poniedziałek, 18 czerwca 2018

Gdzie są wszystkie izerskie strumienie?


Nie spieszyć się, iść powoli przed siebie, bez celu. Dla samej przyjemności poruszania się, słuchania trzasku gałązek pod butami, śpiewu ptaków i szelestu liści. Nie myśleć o kilometrach, czasie, mapie. Po prostu iść.
Niedziela wstawała upalna. Już o dziewiątej miejscówka na hamaku okazała się złym lokum ze względu na palące słońce. Należało uciekać w cień. A gdzież znajdę go więcej niż w lesie, wśród drzew?

czwartek, 14 czerwca 2018

Zielony makaron z pokrzywami- z cyklu jemy chwasty

Wydawać by się mogło, że połowa czerwca nie sprzyja już zbiorowi pokrzyw, gdy się ma jednak własna "uprawę", to pokrzywy można zbierać do jesieni i cieszyć się ich niezwykłymi walorami zdrowotnymi.

wtorek, 12 czerwca 2018

Blondynce padło na głowę, czyli Ultramaraton Piękny Zachód w Niesulicach

Gdy wczesną wiosną zapisywałam się na Ultramaraton Piękny Zachód, myślałam, że to dobry pomysł. Im bliżej czerwca, tym bardziej zaczynałam w to jednak wątpić. Poprzedni tydzień spędziłam na zastanawianiu się, co też strzeliło mi do głowy...
W czwartkowe popołudnie wszystko było już niemal gotowe. Miałam sprawdzoną dokładnie trasę, wybrane pociągi, spakowane bagaże. Zostało mi przygotować naleśniki na drogę do Świebodzina i się wyspać. Ale do wieczora pozostawało jeszcze trochę czasu, zaczynałam go więc marnować denerwowaniem się, które przerwał niespodziewany przyjazd Krzysia. Ze względu na maraton w Łasku nie mógł towarzyszyć mi w weekend (nie do końca, ale o tym za chwilę), postanowił więc przyjechać w czwartek z torcikami bezowymi na uspokojenie - wiadomo, beza jest dobra na wszystko...

poniedziałek, 11 czerwca 2018

Dokarmianie motyli...

Każdy, kto odwiedził Izerię w okresie kwitnienia łąk, wie, że to tu zobaczyć można najwięcej gatunków motyli. Nigdzie indziej nie znajdziemy takiej mnogości barw, wielkości i kształtów motylich skrzydeł. Od maleńkich, ledwo centymetrowych  po wielkie prawie dziesięciocentymetrowe. Są modraszki, czerwończyki , górówki, rusałki, bielinki. A wszystkie one na wyciągnięcie ręki, zaraz po wyjściu z domu na łąkę.

piątek, 8 czerwca 2018

Gringo spod orzecha, czyli 8 kg szczęścia


-We wtorek jedziemy do Jeleniej Góry- zadecydował Ślubny.
-Łał! To ci dopiero święto, bo wyciągnięcie go gdziekolwiek spod naszego orzecha graniczy z cudem. Tu jest szczęśliwy i już.
Co go zatem skłoniło do podjęcia tak heroicznego wysiłku?

czwartek, 7 czerwca 2018

Z krótką wizytą na Kwisonaliach w Gryfowie

Nie mieliśmy sprecyzowanych planów na weekend. Oczywiście różnych pomysłów miałam sporo, ale wszystkie rozbijały się o upalną pogodę i niechęć Ślubnego do ruszania się przy tej pogodzie spod orzecha. Istniała obawa, że albo pojadę gdzieś rowerem sama, albo utkniemy na górce leżąc na zmianę w hamaku. Plakat z zaproszeniem na XVIII Kwisonalia do Gryfowa, a na nim informacja o warsztatach piwowarskich i możliwości delektowania się piwami kraftowymi uratował nam niedzielę.

wtorek, 5 czerwca 2018

X Koźmiński Maraton Rowerowy

Ostatnio prawie nie miewam wolnych weekendów, bo nawet jeżeli weekend w pracy jest wolny, to pewnie gdzieś jest jakiś wyścig lub maraton rowerowy. Tak było i tym razem. Wprawdzie mówienie o wolnym weekendzie to spore nadużycie, bo o ile czwartek miałam wolny, o tyle już w piątek i sobotę o 6 meldowałam się w markecie. Wolną miałam za to niedzielę. Wobec takiego rozkładu czasu Krzyś przyjechał do mnie w czwartek, spędziliśmy razem dwa leniwe popołudnia i w sobotę po mojej pracy ruszyliśmy do Krotoszyna. Rodzinna kolacja i wieczorne oglądanie zdjęć zwieńczyło ten dzień - poszliśmy spać dość wcześnie, bo rano czekała nas pobudka. Jechaliśmy na X Koźmiński Maraton Rowerowy organizowany przez Amatorską Grupę Kolarską z Koźmina Wielkopolskiego. 

niedziela, 3 czerwca 2018

Ciasto marmurek izerski

Pamiętacie babkę marmurkową? Kiedyś dosyć często pojawiała się na stołach. Mnie też zdarzało się ją robić, bo przy moich zdolnościach to nietrudne a ładne ciasto jakoś wychodziło (choć Ślubny miał pewnie trochę inne zdanie, bo w pieczeniu nie dorównywałam teściowej, ba, nawetnie zbliżałam się do jej talentu) Ponieważ zbliżał się weekend trzeba  było coś upiec, a truskawki nadal miały cenę zaporową.

sobota, 2 czerwca 2018

Wiedźmińskim szlakiem - Tytoniowa Ścieżka


Świąteczny poranek. Jest szósta, a mimo to termometr wskazuje 25 stopni. Szykuje się kolejny gorący dzień. Karmię kury, wyprowadzam kozy i siadam z aromatyczną, świeżo paloną MK cafe pod orzechem. Waham się, czy iść na wycieczkę, wsiąść na rower, czy może bujać z książką w hamaku. Mimo coraz wyższej temperatury decyduję się na rower. Jadę w góry.