poniedziałek, 21 stycznia 2019

Teraz albo nigdy czyli jak zostałam morsem


Weekend zaskoczył nas cudowną zimową pogodą, była to kwintesencja zimy: lekki mróz, ostre słońce, brak wiatru i migocący na słońcu zmrożony śnieg. Idealne warunki na wszelką aktywność na świeżym powietrzu. O ile w piątek i sobotę spacerowałyśmy z sąsiadką z domku pod lasem i jej dziećmi, o tyle niedzielę postanowiłam uczcić w sposób wyjątkowy.

Spacer po zmrożonym śniegu

Spakowałam się wyjątkowo starannie- termos z gorącą herbatą, koc, ręcznik, aparat fotograficzny i kamerka gopro. Tak, tak... nawet z kamerą się przeprosiłam!
Celem mojego spaceru był niewielki wodospad i zatoczka na Przecznickim Potoku. Taki wybór spowodowany był chęcią wykorzystania słońca i wędrówką osłonecznionymi i ośnieżonymi łąkami.
Gdy wyszłam z lasu, najpierw usłyszałam radosny śmiech, to na przeciwległym stoku szczęśliwa gromadka zjeżdżała z górki na sankach. Szłam po migotliwym śniegu, rozkoszując się rozległymi widokami na góry i pogórze. Tylko dalekie Kaczawy widać było jak przez mgłę- nie była to jednak zwykła mgła- ciśnienie sprawiło, że wszystkie pyły osadzały się nisko nad ziemią otulając wioski i miasteczka smogiem i zaciemniając pejzaż podgórski.

Zwierzęce historie zapisane w śniegu

 Obserwowałam zwierzęce tropy. W świeżym śniegu idealnie można było rozpoznać ślady jeleni, saren, dużych i małych psów. W zaroślach dochodziły do tego ślady zajęcy, lisów i malutkie ślady mieszkańców koron drzew, prawdopodobnie wiewiórek.
Najciekawsze jednak okazały się znaki pozostawione przez moje ulubione ptaszydła. Samych kruków dziś nie widziałam, ale pozostawione przez nie wiadomości były arcyciekawe. Na śniegu odbiły się nie tylko trójkątne znaczki ich łapek, ale także długie potrójne krechy pozostawione przez ocierające o śnieg wystające pióra skrzydeł. Szybko zorientowałam się, że oglądam zapis polowania. W miejscu, gdzie dopadły ofiarę wykopany był sporej wielkości dołek, nie myślałam, że goniąc zdobycz potrafią wryć się tak głęboko w zmarzniętą przecież ziemię. Pamiętając taniec kruków, jaki obserwowałam kilka tygodni wcześniej w tym samym miejscu próbowałam w wyobraźni odtworzyć ich ruchy i całą akcję.
Kruki to naprawdę niezwykłe ptaki.

Przygotowanie do pierwszego morsowania

Dotarłam do mojej zatoczki. Jesienią bardzo dokładnie sprawdziłam jej dno i posprzątałam nimi plażę, by teraz móc swobodnie przygotować się do wejścia do wody. Rozłożyłam koc, ubrania powiesiłam na najbliższym drzewku i w sportowej bieliźnie weszłam do lodowatej wody. Choć... nie. Nie była lodowata, bo przecież powietrze, mimo słonecznych promieni prześwitujących przez nagie gałęzie miało temperaturę ujemną, a woda płynęła, więc była od powietrza cieplejsza.
Weszłam do strumienia i zaczęłam się zanurzać. Spodziewałam się, ze będzie zimniej, bo gdy brodziłam początkowo czułam miliony igiełek. Tym razem poczułam przyjemne łaskotanie. Na pierwsze zanurzenie to wystarczyło. 
Ostrożnie balansując po mulisto-kamienistym dnie wyszłam z wody. Ze zdziwieniem stwierdziłam, że nie trzęsę się z zimna ( a tego obawiałam się najbardziej). Wręcz przeciwnie. Jest mi ciepło i mogę bez problemu dokładnie wytrzeć się ręcznikiem i założyć suche ubrania. Po nałożeniu wszystkich warstw sięgnęłam po termos, który przyjemnie grzał mnie w dłonie i zgodnie z zaleceniami wypiłam gorącą herbatę z miodem.
Potem dokończyłam pakowanie i nie spiesząc się wróciłam do domu na obiad.

