poniedziałek, 6 listopada 2017

No i gdzie jest ta skała?

Kilka tygodni temu pokazałam Wam ruiny schroniska na Kotlinie (klik) Nie wiem, czy zajrzelisćie na proponowane przeze mnie portale, jeśli nie, to chciałam Wam pokazać jedną ze starych pocztówek:
http://dolnoslaskie.fotopolska.eu/420154,foto.html


Na dwóch dolnych zdjęciach widnieje sporych rozmiarów skała.  Początkowo podejrzewałam, że zdjęcia zrobiono na Białym  Kamieniu, jednak po wnikliwym obejrzeniu stwierdziłam, że to z pewnością nie jest Biały Kamień. Zatem co? Rozmowa ze znajomym utwierdziła mnie w przekonaniu, że owa malownicza skała znajduje się nieopodal ruin schroniska.
Nie pozostało mi nic innego, jak wrócić do Kotliny i znaleźć intrygujące mnie miejsce. Mimo pierwszych dni listopada pogoda była iście październikowa, wsiadłam więc na rower i najkrótszą (co wcale nie oznacza najłatwiejszą) trasą pojechałam na Górę Zamkową, czyli Kocioł (boszzz, jak nie Kufel to Stożek i Kocioł). Zdecydowanie wolę nazwę Góra Zamkowa, bo niesie ona za sobą echa legendy o zamku, który ponoć istniał tu w XII w.
Nie mając pewności, gdzie szukać skał (a wystarczyło dobrze przyjrzeć się swoim mapom, bo na jednej  bardzo ładnie zaznaczone i nawet mają nazwę: Skałki Zakochanych), zostawiłam rower przy zwalonym przez ostatnią wichurę modrzewiu i ruszyłam pod górkę. Chwilę poźniej stałam na porośniętym rzadkimi brzozami szczycie. Nic specjanego: ambona myśliwska, trochę porozrzucanych kamieni, borowiska, brzozy, przez które widać nieodległą Sępią Górę i tyle. Żadnych skał, żadnego oszałamiającego widoku. Obeszłam szczyt w te i we wte. Popatrzyłam na pozostałości dawnych założeń parkowych (podejrzewam, że przed wojną górę porastał dobrze utrzymany park z alejkami). Cały czas do moich uszu dochodziły głosy dwóch rodzinek, które wybrały się na niedzielne zwiedzanie i ich samochody stały w pobliżu ruin schroniska.
Zrezygnowana zeszłam w dół do swojego roweru. Już miałam odpuścić, gdy zaciekawił mnie niewielki buczynowy zagajnik z ledwo widoczną ścieżynką pokrytą rudymi liśćmi. Wjechałam buczyny i... po chwili miałam przed sobą upragnioną skałę! Ciekawie wypiętrzona na północnym stoku zda się stworzona do romanycznych spacerów z położonego nieopodal schroniska. O jej ogromnej kiedyś popularności świadczą zachowane zdjęcia i... wyryte w niej liczne niemieckie napisy. Obecnie jest zupełnie zapomniana. Szczelnie zakryta młodymi bukami pozostaje miejscem tajemniczym i niezwykle spokojnym. Ze szczytu skały rozciąga się panorama  Pogórza Izerskiego, a przy dobrej pogodzie widać Góry Kaczawskie.

Aż serce boli, że taka atrakcja turystyczna nie jest wyeksponowana, że wędrując szlakiem dawnego górnictwa turyści nie wiedzą, ze nieopodal mają kolejny cud natury. Władze gminy Mirsk, mają jeszcze niejedną lekcję marketingu turystycznego  do odrobienia.












12 komentarzy:

  1. A może zrobić projekt na budżet obywatelski? Rewitalizacja tych terenów? Trochę z tym pracy, ale dla chcącego...
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem do końca przekonany do takich pomysłów marketingowo-rewitalizacyjnych. Wg. mnie urokliwe miejsce to... urokliwe miejsce i żadnych wodotrysków nie potrzeba. A nagłośnienie takich atrakcji i ułatwienie dostępu (platformy widokowe, parkingi, kosze na śmieci(!)) prowadzą do nieuchronnie do zanieczyszczenia i deprawacji tych terenów. Ja wolę w takiej formie jak na w/w obrazku:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obawiam się Agnieszko, że budżet obywatelski odpada (za mała mieścina, za dużo potrzeb), ale jakąś inicjatywę oddolną trzeba będzie chyba ruszyć.
    Królu, nie chodzi o zrobienie wielkiego bum, a o kilka tabliczek informacyjnych. Jakoś na Białym Kamieniu mimo postawienia kosza, wiaty i odnowieniu szlaku nie zrobiło się brudniej, podobnie na szlaku dawnego górnictwa też nie. Śmiecą miejscowi, którzy w tych miejscach urządzają sobie libacje (wiem o tym, bo co roku sprzątam kilka takich miejsc w moim otoczeniu)

