czwartek, 21 grudnia 2017

Biało wszędzie biało

Nadeszła prawdziwa zima, niestety, ta jej część trawała krótko. Śniegu w Izerach nie brakuje, choć dodatnia temperatura i deszcz niweczą nasze nadzieje na białę święta. Nareszcie znów mamy Narnię na Blizborze!

We wtorek wróciłam bardzo późno. W IC Malczewskim spędziłam 8 godzin, do tego 90 minut na dworcu we Wrocławiu  i znacznie spóźniony dojazd do Jeleniej Góry, skąd zabrał mnie stęskniony Ślubny. Drogi na szczęście przejezdne, choć nasza ulubiona "przez mostki" wyglądała na tyle niebezpiecznie, że zdecydowaliśmy się nadłożyć kilometrów i bezpiecznie dojechać do domu, jadąc przez Krzewie.
 Wczoraj od rana już biegałam po śniegu. Najpierw spacer z kozami, za którymi zdążyłam się przez ostatnie dni trochę stęsknić (a i one za mna chyba też)
Potem w południe wspólnie ze Ślubnym wybraliśmy się na Blizbor, by obejrzeć, jak zima wygłada wyżęj.
Bezwietrzna pogoda, całkiem znośna widoczność i zaliczyliśmy sympatyczny spacer.
Dziś już niestety chlapa, ślisko, leje i wieje. Zakupy świąteczne zrobione, następne odwiedziny w sklepach dopiero po nowym roku.

9 komentarzy:

Andrzej pisze...

Ładne te kozy na śniegu.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Mogłoby tak zostać na święta, u nas też wieje i śnieg niknie; kozom śnieg niestraszny? jak czuje się Piesek? radosnego świętowania, pozdrawiam.

Krzysztof Gdula pisze...

Kozom chyba nie straszny śnieg, mimo iż niemal sięga im brzucha. Anno, a czy one wyszły tylko pobiegać sobie, czy też szukały coś do zjedzenia? Myślę o sarnach, niełatwy okres dla nich się zaczął.
A jazda bocznymi drogami po zlodowaciałym śniegu potrafi podnieść ciśnienie krwi.
Jestem w domu, byliśmy dzisiaj na zakupach, no i jak zwykle wyszło, że o czymś zapomnieliśmy i jutro mam jechać na zakupy uzupełniające. Tyle że ja mam bliziutko do sklepów i bez podjazdu jaki macie pod domkiem…

Anna Kruczkowska pisze...

Andrzeju, pewnie, że ładne :)
Mario, święta zapowiadają się szare i mgliste. Piesio odszedł do psiego raju 6 grudnia. Podejrzewamy, że z nadmiaru pozytywnych emocji dostał udaru (jeden przszedł w przeszłości)
Krzysiu, nie powiem, że przepadają za śniegiem. Raczej stęskniły się za mna i dały się wyciągnąć na spacer. Trawy oczywiście nie znalazły, ale pogryzły trochę gałązek i liści jeżyn.
Strasznie nie lubię zimą jeździć samochodem (nie tylko tu w górach, ale i w Trzebiatowie nie jeździłam, jak nie musiałam),dlatego jeśli trzeba koniecznie zrobić zakupy, namawiam Ślubnego na wspólny wyjazd i ograniczam pobyt w sklepach do minimum (a jak czegoś nie zapisaliśmy i nie kupiliśmy, to trudno, będziemy musieli się bez tego obejść)

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

U mnie śniegu wcale...i nie zanosi się na to, aby było. To nic.
Piękne kozy na białym śniegu... a czy One jedzą śnieg? Wybacz absurdalność tego pytania, jednak ponoć kozy jedzą wszystko;)))
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

Andrzej pisze...

Miło że wróciłaś. Może mała terenówka rozwiązała by Twoje obawy przed jazdą zimą. Taka Skoda Yeti radzi sobie. Znajoma ma Kia Sportage 4x4 w starej karoserii i jest bardzo zadowolona a ma paskudny podjazd do domu. W miejscu gdzie mieszkasz teraz to ma sens. Koszty eksploatacji z LPG są podobne do osobówki.
Kończy się lista przebojów. Pora do domu.

Anna Kruczkowska pisze...

Agnieszko, no właśnie kozy wszystko jedzą ;) Dziś ledwo udało mi się uratować rękawiczkę ;) ale za śniegiem nie przepadają, jednak, gdy trafi się na jakimś smacznym kąsku, np. liściu wyłażącym z zaspy, to i śnieg schrupią.
Andrzeju, tu nie da się bez napędu 4x4. My mamy scenica RX4. I nie chodzi o lęk przed jazdą, tylko lenistwo. To odśnieżanie, rozgrzewanie..., szukanie miejsca parkingowego między zaspami.
Na Wybrzeżu bez względu na pogodę jeździłam rowerem. Tu nie zawsze jest to możliwe, ale dzisiaj już po mleko pojechałam moim zielonym specem.

Andrzej pisze...

Lenistwo jakoś mi do Ciebie nie pasuje. A kto całe lato dbał o ogród i potem robił przetwory?

Andrzej pisze...

Tak czy inaczej Anno, dla Ciebie i rodziny spokojnych Świat Bożego Narodzenia.