piątek, 16 lutego 2018

Pomarzyć o lecie...

https://www.itaka.pl/

Mamy środek zimy, zaczynamy tęsknić za słońcem, ciepłem i długimi dniami. Można z tej tęsknoty pojechać nad morze i biegać boso po lodowatym piachu, jak ja ostatnio lub puścić wodze fantazji i … zaplanować wakacje. Czemu o tym piszę? Ano znad morza wracałam pociągiem IC pełnym kuracjuszek. Wypoczęte, zadowolone starsze panie prześcigały się w opowieściach jakie to są zadowolone z obsługi, jedzenia, zabiegów. Ech, jakby to miło było, żeby przez kilka dni ktoś mi ugotował, podał do stołu, pozmywał...
Jedna z współpasażek dodatkowo raczyła nas opowieściami o egzotycznych wycieczkach, na które oszczędza cały rok.
https://www.itaka.pl/
Zdjęcia z Maroka ( „w listopadzie my były i w basenie się kąpały”, „o a tu na wielbłądzie siedzę, moje kumpele nie chciały, ale jo usiadła” - pani z Poznańskiego była) , z Hiszpanii ( „chciałach do Portugalii jechać, ale drogo było, to my do Hiszpanii pojechały, a Portugalia będzie wiosną”). Podobały mi się opowieści tej prostej kobiety, korzystającej z ofert last minute i nigdy nie będącej pewną, gdzie spędzi następny tydzień. Choć, podobnie jak Gui, chyba wolę mieć wszystko bardziej zaplanowane, więc prędzej korzystałabym z ofert first minute. No jak widać, nie sposób nie myśleć o dalekich podróżach.
Wróciłam do Domku pod Orzechem, otworzyłam laptop i wyszukałam wakacyjne oferty biur podróży.Wyświetliła się strona biura podróży Itaka .
 Zaczęłam oczywiście od Maroka, choć Afryka niekoniecznie mnie ciągnie, ale... zobaczyć Marrakesz? W sumie całkiem w zasięgu ręki i kieszeni- 8 dni dla jednej osoby to równowartość  mojej miesięcznej wypłaty. No tak, ale upały mnie nie kręcą, choć opis oferty pobudza wyobraźnię. 
https://www.itaka.pl/
Co innego taka Irlandia. Całkiem niedawno przypomniałam sobie pewną piosenkę, której uczyliśmy się w szkole podstawowej. Było tam coś o wrzosach, łąkach, zieleni i tęsknocie za Irlandią. Pamiętam, że melodia i słowa tak chwytały za serce, że aż się chciało rzucić wszystko i jechać do Irlandii ( a jak się jeszcze przeczytało kilka książek Bidwella, to już całkiem). Ileż to razy przeglądałam albumy, czytałam reportaże, podziwiałam zdjęcia skał wystających z morza, zielonych pastwisk, tajemniczych zamków. A pod nosem nuciłam sobie irlandzką balladę:

 Na taką wycieczkę musiałabym jednak oszczędzać trochę dłużej. 
https://www.itaka.pl/
To jak już tak sobie marzymy, to został jeszcze mój ukochany Bornholm, najlepiej w połączeniu z zwiedzaniem Danii i Szwecji, ewentualnie  inna kraina trolli, czyli Norwegia.
Cóż... marzenia dobra rzecz. A Wy gdzie byście pojechali? 
P.S. Drogie dzieci, jeśli przez przypadek przyszło wam do głowy, że można by nam zrobić taki prezent na nasze 50 urodziny (zamiast uroczej alpaki) to pamiętajcie, że w pakiecie, któreś z was, (albo każde po trosze) musiałoby poświęcić część swojego urlopu na doglądanie naszego zwierzyńca, który do lata powiększy się o kilka gatunków stworzeń dużych i małych ;)

7 komentarzy:

Aleksandra pisze...

O tak marzyć, to dobra rzecz. Moim takim niespełnionym marzeniem jest pojechać do maleńkich ukwieconych miasteczek gdzieś w górach w Szwajcarii. Dobrze, że nie martwię się, że takie marzenia są nierealne. A póki co to nasze morze lub Beskidy wystarczyłyby mi.

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

Ech, do lata...byle do lata!
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

Krzysztof Gdula pisze...

Maroko przegrałoby u mnie z Bornholmem. Ciekawe, jak będzie u Ciebie, Anno.
Gdzie chciałbym pojechać? Niemal nigdzie nie byłem poza granicami Polski, więc gdyby jakiś łaskawca zechciał gdzieś mnie wysłać, to właściwie wszędzie, ale gdybym miał wybrzydzać, to wybrałbym sekwoje olbrzymie, Wielki Kanion Kolorado, cielenie się lodowców, tundrę, północną Szkocję, fiordy norweskie, Partenon i Itakę (ale nie biuro podróży) którą chciałbym przejść wzdłuż i wszerz, a o wszystkim napisać. Więcej grzechów zachłanności nie pamiętam, a tych nie żałuję nic a nic.

Ten ludzik na znaku ostrzegawczym jako żywo przypomina mi pewnego znajomego; skąd on tam się wziął?...

Anna Kruczkowska pisze...

Aleksandro, w końcowym rozrachunku i tak wybrałabym miejsce, gdzie da się pojechać z rowerem. Może niekoniecznie Bałtyk, bo jak wiesz przez ostatnie 28 lat miałam go pod nosem, ale w Polsce jest wiele pięnych miast, co nie znaczy, że nie marzę czasem o egzotycznych podróżach, znając jednak, podobnie jak TY swoje ograniczenia, tzn. myślenie o tych dalekich miejscach nie powoduje u mnei frustracji.
Agnieszko, byle do lata, dni są już coraz dłuższe, co obserwuję po godzinie i miejscu wschodu słońca- właśnie zaświeciło mi w twarz.
Krzysiu, z Bornhlmem przegrałoby każde miejsce, bo Bornholm jest moją jedyną tęsknotą.ALe dobrzze jest pomarzyć... Troll na znaku jest rewelacyjny, gdy pierwszy raz zobaczyłam zdjęcie takiego znaku i przeczytałam artkuł, zapałałam miłością do miejsc i ludzi, dla których trolle są bardziej realne niż moje Utopce i Strzygi.

Anonimowy pisze...

Very interesting points you have noted, thank you for putting
up.

moniowiec pisze...

Jak Bornholm to polecam zabranie ze sobą rowerów i objechanie całej pięknej wyspy!

Anna Kruczkowska pisze...

Moniowiec, miło, że zajrzałaś. Jeśli klikniesz tag Bornholm, to wyskoczą Ci nasze bornholmskie wpisy. Zwiedzałyśmy wyspę rowerami właśnie, jak większość miejsc, które odweidzamy.