piątek, 27 października 2017

Kamienne wały na Blizborze

Za oknem... lepiej nie pisać. Zabiorę więc Was na króciutką wycieczkę powyżej Domku pod Orzechem w jeden z tych słonecznych październikowych dni.

Mając dzień zapełniony krzątaniną wokół domu (kozy, liście, ogródek), wygospodarowałam półtorej godziny w południe, by pospacerować po zachodnim zboczu Blizbora.Wzięłam aparat i mimo rosy poszłam w górę, testując przy okazji pewne buty z czerwonymi sznurówkami. Kolejny raz zachwyciły mnie trójwymiarowe pajęczyny skrzące się w słońcu milionami kropelek rosy oraz mnóśtwo barwnych liści. NIm się obejrzałam stałam w miejscu, doktóego zmierzałam.  Teren jest tam niezmiernie ciekawy, choć niedawno w sposób wandaliczny  przeprowadzono wycinkę drzewa, niszcząc spory kawałek cudownego, ocalałego z klęski ekologicznej lasu z starymi bukami i świerkami.
To, co jednak przyciąga mnie w to miejsce to regularne kamienne wały usypane w równych odległościach od siebie, tworzące kwadratowe place. Przez dłuższy czas nie zwracałam na nie uwagi, gdyż kamienne usypiska są na naszych łąkach czymś zupełnie naturalnym. W ten sposób niemieccy gospodarze czyścili swoje pola z kamieni i wrzucali je w jedno miejsce.
Gdzieniegdzie wały takie są pozostałością po wyrobiskach kopalnianych. Co zatem sprawiło, że zaczęłam interesować wałami w lesie? Otóż są one wykonane dokładniej, precyzyjniej i są znacznie wyższe. Ich przeznaczenie mogło być inne niż tych w niższych partiach. W obrębie kamiennych ciągów znaleźć można pozostałości po prawdopododobnie studni lub piwnicy, regularne wgłębienia, kamienie graniczne.
Czy wały wyznaczały kwartały pastwisk? A może i tu mieściły się podziemne sztolnie? Studnie? Czy ich pochodzenie jest równie tajemnicze i równie stare jak wałów w Kopańcu?
Pewnie nie otrzymam już odpowiedzi na swoje pytania, pozostaną tajemniczymi budowlami w lesie.
Boli jednak, że las wokół rozjeżdżają ciężkie traktory, niszczone są naturalne źródliska strumieni i siedliska rzadkich roślin.



7 komentarzy:

Krzysztof Gdula pisze...

Właśnie tak jest, nie tylko w Twojej okolicy: wycinać, wycinać i sprzedawać, a po nas niechby potop. Okropieństwo. W ostatnia niedzielę widzieliśmy w Rudawach dwie ciężkie maszyny leśne i szliśmy drogą po której jeździły te stwory. Droga zamieniona została w czołgowisko.
Ciekawe, co to za buty masz z czerwonymi sznurówkami…
Usypiska faktycznie ciekawe. Jeśli miałyby być pozostałościami po kopalniach, w pobliżu powinny być ślady sztolni, niechby zawalonej, więc jakieś zapadlisko. A może nie? Wiesz, jeśli masz znajomego geologa, zaproś go do Domku i na spacer. Taki fachowiec może sporo zobaczyć, czego niewprawne oczy nie zauważą.

Jan Łęcki pisze...

Buty z czerwonymi sznurówkami? Czy to nie jest przypadkiem prezent od znanej mi osoby?

Anna Kruczkowska pisze...

Buty z czerwonymi sznurówkami to oczywiśćie TE buty :) Wiesz, Krzysiu, szukałam wiadomości o sztolniach w różnych źródłach, ale wszystkie są niepełne :( Faktem jest, że te wzgórza były penetrowane w te i we wte w poszukiwaniu rud cyny i kobaltu.

Maria z Pogórza Przemyskiego pisze...

Ciekawe są te granice z kamienia, a być może to nie granice, a nawet jeśli ze sztolni, to chciałoby im się tak sypać równiutko, a nie w hałdy? już miałam napisać, gdzie wszyscy widzicie te buciki z czerwonymi sznurówkami, bo przejrzałam zdjęcia i nic, ale kiedy po raz drugi przeczytałam tekst, to okazało się, że za pierwszym razem nieuważnie:-)

Anna Kruczkowska pisze...

No widzisz, Mario. Więcej pytań niż odpowiedzi. Butów nie ma na zdjęciu, ale wierz mi, że mają one symboliczne znaczenie dla zainteresowanych ;)

Agnieszka pisze...

przepiękne rejony masz na spacery... możecie sobie marudzić, ale wnioskując ze zdjęć, jest tam po prostu uroczo!
pozdrawiam serdecznie:)

Anna Kruczkowska pisze...

Agnieszko, jeśli pominie się wszechobecną wycinkę drzew, to mieszkam w przepięnym miejscu. Ludzi mi zazdroszczą widoków, ciszy, spokoju.