wtorek, 31 października 2017

Stary dom przysłupowy

fot. Grzegorz Honcek
( zapraszam do jego galerii zdjęć
na fb: https://www.facebook.com/grzesiumirsk/)
Podobno najciemniej jest pod latarnią. Przekonałam się o tym kilka dni temu, gdy dokładnie przyjrzałam się chałupie stojącej najbliżej Domku pod Orzechem. Pewnie nadal żyłabym w nieświadomości, ale obecnie w obórce mieszkają moje kozy, więc bywam tam często.

Zastanawiam się, jak to możliwe, że przechodziłam koło tego domu kilka razy w ciągu dnia i nigdy mu się bliżej nie przyjrzałam? Może dlatego, że ostatni mieszkaniec, który właśnie kilka dni temu odszedł na elizejskie pola, był człowiekiem napiętnowanym, okrytym tajemnicą. Taki, którym straszy się dzieci. Przez ostatnie lata mocno podupadł na zdrowiu, rzadko wychodził i naszym sąsiedzkim obowiązkiem stało się odwiedzanie go, sprawdzanie, czy wszystko w porządku. Nie był już ani straszny, ani groźny. Ot, stary schorowany, zniszczony życiem człowiek. O jego przeszłości i występkach krążą legendy, zrobił wiele złego, ale swoje też wycierpiał. Zmarł w samotności i opuszczeniu.
Chałupa też tak wygląda. Przycupnięta na zboczu Góry, chociaż stoi prawie przy samej drodze, to wysokie pokrzywy osłaniają ją przed ciekawskim wzrokiem. Kiedyś, lata temu mieszkało tu młode małżeństwo z trzema synami. Wówczas dom tętnił życiem. Dzieciaki miały mnóstwo szalonych pomysłow (np. spuszczały z dachu kurczęta, ucząc je latania- pomagała im moja maleńka wówczas siostra) Gospodyni dbała o dom. W maleńkich oknach wisiały bielusieńkie firanki a na parapetach pyszniła się papryczka w doniczkach. Lubiłam tu przychodzić dla rodzinnej ciepłej atmosfery. Ale byłam wówczas dzieckiem i nie w głowie było mi podpatrywanie konstrukcji domu. Potem sąsiedzi wyprowadzili się, bo wrócił z więzienia prawowity właściciel. I jego powrót okazał się dla domu tragiczny. Chałupka powoli marniała, szarzała, o desek poobłaziła farba. Sąsiad zamieszkał na pięterku w malenkim pokoiku do którego wchodziło się z wnęki w dachu. Izba połączona z kuchnią znajdująca się na parterze pozostała niezamieszkała ( w tej izbie do dziś zachowały się niemeickie płytki posadzkowe)
No dobrze, ale wróćmy do meritum. Kilka dni temu odkryłam, że owa waląca się powoli chałupa to przykład parterowego domu przysłupowego. Podobnymi cackami architektonicznymi zachwycałam się w Antoniowie, nie zauważając że mam taka perełkę pod nosem.
Dom jest parterowy z kamienną pewnie podmurówką. Dalej idą belki nośne pomalowane na zielono i zielone deski z żółtymi listwami. Nieliczne zdobienia wskazują na dbałość budowniczych o detal. Dwuspadowy symetryczny dach od południa dochodzi prawie do ziemi. To od tamtej strony wycięto w nim drzwi na strych. Dzięki temu łatwiej wrzucało się plony. Na kotlinie widziałam współczesne wykorzystanie takiej konstrukcji dachowej- na strychu urządzono pokój z przeszkolnymi drzwiami a na podeście ustawiono stolik i krzesła. Na uwagę zasługuje drewniana rynna wyciosana z jednego pnia.
Wnętrze domu ma typowe dla parterowych niemieckich chałup tego rejonu ułożenie pomieszczeń.
 Drzwi wejściowe prowadzą do długiej sieni, na końcu której znajdują się schody na strych. Z sieni wchodzimy do izby mieszkalnej usytuowanej po lewej stronie. W pierwszej części pomieszczenia mieściła się kuchnia z piecem. To tu podłoge pokrywa zdobna posadzka. Kuchnia łączy się z dużą izbą, w której toczyło się życie rodzinne. Za pokojem ukrywa się jeszcze komora pełniąca funkcję sypialni.
Prawa strona domu przeznaczona jest dla zwierząt. Do obory ożna wejśc od strony sieni albo od zewnątrz. Dalej jest jeszcze połączona z domem stodoła.
Obecnie dom popada w ruinę, ale po ocalałych detalach można domyślać się jego skromnego piękna.




