piątek, 22 września 2017

Jak pies z kotem, czyli o trudnej przyjaźni

Jest wieczór. W Domku pod Orzechem słychać niespotykane o tej porze psie szczekanie i tupot czterech par nóg. Zazwyczaj o tej porze Koki już spał, ale nie teraz. Od dwóch tygodni chatka ma nowego domownika młodą, szarorudą kotkę. Frida (imię oczywiście na część naszego domowego ducha) jest kilkumiesięczną znajdą. Ślubny przywiózł ją z Trzebiatowa, gdy przyparty do muru rozpaczliwą prośbą bratanka zgodził się przygarnąć bidę znalezioną na nowielickich łąkach.

Początek znajomości nie był zbyt fortunny - Koki z utęsknieniem czekał na swojego pana, całe dnie spędzając na łące w miejscu, gdzie powinien stać samochód z przyczepką, a pan, niewdzięcznik przywiózł wielki kosz z obcym zwierzakiem! Frida zaś przez szczebelki kosza zobaczyła czarnego potwora szczerzącego swoje nieliczne już zęby.
Przez pierwsze dni zwierzaki sprawdzały, co i jak. Było mnóstwo hałasu: szczekania i prychania.
Powoli sytuacja się stabilizuje. Całymi godzinami pies i kot ignorują się, by nagle zacząć się gonić po domu lub podwórku.
Najzabawniejszy jest kruchy rozejm, gdy gotuję jakiejś pyszności. Wtedy mam przy jednej nodze Kokiego, przy drugiej Fridę. Oboje z zadartymi głowami i minami niewiniątek czekają, by je czymś poczęstować. I jeśli jednocześnie je karmię, są całkiem zadowolone.
Zabawne bywają podchody do wieczornego przysypiania. Koki pierwszy wskakuje na łóżko, jeszcze z narzutą, zaś Frida przysypia na bujanym fotelu. Wydaje się, że śpi w najlepsze, ale to tylko złudzenie. Wystarczy, że zaczniemy rozścielać pościel i Koki z niechęcią i ociąganiem przeniesie się na swoje legowisko, nie zdążymy zająć miejsca pod kołdrą, a Frida już leży zwinięta w kłębuszek z wyrazem oczu typu: "że co? że niby to nie dla mnie rozścieliliście łóżko? No przecież nie wyrzucicie maleństwa na podłogę!?"

O poranku najpierw wypuszczam Kokiego na dwór i karmię Fridę. Potem Frida wędruje na strych a Koki wraca do domu na śniadanie. Scenariusz kolejnych godzin zależy od pogody i humoru obu zwierzaków. I choć Koki może wydawać się niezadowolony, to pojawienie się Fridy dobrze mu robi: pies więcej teraz biega, rusza się, odzyskał animusz i ... przestał spadać nocą ze swojego posłania!
A Frida? Frida ma dom z myszami - pierwszą upolowaną już nam przyniosła do kuchni.
Ciekawe, czy ta dwójka będzie kiedyś wspólnie spała i tuliła się do siebie? Czy raczej jesteśmy skazani na gonitwy po mieszkaniu.
A jak jest u Was? Czy stary pies i młoda kotka mogą żyć w zgodzie?



Edit: Zwierzaki żyją już w takiej komitywie, ze czas nazwać je gangiem Olsena albo raczej gangiem Fridy. Śpią razem, razem jedzą i zatem się bawią. Wystarczy, żeby Frida się gdzieś ukryła, a Koki będzie chodził markotny po domu i jej szukał.

12 komentarzy:

Jan Łęcki pisze...

U mojej młodszej córki Izy, swoje miejsce mają dwa yorki:
- starszy Edi,
- młodsza Dziunia.

