środa, 14 lutego 2018

Zimowe wejście na Jelenie Skały

Jelenie Skały to jedno z tych miejsc, które powinien odwiedzić każdy gość Domku pod Orzechem. Spacer polecam każdemu, kto pyta, co tu trzeba zobaczyć. O tym, że warto wspiąć się na granitognejsowe wypiętrzenie na zboczach Tłoczyny wiedzieli już Niemcy, prowadząc tam malowniczy szlak turystyczny od Byczej Chaty do Przecznicy i zabezpieczając skały metalowymi poręczami. Obecnie skały sterczą prawie zapomniane, czasem ktoś się na nie wespnie, ale nie zobaczy już widoku, który podziwiali dawni turyści. Młode wszędobylskie brzozy porosły tak bardzo, że zasłoniły szeroką i rozległą panoramę Pogórza Izerskiego, którą jeszcze kilkanaście lat temu można było stąd podziwiać. Nadal jednak można spojrzeć na Przecznicę i Kamienicki Grzbiet z Dłużcem i Blizoborem.


Nie pamiętam, ile lat minęło od ostatniej mojej wizyty. Zapewne kilka, bo pamiętam rower, którym wtedy jeździłam i który na szczyt Tłoczyny wtaszczyłam, nie chcąc zostawiać go przy drodze (roweru już nie mam, bo był ciężki, za duży i korzystajac z okazji oddałam go komuś, komu się przydał). Bardziej jednak od tej ostatniej wizyty wyryła mi się w pamięć wyprawa z dziećmi. Tak, wyprawa, bo gdy szkraby mają po kilka lat, to każde 10- 15-kilometrowe wyjście w góry staje się wyprawą. My odwiedziliśmy wtedy Wolframowe Źródło i Byczą Chatę i dopiero stamtąd piarżystym zboczem po zanikającej ścieżce dotarliśmy do skał. Dzieci były wykończone, ale na zdjęciach mają dziarskie minki, bo przecież zdobyły szczyt i mogły powspinać się po skałach.
Tym razem wybrałam najkrótszą z możliwych dróg.



Korzystając z mrozu i zamarzniętego błota mogłam pozwolić sobie na marsz po bezdrożach i rozjeżdżonymi przez cieżki sprzęt duktami z koleinami wypełnionymi zazwyczaj brudną mazią, a teraz pokrytymi grubą warstwą lodu i odrobiną śniegu.
 Z domu wyszłam przy pięknej słonecznej pogodzie, przywitałam się z właścicielami Leśnego Kurortu i chwilę później przekraczałam wąski pas lasu oddzielający Gierczyn od Przecznicy. Dalej prosto w dół do jednego z kilku mostków na lewej odnodze Przecznickiego Potoku. Zatrzymałam się na chwilę, podziwiając wartki nurt strumienia i lodowe rzeźby na jego brzegach. Potem śladem opon samochodu terenowego w górę obok myśliwskiej ambony. Kilka minut później mijałam już ruiny domów w Radoszkowie. Doskonale znaną ścieżką ponad wioską dotarłam do Dwóch Mostków na Mrożynce u wylotu Ciemnego Wądołu. Teraz mogłabym wygodnym szlakiem rowerowym pójść w górę i potem, kierując się drogowskazami, skręcić w prawo na skały. Ja jednak wybrałam najbardziej ekstremalną drogę, zapamiętaną z wczesnej młodości, gdy odwiedziłam Jelenie Skały pierwszy raz (albo pierwszy, zapamiętany raz). Wówczas do Dwóch Mostków dojechaliśmy wueską mojego kilka lat starszego sąsiada, Heńka. Motor został u stóp góry, a my zaczęliśmy się wspinać po niezwykle stromym, usłanym wielkimi głazami zboczu. Pod koniec Heniek musiał mnie podsadzać i asekurować, bo inaczej nie wdrapałabym się po skałach. Niezwykła to była przygoda, zwłaszcza, że chłopak lubił szybką jazdę i podróż motorem po górach była ekscytującym doznaniem.
Teraz też pięłam się po skałach, szukając najlepszego oparcia dla stóp, podziwiając brzozowy las, który pokrył dawne gołoborze i piargi. W połowie zbocza odkryłam ścieżkę- regularny dukt ułożony tu zapewne przez dawnych gospodarzy Isergebirge. Latem zapewne niknie wśród gąszczu jeżyn i paproci, teraz jednak pokryty niewielką wastwą śniegu świetnie odznaczał się na tle szarych głazów. Gdzie miał swój początek i koniec? Nie wiem. Możliwe, że prowadził od Byczej Chaty w kierunku ścieżki, którą obecnie można wejść na Jelenie Skały. Będę musiała to kiedyś sprawdzić i to jeszcze nim bujna roślinność ukryje ścieżkę przed moim wzrokiem.
Z traktu widać juz pierwsze wypiętrzenie. To mniejsze ze skał, do nich nie ma regularnego dojścia. Prowadzą tu jedynie tropy saren i jeleni. I  to po ich ścieżkach dotarłam wyżej, gdzie nad doliną góruje majestatyczna skała. Na szczyt w przeszłości prowadziły schodki i poręcze. Teraz pozostały tylko pojedyncze elementy i trzeba uważać, by nie zjechać ze skały w dół. Spojrzałam przed siebie, śledziłam wzrokiem ślady ścieżek, którymi przemierzam góry. Napiłam się ciepłej jeszcze herbaty i zeszłam ze skał. Nie zaczęłam jednak wędrówki w dół, lecz wdrapałam się jeszcze na zarośnięty lasem wierzchołek Tłoczyny ze słupkiem na szczycie.
Dopiero wtedy, znów "na szagę" zaczęłam schodzić. Prowadziły mnie zwierzęce ścieżki, które czasem kluczyły, czasem znikały w gąszczu młodych świerków. Wreszcie dotarłam na dno Ciemnego Wądołu i z biegiem Mrożynki, ostrożnie wybierając ścieżkę na pochyłym zboczu (ach, jakże się cieszyłam, że mam małe stopy, które mieszczą się na wąskiej sarniej drożynce)  dotarłam do drogi. Wracałam tą samą drogą, którą przyszłam. Jednak dopiero teraz zauważyłam mikro lodowisko na mostku nad potokiem i przez małą chwilkę ślizgałam się niczym dziecko po zamarzniętym rozlewisku. I znów nieuczęszczaną drogą przez nieustniejącą wieś dotarłam do mostku i stamtąd do lasu na Stożku. Po 4 godzinach wędrówki znów widziałam zielony Domek pod Orzechem.


