sobota, 30 listopada 2019

Czy w Internecie można znaleźć przyjaciela? - opowieść o dwóch niezwykłych spotkaniach

Zdjęcie ze strony biblioteki w Świerzawie

Internet ma tyluż zwolenników, co przeciwników. Jedni mówią o otwarciu na świat i prawie nieograniczonym dostępie do informacji, drudzy o rozluźnieniu więzi międzyludzkich i kryzysie rodziny. Jedni i drudzy mają sporo racji. Ale jeśli wybierzemy złoty środek, to nie zabije nas nadmiar informacji ani tym bardziej, nie odsuniemy się od ludzi. Wręcz przeciwnie. Znajdziemy ludzi, którzy myślą i czują tak jak my i nawiążemy więzi, o których kiedyś nawet nam się nie śniło.

Spotkanie blogerów w Domku pod Orzechem

Jak zwykle ze spotkania nie mam zdjęć,
tylko te z nakryciem stołu
O mojej znajomości z Krzysiem i Jasiem pisałam już wielokrotnie, a nasze spotkania w Domku pod Orzechem stały się tradycją. Nie inaczej było i w tym roku. W drugi weekend listopada gościłam obu panów u siebie, a przecież, gdyby nie Internet, nigdy byśmy się o sobie nie dowiedzieli, bo mieszkamy o setki kilometrów od siebie. Nie będę się tu rozpisywać, jak to się zaczęło, bo wystarczy zajrzeć do relacji z poprzednich spotkań miłośników niespiesznego wędrowania po górach.Krzysztof tak ułożył plany na weekend w Górach Izerskich, że mieliśmy sporo czasu na rozmowy przy domowych specjałach, bo wiadomo, że jak goście, to ja na uszach stanęłam, by częstować czymś dobrym, oryginalnym i niespotykanym. W tym roku w dwudniowym menu znalazły się: zupa gulaszowa z dużą ilością warzyw, szwedzki stół z kilkoma rodzajami koziego sera swojej produkcji oraz mężowymi wędzonkami, domowy chleb, sosy warzywno-owocowe, zupa dyniowa, pieczeń oraz kiszone buraki.
Spora część naszych rozmów kręciła się oczywiście wokół gór oraz wydawanych przez Krzysia książek i zbliżającego się spotkania autorskiego w Świerzawie, o którym opowiem za chwilę.

Czy to już przyjaźń?

Zdjęcie ze strony biblioteki w Świerzawie
Kim jest przyjaciel? To pytanie zadawałam przez lata swoim uczniom. Najczęściej otrzymywałam odpowiedź, że to ktoś, komu ufamy, możemy o wszystkim opowiedzieć i zawsze możemy na niego liczyć. Przyjaciel, to ktoś kto zna nasze zalety i wady, ale akceptuje je.
Zatem, jeśli znam Krzysia marzenia i fascynacje, wiem, co lubi, a czego się boi, potrafimy rozmawiać ze sobą godzinami bez znudzenia i korespondować na blogach i poza nimi, a do tego przenieśliśmy naszą znajomość do świata realnego i nic się nie zmieniło, to chyba właśnie tak wygląda przyjaźń. Przyjaźń, która swój początek ma w Internecie. Ostatnio mieliśmy ze Ślubnym okazję dowieść swojego przywiązania. Obiecaliśmy, że przyjedziemy na pierwsze spotkanie autorskie Krzysztofa do Świerzawy. Wiedzieliśmy, że debiutujący w roli autora na spotkaniu autorskim Krzysztof Gdula, będzie potrzebował wsparcia przyjaznych osób. Czy mogliśmy go zawieźć?