    OdpowiedzUsuń
  4. Anno, chciałbym zwrócić uwagę na inny aspekt Twojego wyjazdu. To, co dla mnie najurokliwsze, najbardziej wartościowe i pociągające, to chęć odnalezienia tych skał, następnie poszukiwania i odnalezienie. To przygoda najbardziej Twoja. Miewam podobne w swoich górach, gdy łażę gdzieś po ustroniach w poszukiwaniu skał, drogi czy miejsca, które chciałem znaleźć nie dla jakiegokolwiek pożytku, a dla znalezienia. Właśnie tak jak Ty.
    Jeszcze uwaga o popularności. Teraz zapomniane miejsca, kiedyś odwiedzane i podobające się, a przecież są to te same miejsca. Jak bardzo kapryśna bywa popularność, jak niewiele mająca związku z urodą okolicy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasami fajnie jest, jak samemu coś się znajdzie. A czasami dobrze, jak bardziej oblatani w temacie zaznaczą i wskażą którędy można dojść do jakiejś atrakcji.
    Aniu szkoda, że nie zamieszczasz pojedynczych zdjęć, pokazujesz takie ładne strony.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cieszą takie odkrycia, prawda? może kiedyś teren był niezadrzewiony, teraz buczyna zasłania skały i dlatego tak trudno było je znaleźć; ale należą Ci się brawa za ich odszukanie; czy to znaczy, że nikt tam nie zagląda? zresztą na Dolnym macie tyle ciekawostek, że obdzieliłby nimi inne krainy; pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Krzysiu, popylarnośc jest bardzo kapryśna i nie dotyczy ona tylko skał ;) A w górskiej przygodzie ważne jest właśnieowo szukanie, odkrywanie. NIby tak dobrze zna sie okolice a tu ciągle jakaś niespodzianka.
    Aleksandro, kolaże pozwalają na załadowanie małych zdjęć, większe nie załadowałyby się przy tej szybkości przesyłu, jak mam. Cieszę się, że w ogóle udaje mi się utrzymywać kontakt z czytelnikami :) Czasem mogę dodać link do galerii, jeśłi uda mi się utowrzyć odpowiedni album.
    Mario, zę starych zdjęc wynika, ze teren był kiedyś całkiem zagospodarowany. A buczyna wyrosła niedawno, to zaledwie zagajnik, który jednak skuteczie zasłania ostniejącą niegdyś drogę.
    Oj tak, ciekawostek na Dolnym Śląsku nie brakuje, ale Wy tez mozęcie pochwalić się niesamowitymi cudami.

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie! Maria pisze o mnogości ładnych miejsc na Dolnym Śląsku, a u siebie nie ma ich mniej. Ilekroć goszczę u niej, mam chęć jechać tam i zobaczyć wszystko na własne oczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Przypadkiem natrafiłem na ten blog. Chciałem słowo o zamku - nie sądzę, że to legenda. W źródłach jest wzmianka o ruinach. Należał do Bolesława Kędzierzawego w XII w. Nazywał się Kocioł, co zrozumiałe, bo tam jest rzeczywiście mały kocioł górski. Znalazłem pozostałości ruin.

    OdpowiedzUsuń
  10. Adamie, znam tę opowieść o zamku Kędzierzawego. Mnie zaciekawiło, że natknąłeś się na średniowieczne ruiny, a nie na pozostałości niemieckiego domostwa.

    OdpowiedzUsuń
  11. No tak, byłem tam 14 listopada. To są inne ruiny (choć jest ich śladowa ilość) niż te po Kesselschlossbaude.

    OdpowiedzUsuń
  12. No chyba zacznę bładzić po tej górce, żeby znaleźć te ruiny ;)

    OdpowiedzUsuń