niedziela, 15 listopada 2020

W pogoni za widokiem, czyli wycieczka w Karkonosze

 


Karkonosze
są zdecydowanie najpopularniejszym sudeckim pasmem i nawet wtedy, gdy wydaje się, że powinno być pusto na szlakach, tam zawsze spotyka się ludzi. Nawet listopadowa aura nie odstrasza turystów, choć tych zdeterminowanych iść bez względu na warunki jest teraz mniej, co oznacza, ze jeśli chce się wejść na popularne miejscówki, to to jest idealny moment. Z tego założenia wyszedł mój brat planując sobotnią wycieczkę.

Co zobaczyć w Karkonoszach?


W czasie poprzedniego pobytu brata odwiedziliśmy trasę nad Śnieżnymi Kotłami. Tym razem zaplanował dla  nas podobnie widokowe przejście nad kotłami Wielkiego i Małego Stawu. Trasa o tyle malownicza, że w bliskości Śnieżki oraz z oszałamiającymi panoramami Z najciekawszym widokiem na stawy raz położone w dolinie schroniska: Strzechę Akademicką i Samotnię. Na zaplanowanie naszej wycieczki nie miał zbyt wiele czasu, a i po przyjedzie tylko chwilę patrzyliśmy na mapę, stwierdzając, że wyznaczona z Orlinka trasa będzie w porządku.


Wycieczka we mgle


Z Domku pod Orzechem wyjechaliśmy na tyle wcześnie, że  już parę minut po dziewiątej byliśmy na czarnym szlaku w kierunku Śnieżki. Raźnie ruszyliśmy pod górę szerokim kamienistym duktem swoim ulubionym tempem, co oznacza, że wyprzedzaliśmy kolejnych turystów, sami wyprzedzani jedynie przez dwumetrowych młodzieńców, którzy na swoich szczudłowatych nogach robili jeden krok tam, gdzie ja musiałam zrobić co najmniej dwa. Początkowo widoczność była na tyle dobra, że dawała nadzieję na prawdziwe fajerwerki na szczytach. Czym jednak byliśmy wyżej, tym widzieliśmy mniej... 


Jeszcze na skrzyżowaniu z żółtym szlakiem podziwialiśmy jęzory mgły schodzące z góry. Potem była już tylko biel... dużo bieli. Dom Śląski, mijany o kilka kroków był jedynie ciemniejszą plamą na białym tle. O zobaczeniu Śnieżki nie było nawet co marzyć. Na rozstaju szlaków skręciliśmy w prawo i czerwonym powędrowaliśmy dalej

Widoczność ograniczała się do dwóch, może trzech metrów. Mogliśmy więc podziwiać najwyżej najbliższe krzaczki kosodrzewiny i zmieniające się co pewien czas podłoże. Na tej części szlaku bowiem idzie się po kamieniach, granitowym bruku, kostce chodnikowej i drewnianych podestach. 

Buty z Decathlonu dają radę

Na punktach widokowych nikt się nie zatrzymywał, bo i po co, skoro miało się przed sobą widok niczym biała kartka ksero. Nieco zawiedzeni dotarliśmy do kolejnej krzyżówki i zrezygnowaliśmy z trasy na Słonecznik, wiedząc, że nawet czubka skały nie zobaczymy. Trochę zawiedzeni zaczęliśmy schodzić zielonym szlakiem w stronę Karpacza. Niezbyt wygodna kamienistą drogą pokonaliśmy jakiś kilometr, gdy... zza chmur wyjrzało słońce i w całej okazałości pokazały się góry i doliny. Stanęliśmy chłonąc piękno. Sprawdziliśmy godzinę. Było jeszcze wcześnie, ledwo minęła 12.30. Spojrzeliśmy po sobie i... ogłosiliśmy odwrót!



Słonecznik, Pielgrzymy i reszta


Prawie biegiem wspinaliśmy się z powrotem na czerwony szlak, licząc, że zdążymy nim zamknie się okno pogodowe. Przez chwilę nawet mignął nam szczyt Śnieżki. Niestety, okno było zbyt krótkie, ale mgła rozrzedziła się i poszarpała na tyle że czasem coś nam mignęło przed oczami. Podeszliśmy do Słonecznika. Obejrzeli go i postanowiliśmy zejść żółtym szlakiem do Pielgrzymów.


