poniedziałek, 19 stycznia 2026

Recenzja książki "Witamy w Funlandii" Katarzyny Okelo

 


Lubię fantastykę w różnych odcieniach i konfiguracjach. Sięgam zarówno po fantasy, jak i fantastykę naukową oraz wszystko, co znajduje się pomiędzy. Tym razem zdecydowałam się przeczytać powieść z pogranicza fantastyki naukowej i grozy, którą można zakwalifikować do obu tych gatunków. Katarzyna Okelo w „Witamy w Funlandii” przedstawia czytelnikom unikalny, niepokojący świat.

Funlandia – miejsce ze snu czy koszmaru?

Wyobraź sobie planetę, która została stworzona jako jedno wielkie centrum rozrywki. W Funlandii znajdziesz wszystko, czego potrzeba do zabawy i wypoczynku przez wiele dni. Każde miasto poświęcone jest innemu typowi rozrywki: pałace luster, tradycyjny lunapark z diabelskimi młynami i kolejkami górskimi, a także interaktywne gry komputerowe, w których drużyny walczą o przetrwanie. Miasta łączy kolej transfunlandzka przemierzająca rozległe tereny zielone, zapewniając wygodne przemieszczanie się pomiędzy strefami rozrywki. Dla gości przygotowano luksusowe hotele, restauracje i całą infrastrukturę, umożliwiającą komfortowy wypoczynek po pełnym emocji dniu.

Początkowo Funlandia jawi się jako bajkowe miejsce, lecz po tajemniczym Przebłysku świat ten zamienia się w koszmar. Mieszkańcy muszą walczyć o przetrwanie, tworząc nową społeczność, w której powstają kasty, rząd i służby porządkowe. Wydaje się, że wszystko wraca do względnej normalności, aż znika bariera oddzielająca dwie strefy: tę dalszą od Przebłysku, gdzie skutki kataklizmu są łagodniejsze, oraz bliższą, dziką i nieznaną. To wydarzenie staje się początkiem nowych, nieprzewidywalnych zagrożeń.

Granica między rozrywką a grozą

Funlandia to świat, w którym granica pomiędzy rozrywką a grozą jest niezwykle cienka. Każde miasto oferuje inną formę zabawy, nierzadko prowadzącą do niebezpiecznych sytuacji. Pałace luster zniekształcają rzeczywistość, lunapark dostarcza ekstremalnych przeżyć, a gry komputerowe stają się areną walki o przetrwanie. Kolej transfunlandzka umożliwia podróże między strefami, a infrastruktura zapewnia gościom wygodę po dniu pełnym wrażeń. Jednak po Przebłysku mieszkańcy muszą zmierzyć się z nową rzeczywistością, w której walka o przetrwanie staje się codziennością.

Autorka umiejętnie buduje napięcie, kreując mroczną atmosferę pełną niepokoju i niespodziewanych zwrotów akcji. Bohaterowie, z pozoru zwyczajni uczestnicy zabawy, stopniowo odkrywają swoje prawdziwe oblicza i motywacje, a lektura staje się wciągającą podróżą przez świat, gdzie rozrywka nieustannie przenika się z grozą.

Moja opinia o „Witamy w Funlandii”

Koncepcja postapokaliptycznej wizji wielkiego lunaparku wyjątkowo przypadła mi do gustu. Autorka w interesujący sposób rozwiązała problemy mieszkaniowe i aprowizacyjne mieszkańców Funlandii, tworząc wiarygodnych, pełnokrwistych bohaterów zmagających się nie tylko z codziennością, ale także z własnymi deformacjami, mutacjami i demonami. Początkowo mnogość miejsc i postaci była dla mnie wyzwaniem, jednak z czasem wciągnęłam się w rytm powieści, z zapartym tchem kibicując zmaganiom bohaterów.

Zachwyciła mnie wielopłaszczyznowość fabuły. Oprócz rzeczywistości towarzyszymy snom bohaterów, których oniryczne wizje są niezwykle plastyczne i realistyczne w kontekście świata przedstawionego. Dodatkowo, grupa mieszkańców trafia do miasta gry, gdzie zmuszona jest walczyć o życie z hordą zombiaków.

W tej powieści znajdziemy prawdziwy fantastyczny miks: ludzi, mutanty, zwierzęce bestie z dzikich królestw, boty, awatary oraz zombie. Mimo to, największym zagrożeniem pozostaje drugi człowiek. Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się tak satysfakcjonującej i wciągającej lektury.

 Recenzja powstała przy współpacy z wydawnictwem "Lepsze światy"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz