niedziela, 14 stycznia 2018

Czy wy się przeprowadziliście?

To pytanie coraz częściej pojawia się na w oknie dialogowym messengera i w komentarzach. Coraz rzadziej widuje się na blogu wpisy z Bałtykiem w tle, częściej za to pogórskie pejzaże. Chyba czas już napisać o tym, co wydarzyło się w 2017 r.

Zacznę jednak od początku. Rok zaczął się całkiem spokojnie. Zamknięte zostały sprawy, które należało zamknąć, by móc zacząć tworzyć nowe. Ślubny spędzał zimę w Trzebiatowie i miał okazję widzieć, to, czego ja nie zauważałam. A działo się, choć samemu trudno widzieć drobne zmiany. Rzadziej się uśmiechałam, z pracy przychodziłam zmęczona i zniechęcona, po południu siadałam w salonie i... siedziałam. Coraz trudniej było mi się zebrać, wyjść z jakąś inicjatywą. Gdy tylko mogłam wymigiwałam się od spotkać ze znajomymi, trudność sprawiało mi wywiązanie się z zawodowych i prywatnych zobowiązań. Gdzieś na początku lutego wróciłam z pracy wyjątkowo zdenerwowana. Ja, oaza spokoju i przykład pozytywnego myślenia, zaczęłam wrzeszczeć, wpadłam w prawdziwą histerię. Ślubny patrzył na mnie ze zdumieniem, po czym sięgnął po telefon i umówił mnie na wizytę u lekarza. W ten sposób dowiedziałam się, że dopadło mnie nie wypalenie zawodowe, o które zaczęłam się podejrzewać, a o wiele gorsza, bo podstępna depresja. Kolejne tygodnie i miesiące spędziłam wywiązując się z lekarskich zaleceń 8 godzin ruchu na świeżym powietrzu dziennie i dawka antydepresantu. To wtedy zaczęłam jeździć rowerem po chaszczach, bo ... treningowe przemierzanie asfaltu szosówką też mnie nie cieszyło. Uprawiałam ogródek, pokonywałam kilometry, spacerując z przyjaciółką. Ale sama myśl o wejściu do szkoły była nie do zniesienia. Pojawiałam się tam raz na miesiąc i to w  takich godzinach, by nie było już uczniów. I choć lekarz przekonywał, że z czasem zatęsknię za szkołą, ja siedząc pod orzechem czułam, że coraz mniej mam ochotę na powrót do szkolnego zgiełku. I tak od wakacji praktycznie zamieszkaliśmy w Izerach. Życie tu toczy się spokojnym rytmem zmiany pór roku, mnóstwo czasu spędza się na świeżym powietrzu i jest... cicho. Bardzo cicho. Nadal nie korzystam radia, nie słucham muzyki. Telewizję oglądam tylko wtedy, gdy emitowane są skoki narciarskie.
 Powoli opróżniamy z rzeczy trzebiatowskie mieszkanie, złożyłam deklarację śmieciową, zostałam hodowcą kóz (nadano mi odpowiedni szereg cyfr jako hodowcy ). Chyba wszyscy kurierzy wiedzą już, jak podjechać pod nasz dom albo jak się z nami umówić, gdy zasypie drogę. Zwierzaki są tu szczęśliwe. Mogę więc napisać, że się przeprowadziliśmy do Domku pod Orzechem, spełniając tym jedno z naszych największych marzeń. Czeka nas jeszcze mnóstwo pracy,  więc na euforię i świętowanie jeszcze przyjdzie czas.
Co ciekawe, przeprowadzki nie ominęły także naszych dzieci: Gui z Maciejem kupili mieszkanie i wyprowadzili się z wynajmowanej dziupli do przestronnego, uroczego lokum na obrzeżach Wrocławia. Chuda opuściła Trzebiatów i... zajęła dziuplę Gui. Piotr i Agatka przenieśli się z kawalerki do dwupokojowego mieszkanka w Szczecinie. Zatem tak, wszyscy się przeprowadzaliśmy w 2017 r. Co przyniesie 2018? Ano, zobaczymy. Nauczyłam się, że warto mieć marzenia, ale z planami bywa różnie ...

17 komentarzy:

Krys Tek pisze...

Życzę by 2018 przyniósł same radosne chwile. Pozdrawiam cieplutko :)

Andrzej pisze...

Dobrze że przeprowadzka pozwoliła na powrót spokoju w Twoim życiu. Dzieci tak już mają że stopniowo ubywa ich w naszym codziennym życiu - to normalne mają swój świat. Dobrze że odzyskujesz równowagę. Nowy rok jest, a jaki będzie zależy od nas.
Ale Ty to świetnie wiesz.
Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Pani Aniu życzę wszystkiego dobrego, odnalezienia spokoju i radości. Pozdrawiam

tasia pisze...