9 komentarzy:

Andrzej pisze...

Ładny ten domek i blisko .

Krzysztof Gdula pisze...

Chodząc po moich górach też zwracam uwagę na stare, opuszczone domy, a jest ich wiele. Niektóre śliczne jak z obrazka, niektóre już nie do remontu, czekają na silniejsze wiatry, bo straciły już nadzieję na nowego właściciela.
Szkoda.
Anno, tak jeszcze pomyślałem… o matce tego człowieka żyjącego tam z samotności. Że zajmując się swoim małym synkiem wierzyła w jego lepszą przyszłość. Ech, jak to różnie Prządka przędzie swoją nić…

Aleksandra pisze...

Zapewne doczeka się niestety rozbiórki i postawienia "bunkrowca". Podobną sytuację spotkałam w Chromcu. Pokazałam zdjęcia na swoim blogu. A może doczeka się remontu - oby. To jest bardzo ciekawa architektura.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Gdybym teraz przede mną stała decyzja budowy nowego domu /i byłabym młodsza/, od razu szukałabym siedliska, zagrody do remontu; ile pieniędzy idzie w niepotrzebne nikomu papiery, mapy, inwentaryzacje, podpisy, pieczątki ... za te pieniądze miałabym początek remontu:-) i taki dom, Aniu, bardzo by mnie kusił:-) trzeba pokazywać podobne opuszczone domy, ludzie czasami poszukują bez pośrednika, no i ważne, żeby była ustalona sytuacja prawna, i spadkobiercy zgodni:-) u nas jest domek w najładniejszym punkcie widokowym, i ma 17, a może i więcej spadkobierców, niszczeje, już drzwi rozwalone, szyby wybite ... szkoda wielka.

Anna Kruczkowska pisze...

Andzeju, ładny tylko strasznie zaniedbany.
Krzysiu, ten myślę, że dałoby się jeszcze wyremontować, ale podejrzewam, że właścicielom zabraknie wyobraźni, aby zainwestować w stary dom przysłupowy. Będzie tak, jak napisała Aleksandra- powstanie jakiś szkaradek.
Aleksandro, a wydawałoby się ze w Chromcu, podobnie jak w Antoniowie i Kromnowie ludzie wiedzą, jaką warością są domy przysłupowe.
Mario, ten dom ma właściciela, ale obawiam się, że ważniejszy jest grunt niż sama chałupa i jej los jest przesądzony ( sama jeszcze nie rozmawiałam z właścicielami, ale takie dochodzą mnie słuchy)
I wiesz, gdybym nie mieszkała obok, w podobnej chatynce (ale moja nie jest przysłupem tylko zwyczajną chałupą z kamienia i drewna) , to też by mnie korciło wyremontować to cudo i w nim mieszkać.

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, nie piszesz jak ten dom jest usytuowany względem Twojego, a próbuję go zlokalizować w pamięci. Tyle że nie znam okolicy zbyt dokładnie. Pamiętam, że nieco wyżej od Domku droga ku Blizborowi ma odgałęzienie w lewo, rosną tam jakieś drzewka, w pamięci widzę głównie brzozy, a dalej jest parę domków. Może to jeden z nich?

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, to ten dom, który widać z moich okien. Najbliższy, przy drodze.
Wiesz, pisałeś o matce i jej nadziejach. Na pewno były wielkie. Sąsiad dostał imię po ojcu, więc należy domyślać się, że był pierworodnym. A po takim spodziewa się, że będzie dumą i spadkobiercą. Ot, życie.

Anna Stranc pisze...

Przypomina mi się pewien dom z dzieciństwa na wsi. Jego właścicielka zawsze chodziła w chustce, a ja się zastanawiałam dlaczego. I jak wygląda bez chustki. Czasem jak mi się przyśnił, to był straszny. Prawie jak dom z horroru.
Twój domek, ten który pokazujesz jest uroczy i dobrze by było, gdyby znalazł się porządny właściciel. Uratował dom przed zburzeniem i zajął się nim. Nie wyobrażam sobie, żeby na jego miejscu postawili kolejny blok, market i tym podobne dziadostwo. Wiadomo nie do końca dziadostwo, bo to też potrzebne, ale nie na miejscu takiego domku.

Anna Kruczkowska pisze...

Anno, uroczy, bo takim chciałam go pokazać. Ma o i swoje upiorne tajemnice, choć teraz po śmierci sąsiada jest już tylko smutnym opuszczonym domem, zamieszkiwanym przez starego, smutnego opuszczonego tęskniącego psa, którym sie opiekujemy.