach. Czułam dreszczyk emocji, gdy stawiałam stopę na czeskosłowackiej wówczas ziemi. I chyba tamte doświadczenie sprawiło, że granice i ich przekraczanie tak mnie fascynuje. Za każdym razem, gdy z Gui jedziemy do Niemiec czujemy ten dreszczyk przy przejeździe między słupkami. Ba, chyba za każdym razem mamy zdjęcia a nawet film z tego momentu. Podobnie czujemy się przejeżdżając przez Czechy, skracając sobie drogę do Zieleńca lub Radkowa. Kilka lat temu podróżując na maraton do Zieleńca wpakowałyśmy się w jakieś czeskie objazdy. To wtedy, jadąc wąską drogą w górach, recytowałyśmy „Piosnkę” Norwida.
A jaką ekscytację przeżywałyśmy płynąc na Bornholm!
Skoro przekraczanie granic sprawia nam tyle radości, dlaczego nie odwiedziłyśmy dotychczas żadnego trójstyku? Wiele razy planowałyśmy wybrać się na ten najbliższy polsko-czesko-niemiecki, ale nigdy nam się nie udało.
Planując wyjazd do Czech z Wojtkiem, postanowiłam włączyć tróstyk do naszej wycieczki. Była to typowa objazdówka przez „worek turoszowski” z przejazdem do Frydlantu.
Po obejrzeniu „wielkie dziury” czyli kopalni węgla brunatnego zajechaliśmy do Porajowa. Przy samej granicy biegnie Aleja Trzech Państw, łącząca Niemcy z Czechami przez polską ziemię.
Na parkingu przy Biedronce zostawiliśmy samochód i wygodną drogą spacerową poszliśmy do miejsca, gdzie łączy się granica trzech państw. Dotarliśmy nad Nysę Łużycką i... przeżyłam rozczarowanie. Kilka lat temu oglądałam wizualizację planowanych inwestycji w tym miejscu. Spodziewałam się zatem mostku na Nysie łączącego trzy państwa, bo tak to miało w planach wyglądać. Co zobaczyłam?
Cztery maszty z flagami trzech państw oraz Unii Europejskiej pośrodku. Kilka ławeczek i krąg ogniskowy. Mosteczek nad wąskim kanałem będącym granicą polsko-czeską. Po czeskiej stronie obelisk z trzech granitowych płyt. Po polskiej (tak, tak zgadliście) krzyż z napisami w trzech językach. Po niemieckiej... no właśnie nic, wzdłuż Nysy Łużyckiej biegnie ścieżka rowerowa. Kiedyś nieopodal był most, ale ze względu na fatalny stan techniczny został rozebrany. Pozostały tylko słupki graniczne po dwóch brzegach rzeki i przeorany ślad po ścieżce dojazdowej.
Ech... chciałam poczuć magię miejsca, spacerować pomiędzy trzema państwami po mostku a tu takie rozczarowanie! Gdybym przyjechała rowerem, pewnie zrobiłabym kółko do granicy polsko-niemieckiej Porajów- Zittau i niemiecko -czeskiej Zittau- Hradek.
A tak pozostało spoglądanie na niemiecki brzeg Nysy.
Mam nadzieję, że władze nadgranicznych miejscowości zdecydują się na realizację projektu i jeszcze odwiedzę mostek trzech państw.
Trójstyk Zittau- Porajów-Hradek albo jak kto woli: Żytawa- Porajów- Gródek. Ten drugi zestaw nazw pokazuje jak bardzo granice państw są sztuczne. Owszem ludzie mówią w tych trzech miejscowościach różnymi językami, bo przez lata oddzieleni byli posterunkami straży granicznej, ale przecież do 1945 roku mówiono tu jednym językiem! Dopiero powojenny podział państw podzielił i sąsiadów. Teraz, po otwarciu granic powoli się to zmienia. Sąsiedzi przyjeżdżają do siebie na zakupy, spotykają się , mieszkają w jednym kraju a pracują w drugim. Porozumiewają się zaskakująca mieszanką językową miałam okazję przysłuchiwać się takiej polsko-czeskiej rozmowie. Mimo, ze teoretycznie każdy mówił swoim językiem, świetnie się dogadywali.
Podsumowaniem naszej wycieczki był Frydlant, gdzie zdecydowaliśmy się na obiad. Skorzystaliśmy z oferty baru szybkiej obsługi o symbolicznej nazwie Free Land. Patrząc na obsługę oraz menu, ta nazwa jest w pełni uzasadniona. Oto w przygranicznym czeskim miasteczku turecki kebab przygotowują i sprzedają … Wietnamczycy.
Co można tu zjeść? Ryż i makaron na kilka sposobów, tajskie carry, czeski smażony ser, zupę pekińską, kebab, frytki. Do picia piwo i kultowa czeska kofola. Smacznie i niedrogo.
I tak oto przez knajpę doszliśmy do sedna: możliwość przekraczania granic to wolność.

Wolny jest ten, kto potrafi przekroczyć granice. Nie tylko między państwami, ale także własne ograniczenia. Ale to już zupełnie inny temat.

5 komentarzy:

Aleksandra Iwko pisze...

Dobrze ujęte. Chociaż czasami brak granic jest niekorzystne. Człowiek niestety jest taką istotą, że musi mieć czasami postawione pewne granice. Pozdrawiam

Krzysztof Gdula pisze...

Anno, kilka lat temu byłem na granicy ukraińsko-słowacko-polskiej. Jest w lesie, nic tam nie ma poza trójbocznym słupem granicznym i paroma ścieżkami. Siedząc na pniaku i rozglądając się, odczuwałem sztuczność wszelkich granic terytorialnych. Taki sam las, takie same ścieżki, ta sama ziemia, ale mogąc iść na dwie strony, na trzecią, ukraińską, iść nie mogłem. Głupie to i nienaturalne. Wybierałem się też na drugi styk trzech granic, ale teraz może zaczekam na mostek.
Pomieszanie narodowości znam z UK. Pamiętam, że chleb kupowałem w sklepie z polską żywnością prowadzonym przez Araba :-)

Andrzej pisze...

Przynajmniej na niebie nie ma widocznych granic. Obecnie ograniczenia są najbardziej w nas samych. Z przyzwyczajenia, lęku, obawy zmiany tkwimy w tych samych miejscach, okolicznościach.
Niewiele osób jest otwartych na zmiany i przyjmuje je jako naturalne i konieczne.
Jednak jak pokazały ostatnie dni i miesiące nie wszyscy ludzie powinni swobodnie podróżować bo mogą stanowić śmiertelne zagrożenie dla innych.
Wtedy okazuje się że granice są potrzebne.

Anonimowy pisze...

Przed laty chodząc po Bieszczadach z bratem i kolega zalegliśmy przy pięknej pogodzie na Haliczu. Widok piękny, szeroki. W dole jechał sobie jakiś pociąg, w oddali widać było miejscowości. Tak sobie patrząc rozmawialiśmy właśnie o bezsensie granic... Tam, z góry, nie widać było żadnych podziałów...

Anna Kruczkowska pisze...

Z Waszych komentarzy wynika, że nie tylko dla mnie podziały terytorialne są bezsensowne i sztuczne, a granice sa ograniczeniami.
Oczywiście, że potrzebujemy granic w znaczeniu granic moralnych czy rozsądku. Tych przekraczać nie należy.