Oboje mają gdzie biegać - ogród ma 12 arów. Ale w miarę przybywania lat, przybyło im również kilogramów.
Wiosną tego roku do drewutni wprowadziła się czarna kotka i powiła czworo kociątek. Jeden był maści pręgowanej, a pozostała trójka była czarna. Gdy już zaczęły samodzielnie jeść, wszystkie poszły "do ludzi" za pośrednictwem internetu. A kotka Krystyna zaczęła odwiedzać taras i wchodziła do domu. Edi był jej ciekaw, a Dziunia ciągle Krystynę zaczepiała. Lecz Krycha panowała nad sytuacją. Teraz jest trochę zabawy. Po ogrodzie Krysia gania z Dziunią, co suczce wyszło na dobre, gdyż wyszczuplała. Krystyna nocami łazi gdzieś po okolicznych polach, a rankiem przynosi na taras jakąś myszkę i trochę się nią pobawi, a następnie proponuje Dziuni małą poranną gimnastykę. Edi, z racji swego wieku, nie zajmuje się "głupotami". Po porannej zaprawie, Krycha majestatycznie udaje się na odpoczynek w swoim kąciku i pieski dają jej spokój.

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Ja takiej sytuacji nie miałam, ale mój przyjaciel miał starą kotkę i młodego psa. Niesamowicie mnie śmieszyło ich zachowanie względem siebie. Pies nieustannie ignorował kota, udając, że go nie widzi. A Kot nie reagował na zachowanie psa inaczej, niż rzucając mu spojrzenia pełne najwyższej pogardy... :D

Andrzej pisze...

Zgodny pies i kot to możliwe u Ciebie.
Mój pies nigdy z kotami się nie dogadywał. I tak było do końca. Jesteś już na stałe w Gierczynie to pewnie i kozy się pojawia niebawem.
Pracuję od 18 września w Żorach robię co innego niż wcześniej z inną ekipą. Nowi ludzie nowe problemy, znaczy normalnie.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Moje towarzystwo nie dogaduje się, dalej zdalnie sterowane i tak pewnie zostanie do końca.
Może gdyby kotek był od małego, a psy starsze, jakoś przyzwyczaiłyby się do siebie, a tu ... Amik bez specjalnej agresji goni Gutka, bo ten ucieka, i bądź tu mądry, i pogódź te stworzenia; pozdrawiam.

Anna Kruczkowska pisze...

Janie, no właśnie, moja kotka, choć młodziutka patrzy na Kokiego ze stoickim spokojem. To stary pies dostaje głupawki!
Sol, fajnie, przynajmniej nie demolowały domu.
Andrzeju, mam nadzieję, ze niedługo będa zgodnie ze sobą żyły, zwłaszcza, że niedługo dołaczą do nich kozy, a wiosna kolejny pies i kolejna kotka. No i kury. Życze powodzenia w nowej pracy. Zmiany sa potrzebne. mam nadzieję że u Ciebie będzie to zmiana na lepsze.
Mario, właśnie jak je pogodzić ;)

Krzysztof Gdula pisze...

Nie bez podstaw ułożono powiedzenie o życiu jak pies z kotem jako synonim złych stosunków, ale wydaje mi się, Aniu, że gdyby te zwierzaki żyły ze sobą od urodzenia, byłyby kumplami. Teraz tylko mają szansę stać się nimi. Ponieważ są w Twoim domu, myślę (aczkolwiek właściwie nie wiem dlaczego), że te szanse mają większe.

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, w sumie nie wiem, skąd u Ciebie i Andrzeja to samo przeknanie, że w moim domu kot i pies mogą żyć zgodnie. Chyba obaj odczuwacie swoistą "magiczność domu" jak u Hanny Banaszak (nota bene uwielbiam " W moim magicznym domu") Co ciekawe, znacie mnie z zupełnie różnych czasów ;)

Niania w Paryzu pisze...

Nie mam zwierząt w domu i nigdy nie miałam... Wiec kompletnie sie nie znam. Przyjaźń, wrogość? U mnie sa tylko pająki, komary i muszki owocowki. I tego mi za duzo...

Krzysztof Gdula pisze...

Najwyraźniej kiedyś byłaś taka jak teraz, a Andrzej i ja podobnie Cię widzimy:-)
Banaszak robiła na mnie wielkie wrażenie nie tylko swoim śpiewem, ale i seksapilem.

Lojal Pat pisze...

oj na to pytanie nie odpowiem bo choc kocham zwierzaki to nie posiadam..ale myślę,że mogą..trzeba pewnie czasu:)

Anna Kruczkowska pisze...

Lojal Pat, nasze zwierzaki już teraz żyją w pełnej symbiozie gdzie kot, tam i pies i odwrotnie!

Lojal Pat pisze...

Super::)
Pat:)