Ostatnie
dni urlopu miałyśmy z Marzenką bardzo aktywne. Przejechałyśmy rowerami ponad
500 km, zobaczyłyśmy Pobrzeże Bałtyku od Koszalina po Hel, nocowałyśmy w
najróżniejszych miejscach, jeździłyśmy najróżniejszymi drogami i jadłyśmy
różności w wielu knajpkach i kafejkach, obejrzałyśmy też sporo ciekawych
miejsc. Trasę na bieżąco opisywałyśmy na bikestats, teraz chciałabym opisać te
miejsca, które wzbudziły nasz entuzjazm.
środa, 29 sierpnia 2012
piątek, 27 lipca 2012
sobota, 21 lipca 2012
O Jarmarku św. Jakuba i nie tylko
W piątek, 20 lipca wyznaczono mi termin obrony pracy
dyplomowej. Pojechałam więc sobie do Szczecina. PKP , zmieniając rozkład jazdy,
podarowało mi cały dzień szwendania się po mieście.
niedziela, 15 lipca 2012
Lektura na poprawę nastroju?
Żyjemy w najlepszym miejscu na świecie. Nie jest tu ani za
zimno, ani za gorąco. Omijają nas wielkie kataklizmy (choć ostatnio jakby
częściej trafiają się nam burze i nawałnice, które zrywają dachy). Najbardziej
jadowite stworzenie nazywa się żmija, czasami trafiamy na szerszenia.
Warto o tym pamiętać, gdy zaczynamy narzekać na mokre lato,
silny wiatr, duchotę lub nie wiem co jeszcze.
Ilekroć ogarnia mnie tęsknota za czymś niepoznanym, odmiennym,
sięgam po książki podróżnicze i szybko zostaję sprowadzona na ziemię. Uwielbiam czytać o Afryce, Amazonii czy
Syberii, ale cieszę się, że to nie ja odganiam się od moskitów, pająków, piranii
i pijawek. Nie ja muszę uważać na jadowite węże, dzikie jaguary i milion innych
niebezpieczeństw. Robią to za mnie inni, a ja tylko odczuwam refleksy ich
uczuć.
Tym razem podróż odbyłam razem z Wojciechem Cejrowskim ( bo
wszystkie książki Beaty Pawlikowskiej, jakie były w naszej bibliotece lub ,
które zakupiłam do swojej, już dawno zostały przeczytane po wielokroć i
pożyczone bliskim i znajomym).
Książka nosi tytuł „Rio Anaconda” i jest zbeletryzowanym
zapisem wyprawy w głąb amazońskiej dżungli. Sposób pisania niesamowicie mnie
zaskoczył, gdyż W. Cejrowski kojarzył mi się dotychczas z ciętym, złośliwym
językiem, do bólu dosadnym, wręcz obrażającym tych, o których mówił. Język
pisany Cejrowskiego jest bardziej stonowany. Dalej skrzy humorem, czasami
rubasznym, czasami złośliwym, ale w postawie autora widać nie tylko dystans do
wielu spraw (którego mu w tekstach mówionych brakuje), ale także pokorę, pokorę
przed nieznanym, niewytłumaczalnym.
W opowieści o poszukiwaniu ostatnich Dzikich Indian autor
niejednokrotnie przytacza słowa szamana, czarownika. Bardzo mądre, głębokie,
ponadczasowe i… ponad przestrzenią. Wiele z tych słów, mądrości można
zastosować tu i teraz , „w dżungli życia”- jak powiedziałaby Pawlikowska.
I dlatego będzie to dla mnie kolejna WAŻNA KSIĄŻKA.
sobota, 14 lipca 2012
Piotruś Pan
Jakiś czas temu z Chudą wybrałyśmy się na pizzę do pizzerii Brooklyn,
która mieści się w Szczecinie na ul. Witkiewicza. Znalezienie pizzerii nie jest
łatwe, ale jak się już trafi, to można delektować się pysznymi daniami. Oczywiście
korzystałyśmy z zakupów grupowych, dzięki czemu na naszym stole wylądowała
pizza, która się na tym stoliczku nie mieściła.
Aby skonsumować tego giganta potrzebowałyśmy
dużo czasu, a ten umilałyśmy sobie rozmową o „Piotrusiu Panu”. Kilka dni wcześniej
w Empiku miałyśmy okazję przeglądać cudne wydanie tej niezwykłej książki dla
dzieci. Chuda zachwycała się ilustracjami, które fantastycznie dopełniały książkę.
Szybko jednak z książki przeszłyśmy do dywagacji na temat pewnego typu
mężczyzn, którzy swój przydomek od wspomnianej książki noszą. Piotruś Pan , zgodnie
ze słowami J.M. Barriego:
„Ze wstydem musimy przyznać, że zarozumiałość była jedną z
najwyraźniejszych cech Piotrusia”
„nikt nie umiał wyglądać tak radośnie jak Piotruś, a jego
śmiech był najweselszym ze śmiechów”.
„Był bardzo zmienny, a zabawa, która chwilowo zajmowała go,
w następnej chwili mogła przestać go zajmować. Zawsze istniała możliwość, że
gdy będziesz spadał następnym razem, pozwoli ci upaść.”
A to zaledwie kilka cech bohatera. Czym zatem wyróżnia się
Piotruś Pan – ten książkowy i ten spotykany czasami w Realu?
Z pewnością niepohamowaną chęcią zabawy, dla niego wszystko
było zabawą i tylko zabawą. Dalej potrzebą posiadania matki- no właśnie nie
kobiety, ale matki . Wendy doskonale się w tej roli spisywała do momentu, gdy
nie dorosła, bo dorosłej Wendy, która zapomniała jak się lata, Piotruś już nie
akceptował.
Następnie należało by wymienić egoizm, egocentryzm i
zapatrzenie w siebie. Piotruś przypisywał sobie wszelkie zasługi i czyny
bohaterskie, nawet , jeżeli to nie on ich dokonał.
Co zatem przyciąga kolejne pokolenia Wendy do tego typu
faceta?
Instynkt macierzyński?
Chęć zaopiekowania się wiecznym chłopcem?
Radość życia i nieobliczalność?
Błysk w oku?
Niepoprawny optymizm?
Jedno jest pewne. Trudno wyobrazić sobie życie u boku
Piotrusia Pana, chyba, że ten wydorośleje lub jego wybranka zaakceptuje fakt,
że wszelkie życiowe problemy będzie musiała rozwiązywać sama, bo na Piotrusia
Pana liczyć nie będzie mogła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
