środa, 1 listopada 2017

Spacerując po opuszczonym niemieckim cmentarzu

"Najważniejszym ludzkim zadaniem jest ratowanie czegoś, co się rozpada, a nie tworzenie rzeczy nowych" napisała Olga Tokarczuk w powieści "Dom dzienny dom nocny". 
 Myślałam o tych słowach, przedzierając się przez chaszcze na starym zniszczonym cmentarzu ewangelickim w Gierczynie. 
Tak rozklad, rozpadanie to najlepsze określenie tego, czym obecnie jest spora nekropolia. 
Odkąd pierwszy raz pojawiłam się w Gierczynie, cmentarz budził we mnie ciekawość i lęk. Zaniedbany, z dziwnym murem, w którym mieściły się tablice nagrobne, pełen starych drzew pobudzał dziecięcą wyobraźnię. Jako dziecko kilkakrotnie odwiedziłam to miejsce. Pamiętam ogrodzone metalowymi płotkami groby, kamienne grobowce, tablice zapisane nieznanym pismem. Był zapuszczony, ale gdzieniegdzie pojawiały się kwiaty i świece.
 O niektóre groby ktoś dbał. Niektóre grobowce były otwarte, płyty odsunięte. Mówiło się, że studenci medycyny poszukiwali czaszek. Pewnie miejscowi poszukiwali i czegoś innego, cenniejszego.
Któregoś roku wycięto część drzew, dewastując przy tym nagrobki. Sprawa stała się głośna w wiosce, bo zrobiono to bezprawnie. Sprawcy w zamian mieli coś zrobić dla społeczności. I tyle. Pozbawiony osłony i cienia cmentarz zaczął zarastać młodymi drzewkami, które wdarły się na nagrobki, a obdarty z tajemniczej ciemności stał się miejscem wysypu śmieci, popijaw, bezmyślnego niszczenia. 
Gdy znaleźliśmy pod dachem porcelanową tablicę Minnie Fridy Juppe, chciałam znaleźc jej rodzinny grób. Żywiłam nadzieję, że wśród ocałałych nagrobków znajdę pierwszych mieszkańców mojej chałupy. Niestety, wśród zgliszcz nie dało się odszukać jednej całej tablicy, a co dopiero konkretnego miejsca. 
To, co zobaczyłam w niczym nie przypominało moich dziecięcych wspomnień. 
Mur okalający nektopolię sypie się i rozpada, nagrobki są potrzaskane, poprzesuwane, zarośnięte mchem i chaszczami. Wszędzie walają się śmieci, gałęzie po tamtej wycince sprzed kilku lat, rozbite tablice. Smutek i opuszczenie wydziera z każdego kąta tego sporego terenu. Jakże przykro musi być potomkom dawnych mieszkańców, gdy podróżując po kraju przodków, znajdują cmentarz w ruinie. 
Tyle mówimy o szacunku dla zmarłych, oburzamy się na akty wandalizmu, gdy dotyczą grobów naszych bliskich, ale o świadków przecież nieodległej historii zadbać nie potrafimy. 

Pewnie, można powiedzieć, to tylko cmentarz. Tam nie ma ludzi. Ale przecież dla wielu z nas miejsca pochówku zmarłych są święte. Zmarłym funduje sie okazałe pomniki, kupuje bujne kwiaty, wielgachne kiczowate znicze. Znam ludzi, których życie toczy się wokół nagrobków żony, męża, rodziców, czy dzieci. 
W naszym społeczeństwie nie ma zwyczaju stawiania prochów bliskich na kominku, czy rozsypwania na łące. 
Ileż to razy spotkałam się z niezrozumieniem, gdy tłumaczyłam, że moje prochy mają zostać nawozem dla jabłonki. Ciagle mam nadzieję, że dożyję do czasów, gdy polskie prawo zmieni się i takie rozwiazanie będzie zgodne z prawem. 
No tak, ale nawet jeśli będę po śmierci jabłonką, to miło myśleć, że ktoś będzie o omnie dbał, podlewał, przycinał gałzki i zrywał owoce.
 I dlatego bolą mnie te zapuszczone, zniszczone nekropolie. 

15 komentarzy:

Krys Tek pisze...

Oj, nie tylko Ciebie to boli :(

Anna Kruczkowska pisze...

Krys Tek, domyślam sie i mam nadzieję, ze ten mój ból uda się przekuć w działanie na rzecz tego cmentarza.