Spotkanie autorskie w Świerzawie

Świerzawa
Świerzawa to niewielkie miasteczko w Górach Kaczawskich. Miejsce z ogromnym, niewykorzystanym potencjałem. Gdy po godzinnej jedzie z Gierczyna, dotarliśmy do miasta, naszym oczom ukazała się zaniedbana historyczna zabudowa- dziewiętnastowieczne kamienice z opadającym tynkiem, zabytkowy kościół i takiż ratusz, neogotycki kościół przytulony do ratusza i grożący przechodniom spadającymi kawałami elewacji. To wszystko w scenerii rodem z dzikiego zachodu, przy ciemnych chmurach i silnym wietrze podnoszącym sterty liści wirujących po opustoszałych uliczkach, sprawiało przygnębiające wrażenie. Jedynym pozytywnym akcentem było nowoczesne Centrum Kultury i Turystyki. To w nim swoje spotkanie autorskie miał miłośnik Gór Kaczawskich Krzysztof Gdula. 
Krzysztof w swoim debiucie
Spotkaliśmy go, gdy razem z Jasiem wracali z wycieczki. Krzysztof był podekscytowany czekającym go wyzwaniem. Obecność Jasia i nas dodawała mu jednak otuchy i pewności siebie. Na spotkaniu pojawiło się kilkoro mieszkańców Świerzawy. W kameralnym wnętrzu bibliotecznej czytelni rozmawialiśmy o górach i wędrowaniu. Krzyś opowiadał o swoich wędrówkach, o miłości do gór. Pokazywał zdjęcia ulubionych dróg i pejzaży. Czasem któryś z gości dopowiadał swoje wrażenia, o coś pytał, tak, że między rozmówcami nawiązywała się nić porozumienia.
Wierzę, że dzięki temu i kolejnym planowanym spotkaniom, Krzysztof zyska kolejnych czytelników zafascynowanych nie tylko górami, ale przede wszystkim niesamowitym językiem, jakim autor się posługuje.
A muszę Wam zdradzić, że książki Krzysztofa cudownie nadają się do czytania na głos, gdyż ich słowa układają się w piękny rytm. Przekonałam się o tym, mając możliwość przeczytania fragmentu słuchaczom Krzysiowej prelekcji.
Krzysztof Gdula, autor (zd. ze strony biblioteki w Świerzawie)

Z nadzieją i utęsknieniem czekam na wydanie pierwszej z powieści Krzysia, bo wiem, że to będzie niesamowita lektura!
Jeśli ciekawi jesteście twórczości Krzysztofa Gduli, zapraszam na jego blog: https://krzysztofgdula.blogspot.com/ oraz do księgarni: https://www.wydawnictwocm.pl/krzysztof-gdula-gory-kaczawskie-slowem-malowane-p-414.html


39 komentarzy:

  1. Piękna nazwa Domek pod Orzechem, to i spotkania są również ciekawe:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak domowe menu, pyszności serwowaliście :-)

      Usuń
  2. Mam sporo bliskich osób, które poznałam przez Internet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest w Internecie świetne- pozwala poznać sie ludziom, którzy inaczej nie mieliby szansy się poznać.

      Usuń
  3. Takie spotkania blogerskie to super sprawa dająca masę pozytywnej energii i inspiracji oraz wiedzy:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Masz rację z internetu jak i innych rzeczy trzeba umieć korzystać. Wówczas odnosi się korzyści i nic nie traci w realu. Też udało mi się znaleźć kilka osób w internecie, które są mi bliskie. Jeszcze nie Przyjaciele, ale do tego potrzebuję czasu...
    A p. Krzysztofowi życzę wielu zapalonych czytelników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, każdą przyjaźń buduje się nie tylko zaufaniem, ale i czasem, który weryfikuje znajomości.

      Usuń
  5. Piękne są takie spotkania i znajomości. Śledzę już od dawna bloga Krzysztofa i podziwiam jego zamiłowanie do gór Kaczawskich, a zwłaszcza do samych wędrówek. Nie każdy przecież lubi wędrować i to bez względu na pogodę. Krzysztof po prostu ma pogodę ducha. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, Krzysztof to faktycznie niezwykły człowiek, cieszę się, że coraz więcej osób zna jego blog.

