sobota, 18 maja 2019

Tysiąc głasków, czyli z wizytą w Trzebiatowie

filiżanka z kawą
Kawa z widokiem na deszczowe Nowielice
Kilka ostatnich dni znaczcie różniło się od spokojnych sielankowych, wolno płynących dni pod Orzechem. Korzystając z zaproszenia na matury, wybrałam się z wizytą do Trzebiatowa. To, że sprzedaliśmy mieszkanie i działkę oraz pozamykaliśmy trzebiatowskie sprawy, nie znaczy, że odcięliśmy się od wszystkiego, co nas łączyło z poprzednim życiem. Wręcz przeciwnie. Nie zamierzamy zrywać więzi emocjonalnej z ludźmi, którzy byli nam bliscy przez prawie 30 lat.

Takie nastawienie sprawia, że każdy wyjazd na Pomorze wiąże się z ogromnymi, pozytywnymi emocjami, a doby zdają się zbyt krótkie.

Teoria głasków

Trzebiatowski Ratusz
Zgodnie z teorią głoszoną przez neurodydaktykę, każdy potrzebuje do życia odpowiedniej ilości głasków, czyli pozytywnych emocji dostarczanych przez innych: pochwał, przytuleń, uśmiechów, dobrych słów. Bez nich nasz organizm nie rozwija się nie funkcjonuje prawidłowo. Ilekroć jestem w Trzebiatowie, zbieram te głaski chyba na zapas, bo wracam do Domku pod Orzechem umordowana fizycznie podróżą z kilkoma przesiadkami, ale naładowana psychicznie. Nie inaczej było i tym razem, gdy w cztery dni pobytu wcisnęłam kilka ważnych spotkań i dwa dni pracy.

Spotkanie z dziećmi

Wyjechałam w niedzielny poranek i po kilku godzinach wygodnej podróży IC Barnim w towarzystwie kilku pań znalazłam się w Szczecinie, gdzie już czekali na mnie Piotr z Agatką. Wspólnie z dziećmi wybrałam się na obiad. Młodzi są obecnie na etapie poznawania orientalnych smaków, stąd obiad zjedliśmy w tajskich klimatach, wesoło gawędząc o podróżowaniu, przyrodzie i ciekawostkach wszelakich.  Potem wsiadłam w autobus PKS i nim dotarłam do Nowielic do teściów.
Plaża i morze
Fotka z Bałtykiem być musi

Emocjonujące kobiece rozmowy

Swój czas podzieliłam między długie rozmowy z teściową i poranki z kawą, a pogaduchy z koleżankami i przyjaciółkami. Było właśnie tak, jak lubię. Na emocjach, z radością. Oprócz licznych spotkań, w tym z zaprzyjaźnioną blogerką Marchevką oraz koleżankami z pracy, zrobiłam sobie krótki objazd ścieżki rowerowej z Nowielic do Trzebusza. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przy okazji objazdu ścieżki rowerowej nie zrobiła sobie fotki w rzepaku oraz nie zebrała całego naręcza ziół. Tym razem był to czosnaczek, którego na Pogórzu Izerskim jeszcze nie zauważyłam.

Selfie w rzepaku
Selfie w rzepaku
Na więcej rowerowych eskapad (oprócz dwóch dojazdów do pracy)  nie tyle nie starczyło czasu, co figla spłatała mi pogoda: w czwartek, gdy mogłabym jeszcze wykroić kilka godzin na wizytę nas morzem od rana padało i potwornie wiało. Było na tyle nieprzyjemnie, że z Nowielic do Trzebiatowa (2 km) pojechałam szkolnym autobusem! To jednak też było ciekawe zrządzenie losu, bo spotkałam kolejne rzadko widywane koleżanki.