Roman Pindel pisze...

Piękny opis odczuwania tego co ulotne i nieoczywiste. Wsiąknąłem w ten klimat, tym bardziej, że okoliczności dnia mnie do tego skłoniły. Podobne refleksje były moim udziałem kiedy oglądałem porozbijane tablice, czy też stare, zaniedbane groby na naszym cmentarzu.
Ale myślę, że to jest "obraz" naszej pamięci o bliskich zmarłych. Żywy człowiek sam się przypomina, zmarły żyje w naszych wspomnieniach i o tyle żyje o ile go w naszej pamięci jest więcej lub mniej, jego rola już tu nie ma zastosowania.
Jeżeli wybudujemy sobie pomnik za życia, to i tak ktoś z niego będzie ścierał kurz (bądź nie).
Tematy kominkowe to jest czysta eschatologia i nie chcę tu wkraczać ze swoją opinią, by nie zakłócić czyjejś wrażliwości. Jednakże moje stanowisko może odbiegać od Twojego, ale to nie ma w tym momencie znaczenia, gdyż w przeciwnym wypadku trzeba by było wejść na głębszy poziom.
Podsumowując piękne podsumowanie dzisiejszego dnia z chwilą zadumy i zastanowieniu się dlaczego, po co i jak żyję/jestem.

Anna Kruczkowska pisze...

Romku, cieszę się, że znów do mnie zawitałeś. Tak, to jest obraz naszej pamięci, naszej wrażliwości. Dzień jest wyjątkowy refleksyjny, a takie opuszczone miejsca może nawet bardziej do refleksji się nadają niż zatłoczone cmentarze, na których króluje kicz i chęć pokazania się ( oczywiście żywych, bo zmarli zeszli na drugi plan) O wyższości tego czy innego pochówku moglibyśmy długo dyskutować przerzucając się argumentami (przyznam, ze brakuje mi trochę naszych dyskusji), ale masz rację nie to jest dziś najważniejsze. Dziękuję za dobre słowo.

Stokrotka pisze...

Smutne są takie spacery.
Też mi się zdarzało w parkach albo lasach stąpać niechcący po starych płytach nagrobnych.
pozdrawiam

Andrzej pisze...

Zaduszki to chyba dzisiaj.
Wczoraj byliśmy na kilku cmentarzach. Przy zapalaniu świeczek spotkaliśmy wielu znajomych sporo osób z rodziny. Było na swój sposób miło. Nawet z odległych części cmentarza pozdrawiali mnie znajomi. Na Orłowcu porozmawiałem chwile z rodzicami Krzysztofa który zginął w tatrach jeszcze w liceum. O dziwo pamiętali moje imię. dzisiaj odwiedziłem Mirka na cmentarzy komunalnym. Lał deszcz więc niewiele pogadaliśmy.
Z dawnych czasów pamiętam we Wrocławiu w parku wschodnim schody zrobione z Żydowskich płyt nagrobnych. Nie wiem czy jeszcze tam są ale w mojej pamięci zostały przez te wszystkie lata.

Anna Kruczkowska pisze...

Stokrotko, bardzo smutne. To takie przykre, że nie szanujemy tego "co nie nasze".
Andrzeju, tak, dzisiaj. Ale zauważ, że jakby wziąc na logikę to my tych swoich zmarłych wspominamy 1 listopada, gdy powinniśmy myśleć o świętych. Zaduszki brzmią więc logiczniej a przy tym bardziej swojsko. Lubię tę nazwę.
1 listopada jest taki jak piszesz na cmentarzu spotykamy znajomych krewnych, wspominamy zmarłych ale też rozmawiamy o żywych. Czasem to jedyna okazja, aby spotkać krewniaków. MY w tym roku wyglądaliśmy trochę jak intruzi. W Gierczynie nie leży nikt nam bliski. Znicze zapaliliśmy na grobach sąsiadów oraz poprzedniej właścicielki mojego domu. W Trzebiatowie macewy wylądowały w rzece. Dopiero niedawno udało się kilka z nich odratować, a na niemieckim cmentarzu wybudowano osiedle. Przykładów braku szacunku dla miejsc pochówku jest zatrważająco dużo.

Andrzej pisze...

Zastanawia mnie ta zmiana. Zawsze byłaś w te dni u rodziców. A teraz Gierczyn.
Może do wszystkiego potrzeba czasu, czasami kilkudziesięciu lat aby nabrać dystansu. Zrozumieć się tego nie da tak samo jak zaakceptować straty bliskich. Można nie myśleć, unikać jednak wspomnienia są w nas i będą do końca. Te dobre i złe.