      Usuń
  6. Na pewno w internecie możemy nawiązać bliskie relacje - a to już potem od nas będzie zależało, czy odpowiednio o nie zadbamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja uważam, że internet jest bardzo pomocny, nie tylko w życiu codziennym, jak nawigacja w telefonie, możliwość, aby szybko o czyms przeczytać, ale również wysłać wiadomość czy zdjęcie, które szybciej odbierze, niż sms :) Ma to też swoje minusy, ale nie unikniemy tego, bo świat po prostu idzie do przodu wraz z rozwojem technologii.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też mam przyjaciółkę przez internet się poznałyśmy

    OdpowiedzUsuń
  9. W dzisiejszych czasach dzięki internetowi wiele rzeczy jest możliwych. To wspaniale, że masz bratnią duszę poznaną w sieci.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mnie zaciekawiłaś jego twórczością, na pewno się z nią zapoznam. 😁

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam wielu znajomych, dobrych znajomych i kilka pięknych przyjaźni właśnie "z internetu" Twój post trochę mi przypomniał jak ważne aby znaleźć ludzi, z którymi można dzielić się swoją pasją. Na których można liczyć w różnych sytuacjach. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, znalezienie ludzi o podobnych zainteresowaniach jest niesamowicie istotne!

      Usuń
  12. Mój poprzedni weekend również stał pod znakiem blogerskich spotkań, w trochę szerszym gronie. Takie spotkania są super!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bieżąco śledziłam Wasze spotkania i trochę Wam zazdrościłam, ale miałam rekompensatę w postaci swojego mikro spotkania.

      Usuń
  13. To prawa, że internet ma swoje plusy i minusy. Ja staram się korzystać z niego mądrze, nie trwoniąc na niego zbyt wiele czasu, aby nie cierpieli na tym najblizsi. Ja wyznaczyłam sobie czas, ile spędzam. Natomiast dzięki korzystaniu z sieci, sama poznałam wiele ciekawych osób, z którymi do tej pory utrzymuję stały kontakt. 😊

    OdpowiedzUsuń
  14. Znajome twarze na pierwszym spotkaniu autorskim, to naprawdę wielkie wsparcie dla Krzysztofa:-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Pomysł takich spotkań jest naprawdę doskonały, a twórczość chętnie poznam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja znalazłam przez internet mnóstwo fantastycznych ludzi, i utrzymuję z nimi kontakt. W przyszłym roku organizuję spotkanie także będzie fajnie poznać te osoby na żywo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł! Mnie się też marzy większe spotkanie.