Jak zostać morsem

Gdyby kilka lat temu ktoś zaproponował mi zimową kąpiel w Bałtyku, pewnie by go wyśmiała. Potrzebowałam czasu, by oswoić się z myślą, że w lodowatej wodzie wcale nie jest nieprzyjemnie. Że brodzenie w Bałtyku może przynosić radość o każdej porze roku.
Pamiętam wielkanocny spacer nad morzem w towarzystwie Chudej, Syna i Synowej (zapraszam na ich blog: http://www.przyra.pl/). To wtedy za  przykładem Agaty zdjęłam buty i w płaszczu, ale boso szłam brzegiem morza. Fakt, dzień był słoneczny i dosyć ciepły (jak na wczesną wiosnę) . Potem dowiedziałam się, że Agata morsuje i to chyba stało się impulsem, który sprawił ze moje pojedyncze próby biegania boso po balkonie zamieniłam na bardziej regularne spacery. Dopiero jednak zamieszkanie w Izerach i fakt, że śnieg ma się zaraz za progiem pozwoliły mi na regularne bose spacery. Ale do kąpieli przygotowywałam się mentalnie cały rok i wpisałam ją do postanowień noworocznych.
Zatem to pierwsze postanowienie noworoczne mogę już odhaczyć. Jestem MORSEM.
Jeśli dotarliście aż tutaj i nie jest Wam zimno, zapraszam na wirtualny spcer zapisany kamerką gopro. 


55 komentarzy:

  1. Wow... Jestem pod wrażeniem. Nie wiem czy kiedykolwiek odważę się na taką kąpiel. Przyznaję jednak z całym szacunkiem, że cudownie to wyglądało. A sam spacer , wśród tego śniegu... Extra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wiesz, najważniejsze dzieje się w głowie. Jeśli tylko uda się przestawić swoje myślenie z "to nie dla mnie" na "ja też mogę", to potrafimy zrealizować najśmielsze marzenia.

      Usuń
  2. Uwielbiam taka zimę z lekkim mrozem i błękitnym niebem. Gratuluje morsowania,ja póki co, to tylko patrzę i podziwiam, jakoś nie mam odwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, dlatego sfilmowałam fragmenty spaceru, bo dzień był wyjątkowo piękny. Wiesz, często spotykam się ze sformułowaniem, ze jestem odważna, bo to, czy tamto. A ja pamietam czasy, gdy bałam się swojego cienia. Chcieć to móc.

      Usuń
  3. Podziwiam! Oglądałam relacje na Instagramie. Szacun! Ja zamarzam przy -1 ubrana w najcieplejszą kurtkę, czapkę i rekawiczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KIedyś marzłam przy dodatnich temperaturach, a woda w Bałtyku zawsze była za zimna.

      Usuń
  4. A Gringo nie miał tyle odwagi:-)
    Mam poniżej potok z zatoczką ... Aniu, nie kuś, bo ja dopiero dwa razy dreptałam boso po śniegu:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gringo generalnie nie jest fanem kąpieli. Nie tylko zimowych. Mario, będę kusić ;) Pierwszy krok już zrobiłaś!

      Usuń
  5. Gratuluję odwagi tak naprawdę ja tego bym nie zrobiła.. Brrr zimno.. Ale jeszcze raz gratuluję..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. NIe wiem czy to odwaga, czy ciekawość ;)

      Usuń
  6. Powtarzam sie ale mega Cie podziwiam, ja naleze do cieplolubow ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. podziwiam!!! Kurcze jak tak patrze to też bym chciała
    pamiętam jak 2 lata temu po wyjściu z sauny tarzałam się w śniegu - to było świetne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MArzy mi się sauna, mam nawet pomysł, gdzie ją umieścić.