Krzysztof Gdula pisze...

Właśnie: bezmyślne niszczenie starych cmentarzy i nie tylko. Czysty wandalizm, o ile można taki przymiotnik łączyć z niegodnym czynem. Tak, nie ma tam ludzi, nie ma właścicieli grobów, bądź są w innym kraju i nie przyjeżdżają na groby swoich przodków, ale ludzie, których ciała tam złożono, żyli, mieli znajomych i kochane osoby.
Tyle że ci, którzy niszczą te groby, nie myślą o tym.
Anna żyjąca w kwiatach jabłoni…
Wystarczy chwilę zastanowić się, by stwierdzić, że to lepsza przyszłość naszych ciał, niż oddanie ich robakom i bakteriom, tylko jakoś trudno przyjąć to do wiadomości prawodawcom i kościołom.
A swoją drogą można zapytać państwo, jakim właściwie prawem chce za nas decydować, co można zrobić, a czego nie można nam zrobić z własnym ciałem?

Anna Kruczkowska pisze...

Andrzeju, na grób mamy jeżdżę w okrągłe rocznice. Dodatkowo byłam w roku śmierci taty. W pozostałe lata odwiedzałam cmentarz trzebiatowski, a po południu jeździłam nad morze zapalić znicz tym, bo nie wrócili. Nigdy nie byłam przesadnie przywiązana do grobów, bo bliscy są w naszych sercach, a nie w kamiennym obelisku.

Anna Kruczkowska pisze...

Krzysiu, we mnie wszystko się gotuje, gdy widzę taki wandalizm. A o alternatywnych pochówkach sporo się ostatnio pisze i mówi. Także na szczeblu decyzyjnym. Obawiam się jednak, że konserwatywnym politykom trudno będzie zrozumieć, iż nie wszyscy chcą być zeżarci przez robale. A pomysłów na upamiętnienie prochów jest mnóstwo. Mój w tej sytuacji zda się bardzo zachowawczy. Na Zachodzie po śmierci można zostać kamieniem biżuteryjnym albo płytą z własnym głosem. Liczę, że dożyję możliwości takiego zagospodarowania zwłok. Mojemu tacie się udało. Chciał zostać skremowany, do zaznaczył w testamencie pisanym w latach, gdy na Polsce kremowano chyba tylko w Warszawie.

Aleksandra pisze...

Nie potrafię odpowiedzieć sobie dlaczego w "ludziach" jest tyle zła, żeby tak bezmyślnie niszczeć. tak pozostaje nam pamięć, tego nikt nam nie zniszczy, tylko my sami możemy przestać pamiętać.

Agnieszka pisze...

A mi się przykro robi gdy patrzę na taką dewastację. Ja wiem że to tylko pomniki, tylko stary cmentarz, ale do jasnej anielki! Może jeszcze postawią tam jakieś nowe osiedle domków jednorodzinnych?
Dobra, może się zagalopowałam. Ale wychowano mnie i żyję w takim przekonaniu, że zmarłym również należy się szacunek.
Tu go nie ma;/
pozdrawiam serdecznie!

Anna Kruczkowska pisze...

Aleksandro, podejrzewam, że to nie tyle zło w ludziach co głupota i bezmyślność. Nie nasze, niczyje, można zniszczyć. Doskonale wiesz, że dotyczy to nie tylko cmentarzy, ale całego poniemieckiego dziedzictwa Ziem Zachodnich.
Agnieszko, rozumiem Twoje wzburzenie i wcale się nie zagalopowałaś w Trzebiatowie postawiono blokowisko na poniemieckim cmentarzu. Miejscowi mówią o nim "mogiłki", "mieszkam na mogiłkach". A mieszkańcy prześcigają się w opowieściach o duchch straszących w ich mieszkaniach.
Mam nadzieję, ze na przedstawionym przeze mnie cmentarzu uda się przywrócić własnie ów szacunek dla zmarłych.

Krzysztof Gdula pisze...

Myślę, Aniu, że niektóre pomysły co zrobić z prochami, nie spodobałyby mi się, przynajmniej w pierwszej chwili, ale rozsypanie w ogrodzie, by w ten sposób połączyć je z życiem drzew, z ich kwitnieniem, ten pomysł bardzo mi się podoba.