      Usuń
  17. Ciekawa historia, ja wierzę, że można :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Piszę dopiero teraz, za co przepraszam, Anno, przepraszam.
    To było tak:
    Miniony weekend spędziłem z żoną i naszymi wnukami w Łodzi, ich rodzice mieli dwa dni wolne od dzieci, a na pewno pamiętasz, jaką czuje się wtedy swobodę. Po powrocie do pracy wpadłem w zwariowany wir przeprowadzek. Demontaż młyna w mroźną noc, jazda i montaż. Przez te parę dni pracowałem w Lesznie i w Łodzi, a teraz w Kielcach. Dochodzi godzina 21, a ja dopiero usiadłem przy komputerze. Wczoraj w nocy już miałem wyłączać komputer, gdy zobaczyłem ten Twój wpis, a że było późno, odpisuję dopiero dzisiaj.
    Przy okazji powiem jeszcze, że w Kielcach zostanę pięć tygodni, z dwudniową przerwą świąteczną, i dlatego w góry pojadę dopiero w drugiej połowie stycznia. Nasłuchałem się wymówek od żony, gdy powiedziałem jej, że przyjadę do domu w wigilię rano, a w drugi dzień świąt muszę wcześnie wyjechać, ponieważ tego dnia młyn ma być już czynny.
    Dziękuję za tyle miłych słów, Aniu. W związku z naszą znajomością czasami przychodzą do mnie myśli o nieprzewidywalności wypadków ludzkiego życia. Bywa, że zdarzenie, po którym wiele sobie obiecujemy, nic nie zmienia w naszym życiu, w żaden sposób nie odbija się w nas, a bywa też zupełnie odwrotnie: że drobny krok, parę słów, gest wobec drugiego człowieka, może urosnąć w nas i trwać latami.
    Za dwa miesiące minie równo pięć lat naszej znajomości zaczętej Twoim komentarzem na moim blogu. Pamiętasz? Daty nie pamiętałem dokładnie, ale teraz sprawdziłem: było to szóstego lutego 2015 roku.
    A niewiele później jechałem do Gierczyna w piękny dzień jesieni ciesząc się myślą o zrobieniu Ci niespodzianki. Wiedziałem, że nie ma Was w Domku pod Orzechem, ale chciałem zobaczyć jego okolice, opisać je i tekst opublikować, a na koniec wyobrażać sobie Twoje zdziwienie, gdy zobaczysz znane Ci okolice na zdjęciach. A później spotkaliśmy się.
    Faktycznie, dobrze się nam rozmawia i tematów nie brakuje, a dodać powinienem, że nie zawsze tak mi się zdarza, a właściwie rzadko, co razem oznacza podobieństwo zainteresowań i poglądów, pewną bliskość duchową. Z Darkiem jest inaczej, ale jednocześnie podobnie, skoro w rozmowie z nim czuję coś, co faceci określają krótko: swój chłop :-)
    Kiedy miałem zacząć mówić na spotkaniu w bibliotece w Świerzawie, spojrzałem na Ciebie, uśmiechałaś się, a ja odebrałem ten uśmiech jak zapewnienie: będzie dobrze, mów.
    Także dzięki Waszej obecności nie było źle.
    Dziękuję Wam obojgu za spotkania, rozmowy, za ciepło, przychylność i wyrozumiałość. Dziękuję za naszą znajomość przekształcaną w przyjaźń.
    Powiem jeszcze, Aniu, że w końcu doczekałem się korekty mojego romansu z Górami Kaczawskimi w tle. List odebrałem wczoraj wieczorem, nie mając już czasu zacząć korekt, ale na samym początku przeczytałem uwagę, które wywołała mój uśmiech.
    Otóż redaktorka zwróciła mi uwagę, że skoro Jasia ma na sobie bluzkę i siedzi, to nie bardzo wiadomo, czy ma sobie sukienkę (a tak napisałem), czy spódnicę. Byłem zaskoczony tą uwagą. W odpowiedzi napiszę jej, że różnica może być istotna dla kobiety, dla mężczyzny nie jest taką, a tekst jest podwójnie męski: z racji autorstwa i narracji.
    Od poniedziałku powinienem mieć nieco więcej czasu wolnego, liczę, że w połowie tygodnia tekst odeślę do wydawnictwa, a kiedy będzie finał, czyli wydanie, to wie chyba tylko właściciel firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach! Aż się zaczerwieniłam, czytając! A teraz odpowiadam 😀 Nie dziwię się żonie, że fuka, bo choć przyzwyczaiła się do Twojej nieobecności, to chciałaby mieć Cię na dłużej (a swoją drogą, właśnie pomyślałam, że gdy przejdziesz na emeryturę to czeka Was trudny czas przyzwyczajania się do siebie od nowa, prawie jak nowożeńcy 😂, może wybierzecie się w podróż poślubną?) Dobrze, że w miałeś kilka rodzinnych dni w Łodzi.
      Czy pamiętam pierwszy komemtarz? Ależ oczywiście! Wrażenia, jakiego doznałam czytając niezwykle literacki opis wędrówki nie da się zapomnieć! Podobnie jak Twojej reakcji na moje słowa i tego, co zadziało się potem.
      Cieszę się, że z romansem coś się dzieje, bo wiesz, jak Ci kibicuję! A uwaga redaktorki w sumie trafna, bo wiesz, że czytać będą Cię panie 😂 Cały czas trzymam kciuki!

      Usuń
    2. Oj, to prawda, będzie trudno po powrocie. Może zaszyć się gdzieś w Górach Kaczawskich?...
      Chciałbym odesłać tekst jak najszybciej, ale czasu jak zwykle brakuje. Dzisiaj po raz pierwszy od tygodnia posiedzę nad nim parę godzin.
      Bardzo jestem ciekawy przyjęcia tej historii przez panie. Zauważ, Aniu, że dwie książki o górach są w zasadzie niszowe, zdolne zainteresować wąskie grono czytelników, a z tym romansem jest zupełnie inaczej: potencjalnych czytelników powinien mieć znacznie więcej.
      Dziękuję Ci za wiarę w powodzenie, Aniu.
      PS
      Wnuczka zadziwia mnie swoją wiedzą i przemianami. To już prawie panienka, a nie dziecinka.

      Usuń
    3. Z Kaczawskimi to dabry plan 😃 Też jestem ciekawa reakcji czytelniczek. Wierzę, że będzie dobrze! A dzieci tak szybko rosną!

      Usuń