Przyznam, że ścieżka jest niesamowicie malownicza. Prowadzi stromo w dół, ale po nieco wygodniejszych kamieniach niż zielony szlak. Potem biegnie drewnianymi podestami przez skarłowaciały, wykrzywiony świerkowy las. Jeśli szukałoby się miejscówki na sesję ślubną, to polecam.


Przy Pielgrzymach spotkaliśmy wielu ludzi. Także nam udzieliło się zdjęciowe szaleństwo, więc mam pamiątkową fotkę. A potem zauroczyła mnie podmokła Polana Kotki z ładną panoramą i widokiem na Śnieżkę. 


 Niestety zaraz potem wyszliśmy na szeroki, zatłoczony dukt, którym szliśmy chwilę, by skręcić na zielony szlak wiodący wzdłuż głębokiej i malowniczej doliny Pląsawy. 


Tym szlakiem doszliśmy do Karpacza, gdzie zakończyliśmy wycieczkę. Przeszliśmy ponad 18 km, nie odczuwając żadnego zmęczenia. Było pięknie, choć pozostał niedosyt, z powodu mgły.

W Karkonosze jeszcze wrócimy, bo w czasie wielogodzinnej wędrówki i rozmów wykluł nam się szatański plan. Ale o tym będzie innym razem.



18 komentarzy:

  1. Wycieczka we mgle to jest przygoda w górach. Kiedyś tak zastała mnie mgła w Wysokich Tatrach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadamy za chodzeniem po górach, ale inni pewnie tak samo nie lubią innej formy zwiedzania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? A ja lubię zarówno góry jak i inne formy zwiedzania.

      Usuń
  3. Ja kocham takie wycieczki. Urodziłam się w górach i góry kocham :) Te spacery to dla mnie cudowne chwile :)
    Pozdrawiam cieplutko ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że się podoba w moich górach :)) Karkonosze są piękne ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna trasa... Karkonosze mi się marzą od dawna, nawet zastanawialiśmy nad weekendowym wypadem w październiku, ale wzrost zachorowań covidowych przyhamował nas w dalszych wyprawach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieszkamy w pobliżu. Jeśli będziecie planować jakieś wycieczki zapraszam do naszego agro.

      Usuń
  6. Kocham góry, chociaż już kilka lat w nich nie byłam. Polaska jest piękna i naprawdę jest co zwiedzać. Żeby tylko pełna wolność nastąpiła znów...
    Miło się z Wami przemierzało karkonoskie szlaki :)
    Pozdrawiam, Pola

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetna relacja, aż od razu zapragnęłam wrócić w te górskie rejony :D Oby jak najszybciej udało mi się to zrobić, pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Polskie góry jakoś omijam szerokim łukiem, w sumie nie wiem, dlaczego...w całym swoim życiu byłam może że 2 razy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Karkonosze to moja miłość, jestem rodowitą dolnoślązaczką i śmiało mogę powiedzieć, ze znam te góry. Dość często bywałam tam w latach dzieciństwa i młodości, mam do nich sentyment. Z radością więc przeczytałam Twój post, ile pięknych miejsc i wspomnień. Teraz mieszkam od dawna za granicą ale z radością czytam takie opisy, Karkonosze są piękne o każdej porze roku. Jedyne to do czego Cię zachęcam na przyszłość to dodawaj na blogu większe formaty zdjęć żebyśmy i my, Twoi czytelnicy mogli nacieszyć się tymi widokami. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że miło spędziłaś czas na czytaniu. Zdjęcia są w największym możliwym formacie. Większe nie załadowałyby się przy takiej prędkości Internetu jaką dysponuję.

      Usuń
  10. Gratuluję kondycji, Aniu. Chyba zatarłbym się idąc z Tobą takim tempem.
    Wiem, przecież wiem, że z powodu mgły czasami odczuwa się zawód, ale teraz, będąc na głodzie, mówię sobie: niech będzie mgła, byle pójść!
    Już niedługo będzie dostępny szybki Internet via kosmos, ten od Muska, ale tani to on chyba nie będzie...

    OdpowiedzUsuń