Kolejowe przygody

Na osobną uwagę zasługuje mój powrót z Trzebiatowa, bo zamiast wygodnie podróżować IC Barnim wybrałam trasę alternatywną przez Zieloną Górę. Ten wariant, choć ma więcej przesiadek, jest krótszy i tańszy, bo cały czas jedzie się kolejami regionalnymi. Nie wzięłam tylko pod uwagę, że wracam w piątek... Tak... pewnie już się domyślacie, w jakim tłoku przyszło mi spędzić te kilka godzin jazdy! Na szczęście od samego początku trafiłam na wesołe towarzystwo, które nie utyskiwało na niedogodności podróży, więc jechało się z pozytywnym nastawieniem, obracając w żart wszelkie problemy.
Dworzec kolejowy w Trzebiatowie
No i koniec wizyty
 Nawet walizka, która przejechała przez cały korytarz autobusu komunikacji zastępczej wywołała jedynie salwy śmiechu, a nie czyjąś złość na czyjąś bezmyślność. Drugim szczęściem, był fakt, ze już od Trzebiatowa jechałam towarzystwie emerytowanej nauczycielki, która spędziła kilkanaście dni w sanatorium w Kołobrzegu i teraz wracała do... Lubania, czyli spędziłyśmy w swoim towarzystwie całą trasę. Ta ponad siedemdziesięciopięcioletnia kobieta tryskała niesamowitą energią i witalnością. Miałyśmy mnóstwo wspólnych tematów do rozmów od dzieci i wnuki przez dietę po... Internet.
Największym minusem okazało się spóźnienie innego pociągu, które skutkowało tym, że w Lubaniu nie poczekał na nas (było kilkoro takich pasażerów jak ja) pociąg kolei dolnośląskich i musiałam prosić Ślubnego, by mnie sprzed dworca zgarnął.
Cóż... życie bez przygód byłoby nudne.




20 komentarzy:

  1. Uwielbiam zdjęcia w rzepaku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miło tak wpaść do miasta w którym zostawiło się 30 lat życia. Choć w każdym miejscu zostawiamy fragment siebie. We wspomnieniach innych ludzi i tego co zrobiliśmy zwyczajnie tam żyjąc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, w Trzebiatowie zostawiłam calkiem spory kawałek sibie ;)

      Usuń
  3. Rzepak, wszędzie rzepak... ale jakoś mi to nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie 😁 uwielbiam widoki wiosennych żółto zielonych pól 🤗 A z rzeczy bardziej filozoficznych śmiem twierdzić iż wszędzie tam gdzie zabawimy dłużej niż "chwilę" zostaje jakaś cząstka nas. Jakaś cząstka w postaci wspomnień, emocji, wrażeń, bądź bardziej namacalnych...wycinanych w korze drzew inicjałów ukochanych dziewczyn 😉😊 Pozdrawiam z w końcu ciepłej ale burzowej Jury 🌩

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wiele miłych wspomnień z rzepakiem. Całkiem dawnych i tych sprzed kilku zaledwie lat. Dlatego go lubię. Masz rację, wszędzie zostaje jakaś nasza cząstka. Czytam o tych burzach, u nas póki co spokojnie, ale nareszcie ciepło!

      Usuń
  4. Wspaniała opowieść, widać, że była to bardzo udana wycieczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakos nie pomyslałam o swojej wizycie u teściów w kontekście wycoeczki, ale w sumie...

      Usuń
  5. Cudowna wizyta :) Poranki z kawą w takim miejscu pewnie smakują inaczej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Za to również uwielbiam Polskę - pola rzepaku są tak piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już o tym rzepakowy zdjęciu marzyłam! W pobliżu mam tylko łąki :)

      Usuń
  7. Tam jest świetne muzeum, które odwiedziłam🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, a na Baszcie Kaszanej byłaś? To nasze ukochane miejsce.

      Usuń
  8. Oj, tak tak: potrzebujemy głasków. Powiem o tym szefowi, ciekawe co odpowie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podoba mi się teoria głasków :) przesyłam Ci wirtualnego przytulańca ^^. Ja tam uwielbiam podróżować pociągami właśnie przez różne przygody i ciekawych ludzi, których można spotkać. Jednak spotkania z tymi najbliższymi osobami najważniejsze ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MNie też, choć nie zgadzam się z wszystkimi założeniami neurodydaktyki, to ten fragment mi pasuje. Dzięuję za przytulańca :)

      Usuń
  10. Świetne miejsce. Muszę je odwiedzić.

    OdpowiedzUsuń
  11. Super miejsce! Miałam okazję jakiś czas temu odwiedzić to miejsce w ramach wycieczki z biura. Za niedługo znowu wybieramy się na podobny wypad, ale tym razem w góry. Wciąż jednak zastanawiamy się jakie będą najlepsze atrakcje na wyjazd integracyjny.

    OdpowiedzUsuń