Cieszę się, że mam zaproszenie. Nie wiem co przyniesie 2018 ale będziemy celować w Domek pod Orzechem aby Panią odwiedzić i przywieźć trochę morskiego powietrza ;-)

Danuta pisze...

Pani Aniu najważniejsze to co nas raduje i wycisza������życzę wiele zdrowia i zadowolenia

Anna Kruczkowska pisze...

Krys Tek, dziękuję. Andrzeju, dzieci nie mieszkały z nami już od kilku lat. W 2017 zmieniały tylko lokum. I paradoksalnie, dzięki przeprowadzce w góry, dziewczyny widuję często, a z Piotrem po prostu się umawiam w Trzebiatowie.
Anonimie, dziękuję za życzenia.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Coś się skończyło, coś się zaczęło i trzeba iść do przodu. Dobrze, Aniu, że masz takie miejsce, gdzie mogłaś uspokoić myśli, wyciszyć się, dojść do równowagi, zdrowia.
Widzisz, śledząc Twoje wpisy, ani bym podejrzewała, że masz kłopoty zdrowotne, uśmiechnięta buzia, aktywny tryb życia, a treść raczej zawsze optymistyczna, a tu masz! podstępny wróg przypuścił atak ... niech Ci służy Pogórze, życie i zdrowie ma się jedno, i to nie na zawsze,
jestem zdania, że kontakt z naturą to najlepsze lekarstwo na choroby tego świata:-)

Niania w Paryzu pisze...

Znamy sie od dosc dawna, wiec wiesz, ze jmnie Tez dwie depresje Na mojej zyciowe ja drodze dopadly. Rozumiem wiec dobrze To Co opisalas I przytulila bym cie chetnie. Dobrze, znalazlas Na te chorobe sposob. Mam nadzieje, ze dalej ulozy sie po twojej mysli, ze wyzdrowiejesz. Pozdrawiam cieplo.

Aleksandra pisze...

Aniu, życzę Ci spokoju i wiele radości w nowym miejscu. Nigdy nie wiadomo co może nas spotkać. Jednak wierzę, że Ty pokonasz te trudności. Nowe otoczenie będzie w tym pomocne. Przebywanie wśród przyrody zwierząt to dobrze.

Paweł Zatoński pisze...

Przeprowadzka w Góry czy Przedgórze Izerskie to chyba najlepsze życzenia dla ludzi spoza tego regionu. Gdybym mieszkał gdzieś daleko, na drugim końcu Polski, sam życzyłbym sobie, aby zamieszkać kiedyś tutaj. Dokonaliście chyba jednego z najlepszych wyborów w Waszym życiu ;)

Anna Kruczkowska pisze...

Mario, pozory często mylą, a blog był dla mnie odskocznią od pracy i problemów, tu wszystko musiało działać ;) Góry Izerskie zawsze były dla mnie lekiem na wszystko.Tu czuję się w domu.
Tak, Nianiu, pamiętam Twoje problemy. Dziękuję za słowa wsparcia. Uważam, że o depresji trzeba mówić głośno, bo ciągle jest to choroba wstydliwa i chorym trudno pomóc.
Aleksandro, właśnie dlatego przyspieszyliśmy plany, bym mogła w ciszy wracać do równowagi.
Pawle, gdy ktoś mówi, że mi zazdrości przeprowadzki, odpowiadam, że też sobie zazdroszczę. I ciągle nie potrafię uwierzyć, że zrealizowaliśmy to nasze marzenie! Dlatego zgadzam się z Twoim zdaniem.

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

Oby rok 2018 przyniósł same dobre chwile!
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

Anonimowy pisze...

I blog frequently and I truly appreciate your content.
This article has truly peaked my interest. I am going to bookmark
your website and keep checking for new information about once a week.
I subscribed to your Feed as well.

Krzysztof Gdula pisze...

Czytając historię minionego roku i Twoje przeżycia, chwilami miałem wrażenie czytania o sobie. Od lat mocuję się ze sobą by wytrwać w mojej pracy i płacę za tę walkę, tak więc doskonale Cię rozumiem, droga Aniu.
Chciałbym i ja móc wyjechać w ustronne miejsce, do swojego Domku.
Spokoju, spełnienia i pogody ducha życzę.

Loyal Pat pisze...

Izery to moja miłośc od pierwszego wejrzenia..to piękne miejsca,,to dobre energie..naładują Cię, dadzą spokój...odnaleźć siebie to naważniejsze...i nie robić nic na siłę..ta Ziemia da Ci siłe..wiem to ...i tego Ci zyczę:):)

Anna Kruczkowska pisze...

Tak, Krzysiu, podejrzewam, że niejedna osoba czytając mój post mogłaby się pod nim podpisać. Wiem, że zmagasz się z pracą i swoimi marzeniami.
Loyal Pat, Izery mają dobrą energię, zgadzam się z Tobą.

Mariola Michalik pisze...

Takie to wszystko prawdziwe i realne i podobne do moich zmagań .Pozdrawiam serdecznie Paniu Aniu