Góry i Ludzie

9 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Aniu, relację przeczytałem uważnie zaglądając do mapy, ponieważ w przyszłym tygodniu chciałem przejść Ciemny Wądół, z dołu zobaczyć Jelenie Skały, a może i wejść na Tłoczynę, jeśli mój towarzysz nie będzie protestować. No i oczywiście jeśli trafię.
Bardzo też mi się podoba strumień na brzegu lasu, tam gdzie wiedzie szutrowa droga, a i las obok rosnący na skałach las piękny, warty ponownego zobaczenia.
Dobrze, że wybrałaś taką trasę, pójdziemy podobną kierując się także Twoim opisem.
W cztery godziny byłaś z powrotem? Szybko chodzisz, Kruszynko.

Paweł Zatoński pisze...

Tak ciekawie opowiedziałaś trasę, że z chęcią postawię Jelenie Skały na mojej mapie planowanych wycieczek, trzeba się faktycznie spieszyć póki drzewami nie zarosło. Na mapie widać tylko jakąś ścieżynkę odbijającą od tego szlaku rowerowego, w stronę tych skał.

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, szybko? Mnie się wydawało, że wlokę się niemiłosiernie 😅 To pewnie kwestia odczuwania czasu w porównaniu z przejazdem rowerem 😆 Mam nadzieję, że pogoda dopisze Wam w czasie wędrówki. A ja będę na Was czekać z obiadem.
Pawle, jakoś tak lekko mi się pisało, to i tekst wyszedł lekki. A na Jelenie Skały faktycznie warto się wybrać, póki je jeszcze widać. Ta ścieżka z mapy jest dobrze oznakowana i można nią iść, choć ja tam wolę "na szagę" Cieszę się, że swoim tekstem zachęciłam do wycieczki.

Dominika Trzeciak pisze...

ale widoki <3

Mama nawypasie pisze...

Piękne widoki :) Nie przepadam za górami, za chodzeniem po górach, ale te widoki powodują, że chciałabym się tam znaleźć :)

Agnieszka Mycoffeetime pisze...

Bardzo fajna wycieczka!
pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

Sabina Trzęsiok-Pinna pisze...

Przyznaję, że rzadko chodzę po górach, zwłaszcza zimą. Wolę na nie patrzeć i napawać się ich widokiem :).

Anna Kruczkowska pisze...

Dominiko i Mamo nawypasie, Widoki w Górach Izerskich są oszałamiające! Za to m.in. kocham miejsce, w którym zdecydowałam się żyć.
Agnieszko, bardzo fajna (gdy nie da się jeździć rowerem, trzeba chodzić pieszo w miejsca, gdzie i tak rowerem trudno się dostać)
Sabino, w moim wypadku chodzenie po góach odbywa się zazwyczaj zimą, bo late po nich jeżdże rowerem.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Szłam za Tobą Aniu, krok za krokiem:-) Miło mieć taką towarzyszkę po wielce urokliwych miejscach; serdeczności ślę.