      Usuń
  8. Brawo Ty. Muszę kiedyś też spróbować zanurzyć się w takiej zimowej kąpieli ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany....dotarłam do końca wpisu i mocniej otuliłam się szalem... szacunek!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to pisze fanka kawy na balkonie w mroźny dzień ;)

      Usuń
    2. No ale UBRANA w czapkę, szalik i kurtkę...taka subtelna różnica;)))))

      Usuń
  10. jejku, brawo, wiem , że morsowanie hartuje nie tylko ciało i ale i ducha, lubię skrajne temperatury, nie jest dla mnie problemem prosto z jacuzzy wejść do groty lodowej ale temu bym chyba nie podołała.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tylko coraz bardziej utwierdzasz, Aniu, w przekonaniu, że w Lasku faktycznie żyją same pozytywne "świry i wariaty" :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Od pewnego czasu zastanawiam się nad zostaniem morsem u mnie w mieście ich jest bardzo dużo.

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratuluje odwagi. Ja jestem ciepłolubna i chyba nigdy bym się nie zdecydował wskoczyć do zimnej wody i to zimą

    OdpowiedzUsuń
  14. Widziałam na insta. Podziwiam Cię, ja bym nie dała rady.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow! Gratuluję takiej odwagi. Nie wiem czy ja zdecydowałabym się na taką lodowatą kąpiel :) To musiało być naprawdę ciekawe doświadczenie :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystko się zmienia a Ty nie. Wciąż jak dawniej nierozważna i szalona a przy tym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przy tym tak samo chuda chicałeś dodać 😂

      Usuń
    2. Zaraz tam chuda. Zresztą Chudą już masz w rodzinie. Co miałem dodać ? Po co cokolwiek dodawać skoro wie się to od dawna. Moczysz się z wdziękiem.

      Usuń
  17. wow ależ się hartujesz, to niesamowicie zdrowe i jak widzę sprawia wiele radości :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. od zeszłego roku zastanawiam się nad morsowaniem, kto wie może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Gratuluję, mnie by chyba nie było na coś takiego stać ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. fajna sprawa !!! sama się kąpałam zimą i ogólnie żeby ciało przyzwyczaić do zimnego to niezależnie od pory roku wychodząc spod prysznica płuczę się pod zimną wodą :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Podziwiam, morsowanie to nie dla mnie. Za zimą i zimnem nie przepada. ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Podziwiam i chylę czoła! :) Mam kilku znajomych, którzy są Morsami, ale ja bym się chyba nie odważyła :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajome Morsy to chyba dobra motywacja do działania!

      Usuń
  23. Jakoś dziwnie zimno mi się zrobiło, chyba założę drugi sweter.
    Aniu, skoro codziennie zanurzam się w lodową czeluść warsztatu, czy mogę się nazywać morsem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całymi godzinami pracujesz w zimnie, a zadrżałeś na widok kąpieli w zimowym strumyku? Oj Krzysiu ;)

      Usuń
    2. A bo ja przy próbach hartowania dostaję kataru i już. Po pracy wyłazi ze mnie zimno, więc muszę mieć ciepełko. 23 stopni to akurat.

      Usuń
    3. No 23 to już trochę za dużo ;)

      Usuń
  24. Jestem pod wrażeniem. Ja raczej bym się nie zdecydowała .:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie lubię zimna i mrozu, dlatego ogromnie cię podziwiam. Mnie nie chce się nawet z domu wychodzić, a co dopiero poddawać się takim lodowatym kąpielom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez lata też mi się nie chciało, ot tak mnie naszło przy pięćdziesiatce.

      Usuń